Together Magazyn » Aktualności » Z 4-latkiem przez Amerykę

Z 4-latkiem przez Amerykę

Road tripy to dość wyjątkowa forma podróżowania. Dają możliwość odwiedzenia wielu miejsc, o których piszą w przewodnikach, magazynach i które pokazują w programach podróżniczych. Z jednego pięknego miasteczka czy górskiego szlaku jedziesz do następnego, może nawet piękniejszego. Ale w podróżach samochodowych najtrudniejsze jest to, że z każdym z tych miejsc musisz się pożegnać. Chociaż nie było już na ten dzień biletów na rejs oglądania wielorybów w Morro Bay, chociaż nie zdążyłeś nacieszyć się kolorowym i pełnym muzyki downtown w Santa Barbara i przeszedłeś tylko jeden z tysiąca szlaków w Sequoia National Forest.

Wielki Kanion

Mija właśnie pierwszy tydzień naszej amerykańskiej wyprawy, podczas którego z ciężkim sercem zostawiliśmy za sobą piękny i spokojny nadpacyficzny kurort Santa Barbara, Morro Bay miasteczko jak z filmu „Uwolnić orkę”, prądowy las Sekwoi, spieczoną skorupę Doliny Śmierci, kasyna Las Vegas i piękną Dolinę Ognia.

Wylądowaliśmy w Los Angeles, które widzieliśmy praktycznie tylko z okien wynajętego samochodu, więc z tym miastem nie było trudno się rozstać, ale już z Santa Barbara było inaczej. Santa Barbara to piękne i dość przytulne wczasowisko z drewnianymi domami na pomoście, z pięknymi szyldami w kolorach pasteli i chyba tysiącem gościnnych barów oraz knajp, w którym spędzić można całe wakacje, a nie tylko wykąpać się w oceanie, przejść się na molo, zjeść kolację i odjechać.

Sekwoje

O 22:00 dotarliśmy do Morro Bay. Miejsca na kempingu już nie było. W Stanach był akurat długi weekend w związku ze świętem pracy. No i czego my się właściwie spodziewaliśmy po kempingu nad oceanem? Staliśmy więc tylko na plaży słuchając w ciemnościach huku fal. Rano pierwsze dźwięki jakie usłyszeliśmy nie były już tak złowrogie. W uśpionej jeszcze zatoce w pobliżu naszego hotelu na pomoście bawiły się foki, a ich wesołe krzyki niosły się po całej okolicy. Dopiero wypływały pierwsze kajaki, deski i łodzie wiozące turystów chętnych oglądać wieloryby. A po drugiej stronie Morro Bay, tam gdzie poprzedniej nocy słuchaliśmy fal, surferzy w wieku 10-80 nieśli swoje deski w kierunku oceanu. Woda była lodowata i ledwo zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić, a już trzeba było jechać. Las Sekwoi czekał.

Santa Barbara
Santa Barbara

Wiedzieliśmy że będą wielkie i że nawet we trójkę trzymając się za ręce nie damy rady ich objąć, ale i tak nas zdziwiły. Szliśmy szlakiem 100 gigantów i trudno opisać radość Igora z odnajdywania kolejnych olbrzymów, którzy istnieją poza światem bajek. Najstarsze z tych drzew mają po 2,5 tysiąca lat, choć sam gatunek pamięta dawno minione epoki. I jak się tak na nie patrzy to jakoś się wyczuwa tą ich przedwieczność. Skończył się szlak i olbrzymy zostały za nami.

Opuszczenie Doliny Śmierci było koniecznością. W upale dochodzącym do 50 stopni, pośrodku ziemi spalonej słońcem, nie da się przetrwać poza wnętrzem klimatyzowanego samochodu 15 minut. Zwłaszcza gdy ma się 4 lata, jak Igor. Nawet w samochodzie z bagażnikiem wyładowania butelkami wody cały czas zastanawiasz się, co się stanie jeśli złapiesz gumę i tu utkniesz. Jedno z miejsc w dolinie nazywa się Diabelskim Polem Golfowym, bo tylko diabeł mógłby grać tam w golfa. Diabelskie miejsce, ale też diabelsko piękne. Odjechaliśmy z konieczności.

Las Vegas

Myślałam, że z Vegas odjedziemy bez sentymentu, ale było inaczej. W Vegas jest replika wieży Eiffla, Statui Wolności, Koloseum, Pałacu Dożów i Mostu Brooklińskiego (Igor sprawdzał nad czym jest ten most i zdziwił się że jest nad niczym). Brzmi kiczowato? Ale Vegas takie nie jest. Oczywiście jest też ryzyko, że my po prostu lubimy kicz. W każdym razie trudno było pożegnać Vegas z jego małym Nowym Jorkiem, Wenecją, Rzymem i Paryżem.

Teraz ja piszę ten artykuł, Igor śpi w namiocie rozstawionym nad Virgin River, a Grzesiek robi zdjęcia oświetlonemu przez księżyc drzewu Jozuego. Jest 7 dzień naszej wyprawy godzina 22:00. Przed nami jeszcze 22 dni, Wielki Kanion, Zion, pustynia Mojave, rzeka Kolorado, Albuquerque i kto wie co jeszcze. Tak, z tymi miejscami trudno się będzie pożegnać. Zawsze trudno jest wracać z wakacji, a na road tripie jest tak jakby codziennie kończyły się wakacje. Ale też tak jakby codziennie zaczynały się nowe.

Autoutor: Sylwia Kołpućwww.rodzinanomadow.pl

Oceń
Szanowni Państwo,
Together Magazyn

W dniu 25 maja 2018 r. weszło w życie Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO), czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE. Jego celem jest unowocześnienie oraz ujednolicenie regulacji dotyczących ochrony danych osobowych obowiązujących na terenie Unii Europejskiej.

Niezbędne pliki cookies

Aby strona działała poprawnie pliki cookie powinny być włączone przez cały czas.

Pliki cookie innych firm

Włączenie tych plików cookie pomaga nam ulepszać naszą stronę.