Od czasu do czasu doniesienia medialne burzą nasz spokój. Londyn, Paryż, Bruksela, a ostatnio Sztokholm i Saint Petersburg – widmo terroryzmu ciągle wisi nad Europą. O ile potrafimy dostrzec złowieszcze symptomy, które wskazują na zagrożenie, nie jesteśmy w stanie całkowicie pozbyć się strachu.

Czego boimy się w terroryzmie? Odpowiedź wydaje się oczywista, jeśli zagraża nam bezpośrednio utrata życia – własnego lub naszych najbliższych. To jednak nie wszystko. Niepokój budzić może destabilizacja bieżącej sytuacji, chęć zburzenia dobrostanu, który budowaliśmy przez minione dziesięciolecia. Co z tego, że udało się nam osiągnąć wysoki stopień rozwoju technologicznego, opieki medycznej czy przesyłania danych, skoro torba nafaszerowana trotylem może zburzyć nasze poczucie bezpieczeństwa. Co więcej – zmasowane akty terroru burzą poczucie wyznawanych dotąd wartości. Otwartość i tolerancja, które miały być opoką współczesnej Europy, stają się słabością, indolencją wykorzystywaną przez ekstremistów. Smutne, ale prawdziwe…

Tomasz Hildebrandt w swej najnowszej książce „Dotyk” tworzy niepokojącą wizję naszych czasów, tym bardziej przerażającą, że całkiem realną i możliwą do spełnienia. Pokazuje anatomię strachu, paniki i braku wiary w zasady i porządek stworzony przez cywilizację. Opisuje stopniowe zrywanie więzi międzyludzkich oraz rozpad społeczeństwa. Za pomocą brutalnych obrazów oraz sugestywnej stylistyki przedstawia trudną prawdę o mrocznej rzeczywistości. Na łamach powieści przenosimy się do wielokulturowej i niebezpiecznej Marsylii. W mieście dochodzi do serii brutalnych zabójstw: paleni żywcem, giną niezidentyfikowani mieszkańcy miasta. Wybuchają gwałtowne zamieszki, podsycane wydanym przez władze zakazem publicznego manifestowania wiary w islam.

Jakby tego było mało, kilka organizacji terrorystycznych zapowiedziało krwawy zamach w dniu, w którym zaplanowano otwarcie nowego meczetu, a miasto ma odwiedzić premier Francji. Sytuacja błyskawicznie wymyka się spod kontroli. Policja jest bezradna, więc „praworządni” obywatele próbują wziąć sprawy we własne ręce: ulice patrolują bojówki, bezwzględnie rozprawiające się z każdym podejrzanym. Wojna domowa wisi na włosku.

W mieście wybucha epidemia nieznanej i niebezpieczniej choroby. Zarażeni umierają w straszliwych męczarniach. Śmiercionośny wirus przenoszony jest przez dotyk. Dotyk, ten najważniejszy przejaw ludzkiej bliskości, jest równoznaczny z zagrożeniem i śmiercią. Dotyk najbliższej osoby może zabić.
Wydaje się nieprawdopodobne, żeby splot wydarzeń, które doprowadziły do największego kryzysu we współczesnej Francji, był dziełem przypadku. Ale kto za tym stoi? Jaki jest jego ostateczny cel? Czy uda mu się go osiągnąć?

Współczesny świat coraz bardziej przypomina globalną wioskę. Niezależnie od coraz doskonalszej technologii, nigdy nie będziemy w stanie przewidzieć zamierzeń ekstremistów ani sposobu ich działań. Odsuwanie od siebie mrocznych wizji, takich jak te przedstawione w książce „Dotyk”, jest chowaniem głowy w piasek. Czy to oznacza, że mamy żyć w poczuciu ciągłego lęku? Bynajmniej. Ważna jest natomiast świadomość zmienności i kruchości świata, w którym żyjemy. Nie da się również pominąć kwestii kryzysu wartości. Jego eskalacja może prowadzić do odwrócenia współczesnych priorytetów. Czy etos wielokulturowej Europy może jeszcze obronić? Czy skupimy swoje siły na wyznawaniu ideałów, a może raczej jedynie na walce o przetrwanie i zachowanie człowieczeństwa? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, co nie oznacza, że powinniśmy przed nimi uciekać. Wprost przeciwnie – dyskusja na temat przyszłości, również z uwzględnieniem czarnych scenariuszy, powinna być naszym obowiązkiem. Być może Marsylia leży znacznie bliżej Polski niż się nam wydaje…

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany