Trójmiejską rodziną są od niedawna, ale z Yurkosky’mi jest tak, że nic nie robią po łebkach. Jak coś zaczynają to na dobre, jak gdzieś się pojawiają to z hukiem – taka natura, a z nią nie da się wygrać. Filip prowadzi kanał na YouTube, ale jego vlogerski sukces ugruntował, nie kto inny, jak Malwina. Filip, Malwina i Oskar – pierwsza hip-hopowa rodzina w Together. Duży dystans do siebie i jeszcze większe poczucie humoru. Ich po prostu nie da się nie pokochać!

Dlaczego Gdańsk?

Malwina: Po raz pierwszy przyjechałam do Gdańska jako 7-latka. Odwiedzałam z rodzicami ich przyjaciółkę. Pamiętam do dziś, jak nas oprowadzała po Oliwie i jakie wrażenie na mnie zrobiła ta dzielnica. Już wtedy pokochałam Gdańsk.

Filip: Mieszkaliśmy 7 lat w Norwegii i chcieliśmy wrócić do Polski. Padło na Gdańsk i na Oliwę. Obejrzeliśmy jedno mieszkanie. Poczuliśmy, że to jest nasze miejsce i innych już nie oglądaliśmy, kupiliśmy właśnie to pierwsze.

Macie dość długi staż związku…

M: Poznaliśmy się w drugiej klasie szkoły podstawowej. Pamiętam jak dziś, jechaliśmy na wycieczkę na basen (śmiech).

F: Moja mama była nauczycielką i wkręcała mnie na różne wycieczki z innymi szkołami. Pierwsza bajera z Malwiną poszła właśnie w drugiej klasie (śmiech).

M: Z dziewczynami od razu zwróciłyśmy na niego uwagę.

F: Wsiadam do autokaru, idę na koniec, bo tam zawsze największe kozaki siedziały, patrzę, a tam piątka dziewczyn zamiast męskiej ekipy. Myślałem, że to żart. Coś im powiedziałem, one coś odpowiedziały, dziś żadne z nas nie pamięta co. Po kilku latach, dokładnie w piątej klasie, mama przepisała mnie do tej szkoły. Los tak chciał, że wylądowaliśmy z Malwiną w jednej klasie. Chodziliśmy ze sobą, zrywaliśmy i znów chodziliśmy – to był bardzo burzliwy, podstawówkowy romans (śmiech).

Kiedy zrobiło się poważniej?

M: Filip wyjechał do Poznania do liceum, grał tam w piłkę w Lechu Poznań. To była próba dla naszego związku. Rozeszliśmy się na samym początku, ale minęło kilka miesięcy i znowu byliśmy razem.

F: Wracałem do Słubic jak szalony. Niby nie do Malwiny, ale jakoś zawsze kręciłem się w jej pobliżu. Kiedy się zeszliśmy, to rzeczywiście co weekend przyjeżdżałem. Później razem studiowaliśmy w Gorzowie. Ja na AWF, Malwina skończyła pedagogikę. Działo się tam wiele szalonych historii, ale przetrwaliśmy (śmiech).

I wyjechaliście do Norwegii?

F: To był absolutny przypadek. Grając w Lechu, zaprzyjaźniłem się z jednym z chłopaków, który zaraz po liceum wyjechał za granicę pracować. Spotykaliśmy się raz na rok i wiedzieliśmy, jak to jest za granicą. To było coś nie do pojęcia. Pracowałem wtedy w kinie i po ośmiu godzinach pracy było mnie stać na bilet i średni popcorn, bo na duży już nie… A tu przyjeżdża ziomek i opowiada, że pracując w Norwegii, ma 500 złotych dniówki. Szok! (śmiech).

M: Nie było jednak tak, że wszystko rzuciliśmy i wyjechaliśmy. Skończyliśmy studia i próbowaliśmy poukładać sobie życie w Polsce. Pracowaliśmy w różnych miejscach. Ja pracowałam jako nauczyciel w przedszkolu, ale to zupełnie nie było to. Natomiast następna praca dała mi najwięcej doświadczenia, które dziś z powodzeniem wykorzystuję, pracując z Filipem. W agencji pracy zatrudniałam ponad setkę osób w samym Gorzowie Wielkopolskim i drugie tyle zdalnie na całą Polskę. Z bólem serca żegnałam się z tym zajęciem w momencie podejmowania decyzji o wyjeździe do Norwegii…. Odnajdywałam się w zarządzaniu idealnie.

F: Natomiast moja kariera była mniej poukładana. Pracowałem w kinie, w banku, na budowie czy w dopalaczach…. ta ostatnia praca była najbardziej dochodowa. Wreszcie udało się nam odłożyć jakieś pieniądze. Po raz pierwszy wyjechaliśmy na wakacje do Tunezji… To był sztos. Po dwóch dniach wśród palm dowiedzieliśmy się, że wszystkie sklepy z dopalaczami zostały zamknięte (śmiech). Dopiero poczułem, że mi się coś w życiu układa, a tu koniec. Wróciliśmy do Polski, opowiadam tę historię kumplowi, o którym wcześniej była mowa. Zaproponował, żebym przyjechał do Norwegii jeszcze w tym samym tygodniu. Kupiłem bilety.

Wyjechaliście razem?

M: Filip przyszedł i oznajmił, że kupił bilety i w środę wylatuje do Norwegii. Nie miałam przecież prawa mu powiedzieć, że nie może jechać, bo jesteśmy razem…

F: Szczerze mówiąc, dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji postawiłem Malwinę. Byliśmy ze sobą już kilka dobrych lat, żadnych zaręczyn, żadnych deklaracji, a ja wyskoczyłem z tą Norwegią. Na szczęście koniec końców, okazało się to właściwą decyzją. Wyjechałem, po 2 dniach znalazłem pracę, Malwina dołączyła do mnie po 2 miesiącach.

M: Liczyłam, że Filip nie znajdzie pracy i wróci szybko do Polski, ale udało mu się (śmiech). Musiałam podjąć decyzję i zdecydowałam się do niego dołączyć.

F: Mogło się skończyć różnie. Podczas pierwszej rozmowy o pracę, koleś na moich oczach pogniótł moje CV i wyrzucił do śmietnika. Nie wierzyłem w to. Jak zwykle zarządził przypadek, chwilę później dostałem pracę w firmie obok (śmiech).

Nie chcieliście zostać w Norwegii?

M: Od początku zakładaliśmy, że jedziemy do Norwegii zarobić, coś odłożyć i wracamy do Polski. Mieliśmy być rok, wyszło trochę dłużej, bo koniec końców do Polski wróciliśmy dopiero po 7 latach.

F: Po pierwszym roku udało się nam odłożyć więcej pieniędzy, niż wstępnie założyliśmy. Stwierdziliśmy, że warto w takim razie jeszcze zostać i trochę popracować. Minął kolejny rok i Malwina zaszła w ciążę. Powrót w takim momencie byłby absurdem. Praca umożliwiała nam ciągłą opiekę nad Oskarem, a to był kolejny argument za tym, aby zostać.

M: Mimo wszystko nie wyobrażaliśmy sobie na dłuższą metę życia w Norwegii. Z perspektywy czasu potrafimy docenić pewne rzeczy, czasami brakuje nam tego spokoju i wolniejszego tempa życia, ale ta wiecznie brzydka pogoda… Miasto, w którym mieszkaliśmy, było tak położone, że słońce było rzadkością. Ciągle padało, nad głową wiecznie wisiały gęste chmury i panowała wieczna szarówka. Wszędzie było „pod górkę”, a z wózkiem bywało ciężko (śmiech). W pewnym momencie stwierdziliśmy, że pieniądze się zgadzają, ale dalej nie wyobrażamy sobie takiego życia. Chcieliśmy, żeby Oskar wychowywał się w Polsce. No i przyjechaliśmy do Gdańska. Pierwsza przyjechałam ja z Oskarem, a Filip dojechał pół roku później. Chociaż i tak szybciej niż wstępnie planowaliśmy.

Nie wszystko poszło zgodnie z planem?

M: Mieszkałam już w Gdańsku, a Filip nas odwiedzał w weekendy. Podczas jednych odwiedzin doszło do wypadku, który sporo zmienił. Filipa potrąciło auto na przejściu dla pieszych. To było coś, czego nigdy nie zapomnimy. Oskar jechał przed nami na hulajnodze, było zielone światło. Wszystkie auta stały, jeden pas był wolny. Z daleka widzieliśmy nadjeżdżające auto, było coraz bliżej, ale nie zwalniało, Oskar był parę metrów przed nami, na linii tego auta….

F: Pamiętam, że Malwina wydała z siebie taki przerażający krzyk, ja odruchowo wybiegłem przed Oskara i go odepchnąłem. Samochód uderzył we mnie i dopiero wtedy się zatrzymał. U mnie skończyło się złamaniem, Oskara mogłoby już nie być…

M: To są takie momenty w życiu, których nie da się opisać. Mieliśmy wszystko. Byliśmy rodziną, mieliśmy kochanego synka, mnóstwo planów i dobry początek na start, a ja w zaledwie ułamku sekundy mogłam stracić dziecko albo zostać 30-letnią wdową. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że trzeba w życiu stawiać na to, co nas cieszy i brać z niego garściami. Szkoda czasu na lęki i obawy.

Wtedy powstał kanał na YouTube?

F: Kanał powstał wcześniej, dokładnie w 2014 roku, jeszcze w Norwegii. Pomysł rodził się w mojej głowie od dłuższego czasu, ale nie było wielkiego startu z przytupem. Hip-hop od zawsze był w moim życiu. Od najmłodszych lat – od bycia słuchaczem, raperem, realizatorem w studio aż w końcu „youtubowym” dziennikarzem. W Norwegii nagrywałem odcinek raz na miesiąc, raz na tydzień – w zależności od tego, ile akurat miałem czasu. To była moja zajawka, nie wiedziałem nawet, jak moje filmy są odbierane w Polsce. Nie myślałem o nim, jak o czymś, co może kiedyś stać się moim źródłem dochodu. Kanał się dział, a wracając do Polski, zaczęliśmy się zastanawiać, czy to właśnie nie jest kierunek, w którym powinniśmy iść. Wypadek pomógł nam podjąć decyzję. Zdecydowaliśmy się na prowadzenie kanału, chociaż nie miałem żadnego konkretnego planu… To, co się zadziało, to zasługa Malwiny.

M: Filip działał z kanałem, ale niewiele się wcześniej angażowałam. Oglądałam odcinki, jakoś go wspierałam, ale nie ingerowałam.

F: Nagrywałem odcinki i nie miałem tak naprawdę żadnego planu na przyszłość – żadnych celów czy rozmkinek w którą stronę ma to iść.

Malwina wkroczyła do akcji i co się stało?

F: Malwina spytała, co jest mi potrzebne do zrobienia jakościowego kanału. Zacząłem wymieniać sprzęty: kamery, mikrofony itd… Nie było dyskusji. Bang, nagle wszystko kupiliśmy i zaczęliśmy działać.

M: Trzeba było zainwestować (śmiech). Przez pierwsze pół roku Filip nagrywał odcinki w mieszkaniu. Na naszej kanapie siedziało 80% polskiej sceny hip-hopowej. Paluch, Quebonafide, Włodi, Łona, KęKę i inni najwięksi. Wszystko działo się w naszym mieszkaniu, co z jednej strony wprowadzało fajny klimat, ale też bywało trochę krępujące, szczególnie z kilkuletnim dzieckiem w domu, które nie zawsze rozumiało, że trwa nagranie i musi być cisza w domu (śmiech). Na szczęście w końcu dorobiliśmy się w nowej przestrzeni do pracy – przebudowaliśmy garaż w studio nagraniowe.

Razem pracujecie, kanał osiągnął sukces, ale czy wspólna praca nie wpływa negatywnie na wasz związek?

M: To, że znam Filipa na wylot, pozwala mi mu pomóc. Widzę, kiedy się miota, kiedy nie wie, co zrobić, kiedy potrzebuje kopa przy podjęciu decyzji i to działa, bez szwanku dla nas.

F: Znamy się 20 lat, nikt nie zna mnie lepiej niż Malwina. Tam, gdzie ja nie wiem, jak działać, ona okazuje się bezcenna, to jest świetne. Menadżersko-logistyczny talent Malwiny sprawił, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, i wiem, że bez niej to by się nie udało. Co oczywiście nie znaczy, że zawsze śpiewają u nas ptaszki i wszystko wygląda różowo jak na Waszej okładce (śmiech).

Oskar jest już małym hip-hopowcem?

F: Nie puszczamy Oskarowi polskiego hip-hopu, ale wie, co to jest rap, siłą rzeczy jest z nim jakoś osłuchany. Widuje u nas rapujących „wujków”, czuje to i jakoś na swój sposób rozumie. Kiedy wchodzi do studia i widzi, że nagrywam, siedzi cichutko, kiedy widzi kamerę, czasami podchodzi się przywitać z kimś po drugiej stronie. Myślę, że dostaje dawkę nietypowej wiedzy, ale spokojnie, nie faszerujemy go niczym na siłę (śmiech). Tak wygląda nasze życie i tak żyje nasza rodzina.

Hip-hop był Waszą wspólną pasją?

F: U mnie zaczęło się, kiedy miałem 9 lat. Pierwsza kaseta, którą usłyszałem, była Molesta. Dokładnie 23 lata po jej wypuszczeniu, Włodi (jeden z założycieli Molesty – pionier polskiej sceny hip-hopowej) siedział u mnie na kanapie i nagrywaliśmy odcinek, niesamowite przeżycie (śmiech). Zawsze mówiłem o hip-hopie i uwielbiałem do niego przekonywać, szczególnie jego największych wrogów. Odniosłem na tym polu sporo sukcesów (śmiech).

M: Czasami miałam już tego dość. Każda impreza kończyła się tak samo. Na koniec wszyscy siedzieli i słuchali kawałków puszczanych przez Filipa. Co 10 sekund pauzował, żeby tłumaczyć słowa i kontekst piosenki (śmiech). Sama bardzo długo hip-hop traktowałam jako wyłączną pasję Filipa, aż któregoś dnia do mnie dotarło, że przez tyle lat spędzonych z Filipem, ten hip-hop również dla mnie stał się czymś bardzo ważnym. Okazało się, że mam naprawdę dużą wiedzę, znam mnóstwo utworów, rozpoznaję wykonawców, mogę przeprowadzić rzeczową dyskusję na temat tej muzyki, ale trochę zajęło, nim spłynęło na mnie to odkrycie (śmiech).

Wyobrażacie sobie inne życie?

M: Absolutnie nie. To jest niesamowite, co się dzieje. Poznajemy fascynujących ludzi, nie wiem, co to jest nuda i znaleźliśmy sposób na to, by wspólnie się realizować i rozwijać. To cały czas jest dla nas czymś naprawdę ciekawym i inspirującym.

F: Jakie życie, taki rap – a że rap był u nas od zawsze, to nie może być inaczej – zostajemy w tym i działamy dalej! Tyko postarać się o konkretny balans pomiędzy pracą a odpoczynkiem – bo to jest cały czas spory problem – jeśli kochasz to, co robisz, to ciężko jest to rozdzielić.

Wywiad: Katarzyna Paluch

Zdjęcia: Michał Zawer i Anna Waluda/ Lolove Studio

Make up & hair: STYLAB Laboratorium Stylu Marzena Niewiarowska
Stylizacje: Maja Malinowska
Pierre Cardin Forum Gdańsk
Everyday Official
Worldbox

Biżuteria: LAU Love Art Urban

Catering: Nie/Mięsny

Kiedy jedno dopełnia drugie
Oceń ten post

Polacane:

O Autorze

Mat. Redakcyjne

Magazyn Together - Rodzinna strona Trójmiasta

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany