AUTOR: Ewelina Magdziak, Dział Wystaw i Edukacji, CENTRUM NAUKI EXPERYMENT w GdyniTkanka tłuszczowa -hormonalna fabryka

Zwykliśmy myśleć o naszej tkance tłuszczowej jak o magazynie energii. Choroba cywilizacyjna XXI wieku, jaką stała się otyłość, sprawiła, że naukowcy zaczęli poświęcać jej zdecydowanie więcej uwagi. Silna korelacja między wysoką procentową zawartością tłuszczu w ciele a częstością występowania zaburzeń metabolicznych, doprowadziła naukowców do wniosku, że tkanka tłuszczowa to nie tylko termoizolacyjna poduszeczka adipocytów (komórek tłuszczowych), lecz przede wszystkim ogromny organ, wydzielający substancje pełniące w organizmie funkcje hormonalne oraz regulatorowe. A zatem – czy nasz tłuszcz jest dla nas groźny, czy go potrzebujemy? Lepiej mieć go więcej, czy mniej?

Tkankę tłuszczową budują komórki wypełnione kroplami tłuszczu. Są elastyczne i mogą się rozrastać – to właśnie w nich ląduje nadmiar energii spożytej przez nas wraz z jedzeniem. Zdolność do łatwego gromadzenia zapasów pozwalała przetrwać naszym przodkom w chłodnym klimacie lub przy ograniczonym dostępie do żywności. W toku ewolucji nasze mózgi nauczyły się mocniej wynagradzać nas za zdobycie żywności bogatej w energię, krótko mówiąc – kalorycznej. To wtedy wydzielają dopaminę i endorfinę, które sprawiają, że łatwo nam uzależnić się m.in. od słodkości. Ewolucja nie nadążyła jednak za rozwojem naszego gatunku. Obecnie pożywienia mamy pod dostatkiem, ale nasze mózgi wciąż o tym nie wiedzą i w dalszym ciągu hojnie obdzielają nas nagrodami za kalorie, a więc za tłuste i słodkie jedzenie.

Dzięki ustaleniu związku między tłuszczem w ciele a częstością występowania zaburzeń metabolicznych, stało się jasne, że tkanka tłuszczowa to nie tylko magazyn energii. Komórki tłuszczowe, zwane adipocytami, wydzielają bowiem setki związków chemicznych, w tym hormonów, zwanych adipokinami.

Pierwszym opisanym hormonem tkanki tłuszczowej była leptyna – substancja stymulująca ośrodek sytości w mózgu. Myszy, którym wstrzyknięto leptynę, pobierały mniej pokarmu oraz zużywały więcej energii. Skutkowało to rzecz jasna chudnięciem. Skoro leptyna produkowana jest przez tkankę tłuszczową, to osoby otyłe (zgodnie z założeniem więcej tkanki tłuszczowej = więcej leptyny) powinny… tracić na wadze! Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. W pewnym momencie ośrodek sytości zwyczajnie przestaje na leptynę reagować. To trochę jak z salą koncertową, która jest w stanie przyjąć określoną liczbę osób. Po wypełnieniu widowni każdy nadprogramowy meloman jest odprawiany z kwitkiem. Podobnie nieczuły na leptynę staje się ośrodek sytości, przez co gorzej radzimy sobie z kontrolą apetytu. Mówimy, że w otyłości dochodzi do hiperleptynemii z towarzyszącą jej leptynoopornością – tłuszcz wydziela zbyt dużo leptyny, ale mózg na nią nie reaguje.

Zupełnie odwrotnie dzieje się natomiast z adiponektyną. Jest to jedyna adipokina, której tkanka tłuszczowa produkuje tym mniej, im bardziej się rozrasta. A szkoda, bo adiponektyna poprawia wrażliwość tkanek na insulinę, stymuluje wychwyt glukozy przez komórki ciała, działa przeciwzapalnie oraz poprawia gospodarkę tłuszczową organizmu. W związku z tym, odpowiednio wysoki poziom adiponektyny pozwala nam lepiej metabolizować składniki odżywcze. Nadwaga czy otyłość nie bez przyczyny zwiększają także ryzyko rozwoju chorób. Przerośnięte adipocyty wydzielają dużo cytokin prozapalnych, czyli związków chemicznych odpowiedzialnych za przewlekły stan zapalny oraz zaburzenia metabolizmu tłuszczów i węglowodanów. Sprzyja to rozwojowi cukrzycy oraz uszkodzeniu śródbłonka naczyń, co wraz z wysokim poziomem cholesterolu prowadzi do rozwoju miażdżycy.

W przypadku tkanki tłuszczowej znaczenie ma nie tylko jej ilość, ale także rozmieszczenie. Najbardziej destrukcyjny wpływ na zdrowie ma nadmiar wisceralnej tkanki tłuszczowej, czyli tej, zlokalizowanej wokół narządów jamy brzusznej. Ten typ otyłości nazywamy centralną, typu jabłko lub męskiego, gdyż to właśnie panowie akumulują więcej wisceralnej tkanki tłuszczowej. Z kolei panie częściej akumulują tkankę tłuszczową w okolicy ud i pośladków, co warunkowane jest działaniem żeńskich hormonów płciowych – estrogenów. Sytuacja ta kończy się w okresie pomenopauzalnym – poziom żeńskich hormonów płciowych drastycznie spada, a panie zaczynają odkładać tłuszcz w okolicy brzucha na wzór męski. Powoduje to wzrost substancji prozapalnych produkowanych przez brzusznie zlokalizowaną tkankę tłuszczową.

Utrzymanieodpowiedniego poziomu tkanki tłuszczowej jest nie tylko przedmiotem estetyki i przygotowania do sezonu plażowego. Przede wszystkim jest to zagadnienie zdrowotne. I oczywiście ważny jest rozsądek – szkodliwy jest zarówno nadmiar tłuszczu, powodujący nadwyżkę wydzielanych przez niego substancji, jak i jego niedobór, grożący zaburzeniami hormonalnymi. Dla własnego pożytku powinniśmy zatem zachować odpowiedni balans i nie przesadzać w żadną ze stron.

Tkanka tłuszczowa -hormonalna fabryka
Oceń ten post

Polacane:

O Autorze

Mat. Redakcyjne

Magazyn Together - Rodzinna strona Trójmiasta

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany