– Ziuu, uff, ziuu, uff – dziewczyny siedzą okrakiem na wielkich, gumowych piłkach przed lustrzaną ścianą i rytmicznie oddychają przeponą. Przypomina to scenę z filmu z Jane Fondą, która ćwiczy aerobik. One jednak nie mają na nogach getrów – mają za to ogromne brzuchy, w dodatku za każdą stoi facet i trzyma ją za ramiona. To gdyńska szkoła rodzenia „Zaufaj Położnej”, której właścicielką jest Anna Bulczak.

Największy brzuch ma Magda, bo już za dwa tygodnie urodzi Tomka, swoje pierwsze dziecko: – Przy porodzie najważniejszy jest oddech. Jeśli nie dotlenię siebie i dziecka, nie będzie dobrego parcia. Nie ma co krzyczeć, bo to zabiera siły, ale nie wiem, czy dam radę się powstrzymać. U nas w klubie ciężarówek krąży legenda, że tylko jedna ponoć nie krzyczała. Mój mąż? Trochę marudził, ale teraz chętnie chodzi. Uczymy się kąpać, przewijać, ubierać, przystawiać do piersi, udzielać pierwszej pomocy – opisuje uczestniczka.

– Trzeba skupić się na oddechu, bo parcie to parcie, nogi na głowę i jedziemy. Na skurczu się prze, po skurczu nie – potwierdza Asia. Półtora miesiąca temu urodziła Hanię. Teraz przychodzi do klubu z wózkiem, zaraz wszystkie się zbiegają i szczebiocą do dziecka.

Obie zapewniają, że do szkoły rodzenia nie przyszły ze strachu. – Jeśli troszeczkę bałam się bólu przy porodzie, to już mi minęło – mówi Magda. – Żeby tylko dziecko było zdrowe.

– Boją się porodu – zapewnia Anna, właścicielka szkoły. Sama jest położną i doradcą laktacyjnym, do tego mamą czteroletniego Wojtka i rocznej Leny. – Tutaj jednak dowiadują się, że tak naprawdę lęk przyjdzie po porodzie. Łatwo można go zwalczyć, ale potrzebna jest wiedza, jak opiekować się noworodkiem. Jeszcze ważniejsze jest wsparcie bliskich.

Obecność taty na sali porodowej jest w szpitalach w Trójmieście już niemal normą. Tylko że tata musi wiedzieć, po co tam jest. Na pewno nie po to, żeby zaglądać i robić zdjęcia. On jest po to, żeby podać wodę, przyłożyć chłodny ręcznik do spoconego czoła. W emocjach, w bólu, w panice kobieta nie słyszy, co mówi do niej lekarz. Ale poczuje, że mąż ściska ją za ramię i spokojnie tłumaczy: to skurcz, minie, kiedy odliczymy razem do dwudziestu, ty spójrz w jeden punkt i tylko oddychaj, nos, brzuch, nos, brzuch, w swoim rytmie, piętnaście, szesnaście…

Ciało się rozluźnia, uelastyczniają się ścianki pochwy i mięśnie dna miednicy, ból słabnie, główka dziecka przesuwa się w kierunku świata. Anna uczy dziewczyny, by oddychanie przeponą trenowały cały czas, nawet na spacerze czy podczas oglądania filmu. Namawia, by rodziły w naturalnych pozycjach. Jeśli nie zachodzi konieczność monitorowania tętna płodu, nie trzeba leżeć na plecach. Lepiej rodzić na kolanach, na stojąco, w pozycji kolankowo-łokciowej, czyli na czworaka – wtedy wysiłkom mamy sprzyja grawitacja. Sama urodziła Lenę w kucki i zapewnia, że uczucie lekkości nie opuściło jej ani na chwilę.

– Nasze szpitale zapewniają taką możliwość – mówi Anna. – W ogóle uważam, że w Trójmieście warunki i opieka na salach porodowych są fantastyczne. Problem zaczyna się potem. Nagle okazuje się, że są trzy cesarskie cięcia, jedno krwawienie i na oddziale położniczym nie ma ani jednej położnej. A tam leży dwadzieścia mam i każda ma sto bardzo ważnych pytań. Po to jest szkoła rodzenia, żeby wcześniej poznały odpowiedzi.

Problemem numer jeden jest karmienie piersią. Dobrze dobrany laktator czy lejek są ważniejsze od pięknego wózka. Gdy brodawka jest mała i płaska, za duży lejek ciągnie za skórę. To boli, powoduje mikrourazy, nawet stan zapalny. Przy dużym biuście poduszka do karmienia nie może być twarda i wielka. Brak pokarmu to nie powód do paniki. Pierś jest czerwona i twarda, a gdzieś z boku zrobiła się kulka – czy to rak? Raczej nie, najczęściej wystarczy ciepły okład. Dziecko płaczem pobudza piersi do produkcji pokarmu, trzeba je częściej przystawiać, po karmieniu przyłożyć zimny okład. Anna uczy mamy, że karmienie piersią to proces, który wymaga czasu – organizm sam potrafi się zresetować. Że w szpitalu mają prawo odmówić dokarmiania dziecka modyfikowanym mlekiem. Dokarmiać powinno się przy utracie 10 procent masy ciała przez noworodka, ale w szpitalach robią to częściej, byle szybko przytyło i pojechało do domu. Oliwkowanie z masażem nie tylko łagodzi kolki, to również mapowanie ciała dziecka. Noworodek musi nauczyć się swojego ciała, odkryć swoje rączki, nogi. Przy kąpieli ważna jest nie tylko temperatura wody, ale też stonowane światło. Kąpać można w wiaderku, dziecko woli pozycję embrionalną, łatwiej mu pozbyć się gazów – tylko potem trzeba umieć wysuszyć kikut pępowiny. Depresja w drugiej dobie po porodzie to zwykły „baby blues”, który minie następnego dnia. No i najważniejsze – gdy czegoś nie wiesz, boisz się, dzwoń do położnej. Nawet w nocy.

– Od czterech lat, odkąd prowadzę szkołę, codziennie spotykam te piękne mamy, a każda przepełniona jest miłością i nadzieją – opowiada Anna. – Ich emocje udzielają mi się, jakbym sama była w stanie błogosławionym. Ale jest też w nich dużo lęku, który muszę rozwiać. Kiedyś, w wielopokoleniowych rodzinach, miały oparcie w mamach, babciach, siostrach. Teraz partner jest w pracy, a ona sama ze swoimi myślami. Moim zadaniem jest dać im pewność siebie, wtedy z wszystkim sobie poradzą.

Kiedy zbliżał się termin, Aśka poprosiła, żeby to Anna asystowała jej przy porodzie. Hanię urodziły razem.

Marek Wąs

Ciężarówki – Od czterech lat jestem w stanie błogosławionym
Oceń ten post

O Autorze

Mat. Redakcyjne

Magazyn Together - Rodzinna strona Trójmiasta

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany