ON – Krzysztof Hillar

Obecny czas niektórzy nazywają wielką szansą, inni największym wyzwanie ludzkości od lat. Nie będę pisał o wirusie, ale o tym, jak to jest być z żoną i dziećmi na kilkudziesięciu metrach kwadratowych 24 godz. na dobę.

Jak to wygląda w skrócie? Budzę się – wszyscy są. Pracuje, dzwonię, sprzątam, jem, oglądam, słucham, piszę – wszyscy są. Kładę się spać – wszyscy są. I tak to już trwa ponad miesiąc.

Czy to dla mnie kwarantanna? To najcudowniejszy czas, jaki mam z rodziną. Nigdy nie miałem okazji widzieć swoich dzieci od rana do nocy i to tyle dni z rzędu. Przebywanie z żoną i doświadczanie tego wszystkiego jest czymś, czego nie miałem nigdy! Nie w takim wymiarze. Czasem trzeba było pracować dobrze ponad pół roku, aby mieć taki tydzień lub dwa.

Wiem, że to brzmi kolorowo i nie w każdym domu musi tak wyglądać… Sytuacja jest naprawdę skomplikowana, bowiem ludzie często naprawdę się nie znają. Są razem – to fakt. Mieszkają razem – to fakt. Śpią razem – to fakt. Jednak w tym normalnym trybie „przedwirusowym”, ile tak naprawdę czasu ze sobą spędzali dziennie? Średnio może 8–10 godz. w pracy, średnio 8 godz. snu może czasem 7 godz. co daje nam już 18 godz. z dnia. Zostaje około 6 godz. na wszystko inne: jedzenie, sprzątanie, zabawę z dziećmi, relaks, spacer, ćwiczenia, czytanie i ten czas we dwoje. Jeśli dobrze by się przyjrzeć sprawie, to w takim „klasycznym” małżeństwie, jeśli uda się mieć godzinę razem tylko dla siebie, to naprawdę jest to coś! I zawsze się pojawia pytanie, ile tego czasu naprawdę wartościowego było bez telefonu?

Jako facet mogę zrozumieć to, że wielu mężczyznom będzie ciężko. Być może ona ciągle będzie mówić i chcieć rozmawiać o wszystkim i będzie zadawać pytania typu: „O czym myślisz i co czujesz?”. Będzie widziała wszystko i chętnie będzie komentować to, co robisz, jak robisz i co powinieneś lub możesz robić znaczenie lepiej. I prawda jest też taka, że wielu facetów tego nie wytrzyma! W wielu domach kwarantanna przejdzie w tak zwaną „cichą kwarantannę” i być może potem coś znacznie gorszego!

Cokolwiek się dzieje, warto pamiętać, że to nie sytuacje nas wkurzają i nie przez to trafia nas czasem szlag. To znaczenie, jakie temu nadajemy, sprawia, że tak się czujemy! Moja rada dla wszystkich mężczyzn zamkniętych w domach jest taka – zmień znaczenie. Ona się nie czepia – jej zależy. Zmienisz znaczenie, a tym samym zmieni się sposób patrzenia na osobę i sytuację.

Czas, jaki mamy, to wielka szansa, aby poznać się bardziej, a czasem poznać się na nowo. Myślę, że warto też być wdzięcznym za to, że mamy kogoś, z kim możemy przejść naprawdę wszystko. Doceń, ucz się siebie na nowo i wykorzystaj szansę bycia razem, jaką dostaliśmy. Kto wie, czy dostaniemy kolejną…

ONA – Magdalena Hillar (Soszka)

To, że ten czas jest szczególny – wszyscy wiemy. Czy jednak teraz wzmocnimy naszą relację lub ją osłabimy, zależy wyłącznie od nas. Dlaczego? Ponieważ nic się nie przytrafia ot tak. Na każdy rezultat, jaki mamy w relacji, rodzinie czy pracy, wpływamy, powtarzając pewne sytuacje, zachowania i nabywając pewne nawyki.

W trakcie 24 godz. na dobę ze sobą pojawia się dużo wyzwań, bo jest to dla nas nowa sytuacja. W niektórych domach to będzie cudowny czas poświęcony na budowanie relacji, poznawanie się jeszcze bardziej, jeszcze lepiej. Część wykorzysta go tak, aby przeżyć coś pięknego, nowego, na co wcześniej nie było czasu. W innych domach może być to czas, w których trudno będzie się dogadać, będziemy sobie wręcz przeszkadzać, mieć poczucie straty, jakby ktoś nam zabrał nasze normalne życie. Wszystko zależy od tego, co z tym zamierzamy zrobić, co zamierzamy uczynić z sytuacją, w której się znaleźliśmy.

Może nam w tym pomóc nastawienie, że cokolwiek się dzieje, ta druga osoba nie ma złej intencji. Co to właściwie znaczy? Czasami zakładamy, że ktoś chce nas skrzywdzić celowo, bo robi to czy tamto. Najczęściej jednak tak nie jest. Z założenia nie łączymy się w pary po to, żeby uprzykrzyć sobie życie. Kiedy się dobrze zastanowić, to druga osoba jakoś sobie radzi z tą sytuacją, najlepiej jak umie, najczęściej nie mając złej intencji.

Dla każdego z nas jest to nowa rzeczywistość i dlatego generuje wiele nowych wyzwań. Zdarza ci się pewnie uczucie, że on coś robi specjalnie, mimo że mówiłaś mu już tyle razy, że tego czy tamtego nie lubisz. Może bywa, że nie czujesz się kochana, że jego zachowanie sprawia ból? Spróbuj zapytać w pierwszej kolejności siebie: „Czy on na pewno ma złą intencję, czy celowo chce mnie skrzywdzić?”. A w drugiej kolejności zapytaj partnera: „Czy ty na pewno chcesz mnie skrzywdzić celowo?”. Może się okazać, że on nie ma złych intencji, tylko jakoś sobie próbuje radzi

z tą sytuacją, może w nie najlepszy sposób, ale jedyny, jaki znalazł na tę chwilę. Zapewniam cię jednak, że najczęściej nie jest to jego zła intencja. Często może to być znaczenie, jakie nadaliśmy konkretnej sytuacji czy zachowaniu. Bywa, że słyszę: „U mnie to się nie uda, bo mój partner jest taki czy taki”, „ja to mam w domu tak i tak, dlatego to niemożliwe”, „Tobie jest łatwiej, bo twój mąż cię rozumie”, „gdyby mój partner był taki i taki, to byłoby łatwiej” i wiele podobnych. Pamiętajcie, że nic nie przytrafia się ot tak.

Warto zawsze zacząć od siebie. Dla mnie to oznacza bycie najlepszym przykładem. Jeśli chcesz więcej zrozumienia – daj więcej zrozumienia. Jeśli chcesz więcej czułości – daj więcej czułości. Jeśli chcesz więcej uwagi – daj więcej uwagi. Jeśli ja potrzebuję od Hillara więcej czegoś, to najpierw daję tego więcej. Zazwyczaj działa. Dając więcej, dostajesz więcej. I tu nie chodzi o handlowanie uczuciami. Nie dawaj, żeby dostać. Dawaj, dawaj i jeszcze raz dawaj to, czego najbardziej potrzebujesz. A możliwe, że magia zadzieje się wcześniej, niż myślisz i ten podarowany nam czas razem będzie najlepszym prezentem, jaki mogliśmy dostać.

JAK ZE SOBĄ TERAZ WYTRZYMAĆ?
Oceń ten post

Polacane:

O Autorze

Mat. Redakcyjne

Magazyn Together - Rodzinna strona Trójmiasta

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany