Za dnia widać było tylko nocy uśmiech”. Pierwsze zdanie powieści, której nie napiszę. Bo jak się rozpędzić po takim zdaniu? Może jakimś opisem pokoju. Spróbuję: „Za dnia widać było tylko nocy uśmiech, który odbijał się w telewizorze, a okno trzepotało sygnał s.o.s.” Teraz dodałbym bohatera. Tu tylko prosty komunikat, np. „on leżał”. Nie, dorzucę jeszcze jakiś przedmiot: „On leżał w rozrzuconych kartkach jak w pomarszczonej pościeli”. Tej powieści nie napiszę, jest zbyt poetycka. Kto czyta poezję? Jak wiersz, to zaraz widzę, że bohater leżał. Nie, to nie jest dobre. Dziś liczy się akcja. Powinien przejść, wejść, a jeżeli kryminał, to wyskoczyć przez to trzepoczące okno. Kryminał pisany wierszem? Nie, tej powieści nie napiszę. Niech już leży w tej pościeli z kartek. Ale co też może być na tych kartkach? Rachunki, listy, strony powieści albo niech to będzie archiwum. Tak, pożółkłe kartki z archiwum. Taki obraz pasuje do powieści poetyckiej. A za oknem ktoś wprawia się w grze na skrzypcach. Okno stuka, telewizor szumi, a z oddali dociera solo na skrzypcach.

Uwaga, teraz nastąpi zmiana punktu widzenia. „On leżał w pożółkłych kartkach jak w pomarszczonej pościeli. Nawet nie poczuł, jak chwyciły go ręce pana w meloniku. Spojrzał na twarz wielką jak on cały i szepnął”… Co lalka może szepnąć animatorowi? Nie, takiej powieści nie napiszę. Kto ma czytać o przygodach lalki, która obudziła się w domu ze sklejki i chciała porozmawiać ze swoim twórcą? Dobrze, uznajmy, że kartki to archiwum teatru. Teraz lalka je przegląda i pyta, gdzie jest coś o niej. Szuka swoich przodków. Pan w meloniku – animator – opowiada, że byli z drewna, z papieru, na niciach, na kiju… Lalka pyta, od kiedy jej krewni są w Gdańsku. „Siedemdziesiąt lat” – pada odpowiedź. Pan zdejmuje melonik i patrzy lalce głęboko w jej oczy zrobione z paciorków. Lalka zerka – to na papiery, to na twarz animatora. Po chwili podbiega do telewizora i wyrzuca go przez okno. Trzask i milkną skrzypki. Chwyta jedną z kartek i podtyka pod nos animatora. Ten czyta fragment opisu przedstawienia sprzed lat. „Gdzie oni są teraz, gdzie?” – pyta lalka. Długa cisza, w której animator odkłada lalkę na łóżko, przykrywa ją pościelą z kartek, zamyka czwartą ścianę pokoju i przykrywa pudło wiekiem. „Gdzie oni są?” – retorycznie powtarza pytanie animator. I dodaje – „w naszej pamięci”. Światło gaśnie.

Tak, to już 70 lat teatru lalek w Gdańsku. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy tworzyli jego istotę i znaczenie w minionym czasie. Wszystkim artystom, dyrektorom, pracownikom pokłon do samej ziemi. Dla mnie to wielkie wyróżnienie, że mogę kontynuować Wasze dzieło. Różnimy się w estetyce, obieraliśmy różne kierunki, które często wymuszał czas, w którym było i jest dane nam tworzyć. Przekonany jestem co do jednego – zawsze popychała nas pasja i etos pracy w teatrze. Czy teatr można opisać w powieści? Jeżeli bohaterem ma być lalka, to na pewno będzie to powieść poetycka. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości i za to dziękuję lalkom.

Polecane

O Autorze

Romuald Wicza-Pokojski

Reżyser i dramaturg, absolwent Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Z Gdańskiem związany jest od ośmiu lat. W latach 2008–2011 pełnił funkcję dyrektora programowego Biura Gdańsk 2016, od listopada 2011 roku jest dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Miniatura. Laureat wielu nagród indywidualnych i zbiorowych, odznaczony medalem „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany