Teatr Miniatura to jeden z najstarszych teatrów w Polsce. Choć kojarzony jest przede wszystkim ze spektaklami dla dzieci, jest to także teatr formy, którego realizacje bywają adresowane do widzów dorosłych. W najbliższych miesiącach Miniatura zapowiada kilka ważnych premier, o których warto pamiętać, planując rodzinne spędzanie czasu.

Rozmawia: Marek Nowak

Poziom współczesnych polskich sztuk teatralnych jest bardzo zróżnicowany, a w dyskusjach na ten temat niejednokrotnie pojawia się słowo „kryzys”. W kierowanym przez Pana teatrze większość przedstawień została napisana przez rodzimych autorów. Spotykają się one z uznaniem krytyków i cieszą się dużym powodzeniem wśród widzów. Czy to znaczy, że dla dzieci pisze się łatwiej? Są mniej wymagające?

Romuald Wicza-Pokojski: Proszę nie żartować. Dzieci i młodzież to najbardziej wymagający widzowie na świecie. Są bezkompromisowi i bezwzględni w ocenach. Nie przesadzałbym też z liczbą dobrych sztuk dla dzieci, choć rzeczywiście jest ich więcej niż możemy i chcielibyśmy wystawić. Duża część wystawianych przez nas tekstów to adaptacje literatury dla dzieci – na przykład, Fahrenheit na podstawie książki Anny Czerwińskiej-Rydel czy Tajemnica diamentów i Tajemnica kina na podstawie książek Martina Widmarka i Heleny Willis, z bardzo popularnej serii „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai”.

Jaki jest klucz doboru sztuk wystawianych w Miniaturze?

Postanowiłem zachować pewną równowagę między przedstawieniami realizowanymi na podstawie klasyki, takimi jak Siedmiu krasnoludków i Brzydkie kaczątko oraz adaptacjami współczesnej literatury dziecięcej i młodzieżowej. Podjęliśmy się także działania mające na celu wyjście w przestrzeń publiczną miasta, między innymi w postaci spektakli plenerowych. Nasz repertuar dopełniają wydarzenia towarzyszące premierom oraz powstające we współpracy z innymi instytucjami kultury, wydawnictwami i organizacjami pozarządowymi.

Czyli…?

Warsztaty rodzinne, między innymi prowadzone wspólnie z Wydawnictwem EneDueRabe „Emocje od Z do A”, w których na podstawie współczesnych książek dla dzieci rozmawiamy o ich rozwoju emocjonalnym, „Dzikie dźwięki” – prezentacje zrealizowanych przez nas słuchowisk połączone z warsztatami, warsztaty plastyczne prowadzone przez artystów z naszej Pracowni Plastycznej i spotkania z autorami. Gościli u nas między innymi wspomniani Martin Widmark i Anna Czerwińska-Rydel oraz Andri Snær Magnason, autor Błękitnej planety. Organizujemy także festiwale i przeglądy, na przykład „Co nowego” – dedykowany teatrowi dla młodzieży. W zeszłym roku podjęliśmy współpracę z Teatrem Polskiego Radia przy projekcie „Teatr dźwięku”, podczas którego zrealizowaliśmy cztery słuchowiska dla dzieci na podstawie scenariuszy autorów, którzy wzięli udział w ogólnopolskim konkursie. Wydaliśmy je na płytach winylowych.

Czym charakteryzuje dobry spektakl dla dzieci?

Powinien być ciekawy i zrozumiały. Bardzo dużą uwagę przywiązuję także do procesu opowiadania i komunikatywności.

Co Pan przez to rozumie?

Nawiązanie dialogu z widzem. Nigdy nie traktuję dziecka z góry i nie wychodzę z założenia, że wiem coś lepiej. Podobną myśl dobrze ujął w słowa Janusz Korczak, mówiąc, że jedyną różnicą między dorosłymi a dziećmi jest różnica doświadczenia. Wszyscy jesteśmy ludźmi i przekazujemy sobie nawzajem pewną mądrość, wynikającą właśnie z różnicy doświadczeń.

W tej mądrości mieszczą się jednak także pewne idee, które chcemy przekazać kolejnemu pokoleniu. Mógłby Pan wskazać najważniejszą?

To nadzieja. Co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy całkowicie wyzbyć się krytycznego podejścia do rzeczywistości. Widać tu jednak najważniejszą różnicę między spektaklami adresowanymi do dzieci i dorosłych. W przypadku dojrzałego widza możemy doprowadzić do dramatycznego zakończenia, które ma prowokować do głębszej analizy, refleksji i dyskusji. Natomiast jeśli chodzi o młodych widzów, niezwykle istotne jest pokazywanie rozwiązań dających nadzieję i wiarę we własne możliwości. Rozmaicie się toczą nasze losy, ale bez tego podstawowego wyposażenia – nadziei i wiary, że możemy coś zmienić na lepsze – jako ludzkość daleko byśmy nie zaszli. Dlatego ważne jest wzmacnianie tego u najmłodszych.

Czy współczesna technologia – powszechna dostępność internetu, komputery, tablety, smartfony – wpływa na wrażliwość i komunikowanie się Waszych odbiorców?

Zdecydowanie tak. Liczba bodźców, które nieustannie odbierają dziś młodzi ludzie, jest ogromna. Dostępność historii opowiadanych w różnych formatach bardzo mocno na nich oddziałuje. Wpływa to także na procesy związaniem z odbieraniem rzeczywistości, takie jak możliwość skupienia się na wątku.

Czy przekłada się to także na sposób opowiadania historii w spektaklach, które przygotowujecie?

Naszym podstawowym założeniem jest to, że ogląda nas widz, który prawdopodobnie przyszedł do teatru po pierwszy w życiu. Wszystko jest dla niego nowe, a plastyka i działania formalne na scenie kształtują jego wrażliwość. Niektórzy spośród naszych widzów niedawno skończyli przecież pierwszy rok życia. Zależy nam więc na tym, żeby odkryli i pokochali to nowe miejsce, w którym wszystko dzieje się „tu i teraz”, a aktorzy są na wyciągnięcie ręki. Główne pytanie, które stawiamy sobie jako artyści, brzmi natomiast: „Jak tworzyć interesującą sztukę dla dzieci, korzystając jednocześnie z tego wszystkiego, co przynosi nam współczesność?”. Zależy mi na tym, żeby w efekcie namysłu nad tą kwestią powstawały w naszym teatrze rzeczy nietuzinkowe.

To brzmi właściwie jak gotowa recepta. Zawsze działa?

Nie, a ponadto nigdy, praktycznie do samej premiery, nie wiemy, jak zostanie odebrany spektakl, nad którym obecnie pracujemy. To przecież zawsze widz ma decydujący głos w kwestii, czy jest to dobry, czy też zły spektakl.

Obecnie są to Krzyżacy – lalkowa adaptacja powieści Henryka Sienkiewicza, która swą premierę będzie miała w kwietniu. Nie do końca wyobrażam sobie, jak można przenieść epicką powieść historyczną do Teatru Miniatura. I dlaczego akurat tutaj?

To samo pytanie zadałem na samym początku reżyserowi i scenarzyście, Jakubowi Roszkowskiemu. Odpowiedział po prostu, że żaden teatr dramatyczny nie mógłby się tego podjąć z odpowiednim rozmachem. W scenariuszu przewidzianych jest wiele miejsc akcji, są potyczki i pojedynki, polowanie na niedźwiedzia… Akcja toczy się naprawdę wartko. Scenografię w postaci makiety podobnej do tych, jakie używa się podczas produkcji filmów animowanych, zaprojektował nam zaś jeden z najbardziej cenionych współczesnych polskich scenografów, Mirek Kaczmarek. Mam nadzieję, że w trakcie tego spektaklu uda nam się wciągnąć, rozśmieszyć i wzruszyć zarówno młodszych, jak i dorosłych widzów.

Jest w nim także wielka, finałowa bitwa pod Grunwaldem?

Oczywiście.

Jak będą wyglądały lalki?

Chcielibyśmy, aby widzowie odnieśli wrażenie, że zostały wyciągnięte za skrzyni ze średniowiecznym skarbem, w którym znajdowały się piękne gliniane misy. Z tego właśnie materiału zrobione są ich głowy.

Może Pan zdradzić naszym Czytelnikom główne przesłanie tego spektaklu?

Wielkie wojny zaczynają się od małych spraw i pozornie drobnych konfliktów, które podlegają efektowi kuli śniegowej i w pewnym momencie mogą się wymknąć spod kontroli, jeśli żadna ze stron nie chce ustąpić choćby odrobinę.

Czy to komentarz do współczesnej sytuacji politycznej w Polsce?

Skądże! Prace nad spektaklem zaczynaliśmy półtora roku temu. Analogii szukałbym więc raczej w stosunku do międzynarodowych konfliktów zbrojnych, jakie miały miejsce na świecie w ciągu ostatnich czterech–pięciu lat. Problemy wielkiego świata skupiają się tu jak w soczewce. Chociaż może obecnie współczesność w Polsce też zaczyna się wpisywać w ten spektakl.

Na przykładzie Krzyżaków i wspomnianego wcześniej Fahrenheita widać też, jak często kierowany przez Pana teatr nawiązuje do lokalnych wątków. Jednocześnie Miniatura bardzo często prezentuje też swój dorobek na ogólnopolskich festiwalach. Czy nie ma tutaj pewnego konfliktu?

Teatr może być jednocześnie lokalny i na eksport. Wyobrażam sobie, że każdy życzliwy widz spoza Gdańska ogląda nasze spektakle z nastawieniem: „Ciekawe, co u nich słychać?”. Jeśli zaś w historii, którą opowiadamy, zawarta jest ponadto określona prawda emocjonalna, z pewnością możemy nawiązać z nim bardzo dobry kontakt.

Kwiecień to jeszcze jedna premiera w Teatrze Miniatura. Czy dobrze rozumiem, że ImproLala wpisuje się w nurt coraz bardziej popularnych na świecie spektakli improwizowanych?

Tak. Dodam jednak, że choć faktycznie spektakl powstaje na oczach widzów i na podstawie ich pomysłów, podlega jednak pewnym, precyzyjnie opisanym, regułom dotyczących prowadzenia historii. Zespół został do tego profesjonalnie przygotowany przez cykl warsztatów ze znakomitym improwizatorem Wojciechem Tremiszewskim, z którym współpracujemy już od kilku lat przy Gdańskim Festiwalu Impro „Podaj wiosło”.

Dlaczego zdecydował się Pan na wprowadzenie do repertuaru tego typu spektaklu?

Jesteśmy teatrem formy, a to jest bardzo charakterystyczna forma. Poza tym to pełna humoru, spontaniczna zabawa, rozwijająca w dzieciach fantazję i kreatywność.

Maj przyniesie kolejną, interesującą premierę w Teatrze Miniatura – Bajki robotów. Proszę o nich opowiedzieć.

To oczywiście adaptacja opowiadań Stanisława Lema, w której lalkami będą roboty i właśnie nad nimi pracujemy. Ta propozycja wynika też z sugestii naszych młodych widzów, którzy często mówili, że chcą na naszej scenie zobaczyć Gwiezdne wojny. Roboty i przyszłość są bardzo inspirujące. Na początku maja odbędzie się też premiera Chimer Afanasjewa, we współpracy z Teatrem na Plaży, ale to akurat spektakl dla dorosłych, z inspiracji twórczością bardzo ważnego dla Sopotu artysty – Jerzego Afanasjewa.

Dużo mówi się o terapeutycznej i edukacyjnej roli teatru. Jak Pan do tego podchodzi?

Uważam, że teatrowi trzeba zaufać. To nie jest ani terapia, ani edukacja, ale teatr sam w sobie posiada właściwości zarówno edukacyjne, jak i terapeutyczne. Jeśli za nim podążymy, może dać nam coś dobrego.

Jak dużo spektakli wystawiacie w ciągu roku i ilu macie widzów?

Łącznie około 300. Ogląda je zaś ponad 60 tys. osób.

Jak zaprosiłby Pan naszych Czytelników do odwiedzenia teatru?

Wizyta w Teatrze Miniatura to znakomity pomysł na wartościowe spędzenie czasu w gronie rodzinnym. To wspólna zabawa i refleksja dla małych i dużych.

Romuald Wicza-Pokojski – reżyser i dramaturg. Absolwent Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W latach 90. założył autorski Teatr Wiczy, pracował w Instytucie Teatru Narodowego i Teatrze Narodowym, gdzie współtworzył pierwszą impresaryjną scenę teatralną w Polsce – Teatr Mały. Pomysłodawca i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Bulwar Sztuki (2003–2006), realizator projektów artystyczno-społecznych adresowanych do osób bezdomnych, środowisk defaworyzowanych społecznie i emigrantów. Z Gdańskiem związany jest od ośmiu lat. W latach 2008–2011 pełnił funkcję dyrektora programowego Biura Gdańsk 2016, od listopada 2011 roku jest dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Miniatura. Laureat wielu nagród indywidualnych i zbiorowych, odznaczony medalem „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Magazyn Together poleca

Baltic. Pies na krze

Spektakl dla dzieci w wieku od 6 lat

Czas trwania: 1 godzina z 10-minutową z przerwą

Oparta na faktach historia o zabłąkanym psie, który pewnej zimy przepłynął Wisłę na kawałku kry i został uratowany przez załogę statku gdyńskiego Morskiego Instytutu Rybackiego R/V Baltica. Pies jest obecnie członkiem załogi R/V Baltica oraz honorowym psim obywatelem miasta Gdynia. Zdarzenia związane z jego ratowaniem zostały opisane przez Barbarę Gawryluk, której książka zainspirowała Romualda Wiczę-Pokojskiego do stworzenia scenicznej adaptacji wspomnianych wydarzeń. Spektakl wzrusza, choć opowiedziany jest stosunkowo prosto. Jego stylistyka jest też bardzo inspirująca – elementy scenografii na oczach widzów zmieniają funkcję i wykorzystywane są w nowy, kreatywny sposób, pobudzając wyobraźnię. Historia Baltica przypomina nam także, że takie wartości, jak dobro, współczucie i troska o słabszych, są ważne w kontakcie z każdą żywą istotą.

Podobne

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany