Dr n. med. Andrzej Kotłowski jest specjalistą chorób wewnętrznych, medycyny morskiej i tropikalnej oraz medycyny transportowej. Na co dzień pracuje w sopockim centrum medyczno-stomatologicznym Medycyna Specjalistyczna przy ul. Grunwaldzkiej. Jest to placówka „z tradycjami”, w której kolejne pokolenia mieszkańców Sopotu leczą się od 1966 roku. Równie długo wyrabiają tu swoje książeczki zdrowia trójmiejscy marynarze. Prócz opieki internistycznej, chirurgicznej czy kardiologicznej przyjmują tu również alergolog, diabetolog, gastroenterolog, reumatolog i wielu innych specjalistów. Medycyna Specjalistyczna jest jednym z nielicznych ambulatoriów na terenie Trójmiasta posiadających bardzo szerokie możliwości opieki zdrowotnej – od pełnej diagnozy poprzez konsultacje specjalistyczne do zabiegów medycznych oraz stomatologicznych. Pacjenci mają też zapewniony szybki dostęp do badań tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego.


Byłem w 52-óch krajach świata. Tylko w Nepalu małpy są tak bezczelne, że jedną ręką oczyszczają twój talerz, a drugą kieszeń. Wiele z nich jest zarażonych wścieklizną – mówi dr Andrzej Kotłowski z sopockiej przychodni medycyny specjalistycznej.

Marek Wąs: Medycyna morska i tropikalna to dla mnie radosne szczepienia przed egzotyczną podróżą.

To miał pan szczęście, że żadna ameba nie wywołała ropienia wątroby ani perforacji jelita.

Szczepiłem się.

Słusznie, a nie wszyscy tak robią. Postraszmy więc nieco czytelników, zmuśmy do refleksji – zwłaszcza że żyjemy w czasach chińskiego koronowirusa. Egzotyczna podróż to nie przelewki. Trzeba się do niej przygotować, poradzić lekarza. Mówimy o podróżach do Ameryki Południowej, Afryki Subsaharyjskiej i do Azji, od Bliskiego Wschodu, przez subkontynent indyjski, po Daleki Wschód. Zwłaszcza w krajach o niskich standardach higienicznych czyhają na nas wirusy i pasożyty.

Uniwersalnej szczepionki nie ma?

I nie będzie. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca jedynie szczepienie przeciwko żółtej gorączce, choć w Azji ona już nie występuje. My zalecamy każdemu szczepionkę przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, czyli żółtaczce pokarmowej, którą nabywa się podczas jedzenia. Malarii niby nie ma w RPA, ale już w Parku Krugera – jeśli planujemy terenowe eskapady, ryzyko jest podobne jak podczas safari w Kenii. Malaria, choć zachorowalność na nią spada, nadal zabija rocznie pół miliona osób w stu krajach świata. W Tajlandii czy Wietnamie groźne jest wirusowe, japońskie zapalenie mózgu. W Indiach co rok 60 tys. osób umiera na wściekliznę. Jedziemy z dzieckiem, ono pogłaszcze pieska i nieszczęście gotowe. Zarażone wścieklizną psy zachowują się nietypowo, np. nie boją się ludzi – tak samo jak te bezczelne małpy w Nepalu. A śmiertelność przy wściekliźnie wynosi 90%. Dziewięć na dziesięć osób umiera! Można by długo wymieniać. Zasada powinna być taka, że dwa miesiące przed podróżą udajemy się do certyfikowanego centrum medycyny podróży. Tam dowiadujemy się, przeciwko czemu trzeba i warto się zaszczepić oraz jak skompletować apteczkę. Osoby przewlekle chore ustalają ze swoim lekarzem specjalistą, czy zmienić dawkowanie leków – np. to ważne na przykład u sercowców, którzy udają się w tropiki. Jeśli w trakcie wyjazdu byliśmy w ryzykownych sytuacjach, to nawet jeśli nie mamy objawów, badamy krew i kał. Należy pamiętać, że niektóre choroby rozwijają się dopiero po kilku miesiącach.

A na miejscu? Jakie są zasady, prócz tej, by nie pić wody z Gangesu?

Trzy podstawowe. Po pierwsze, nie żałować na jedzenie w dobrych restauracjach – uliczni sprzedawcy to ryzyko. W Indiach doszli do takiej perfekcji, że w butelkach Coca-Coli jest wszystko oprócz właściwego napoju. Po drugie – zjadać do końca. Nie zawsze chodzimy do restauracji, często sami przygotowujemy posiłki. Wówczas nie odgrzewamy, nie odkładamy na później, nie próbujemy chłodzić – bakterie i tak się rozwiną. No i po trzecie, ostrożnie z tymi niezwykłymi, egzotycznymi owocami i warzywami, których grzech nie spróbować. Unikajmy zwłaszcza tych z targu, bo sprzedawca może być nosicielem. Tu obowiązuje maksyma „obierz, ugotuj albo zapomnij”. Przed obraniem czystym nożem owoc można wyszorować nawet z mydłem. Czasem się nie da, bo jak wyszorować winogrona? Wtedy warto je zdezynfekować, np. wymoczyć w roztworze nadmanganianu potasu. Wracający z egzotycznych podróży Polacy najczęściej cierpią właśnie na biegunki. Na drugim miejscu jest malaria, na trzecim denga – również choroba wirusowa, gorączkowa, podobna do grypy. Tuż za podium są choroby wywołane przez pasożyty.

Zjeździł pan świat, ale czy sam kiedyś zachorował?

Wspominam dwie bardzo niebezpieczne sytuacje. Po upadku reżimu Pol Pota byłem przewodniczącym rady lekarzy w Kambodży, ONZ wysłała tam ponad tysiąc polskich żołnierzy. Zmorą były pasożytnicze choroby przewodu pokarmowego. Wcześniej zachorowałem na cholerę. W Iraku zostałem sam, z 75-oma ciężko chorymi. To była prawdziwa bitwa z chorobą. Niestety, jedna osoba zmarła.

Co pan sądzi o chińskim koronowirusie?

Mam mało danych. Te wirusy przenoszą się niby wolno, za to drogą kropelkową – nie jest więc potrzebna konsumpcja ani bezpośredni kontakt. Jeden zarażony szybko przenosi wirusa na kilkanaście osób, a przy dzisiejszych środkach transportu lotniczego całkowita kwarantanna jest niemożliwa. Może to niepolityczne, ale jestem pod wrażeniem działań Chińczyków, bo naprawdę robią wszystko, żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się epidemii. Myślę, że poradzimy sobie z tym wirusem. Szkoda ofiar, ale światu przyda się zimny prysznic. Nam, ludziom, ciągle trzeba przypominać, że jesteśmy tylko częścią ekosystemu.

Na podium: biegunka, malaria, denga
Oceń ten post

Polacane:

O Autorze

Mat. Redakcyjne

Magazyn Together - Rodzinna strona Trójmiasta

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany