Postawiłam przed sobą zagadnienie małżeństwa. Dlaczego używam słowa „zagadnienie” w kontekście związku małżeńskiego? Zagadnienie, zagadka, treść tajemna do zgłębienia… Nie będę w tym miejscu sprawdzać etymologii tego słowa. Postaram się jednak wypełnić je znaczeniem, z perspektywy osoby będącej w długim, ponad 14-letnim związku, stojącej na progu wypowiedzenia sakramentalnego „tak”.

Przedstawię Państwu moje główne, odległe skojarzenia od małżeństwa oraz postawię kilka pytań. Do tematu tego podejdziemy następująco – przynajmniej taką treść osadziłam w siatce tematycznej wysłanej do redakcji magazynu, który teraz trzymają Państwo w ręce: „Małżeństwo – przygotowanie do rodzicielstwa – jak zbudować stabilny, silny związek będący bezpieczną bazą dla dziecka, a także zapleczem dla obojga partnerów?”.

Relacja zwana rodziną

Ujawniłam Państwu właśnie perspektywę pedagogiczną, traktującą małżeństwo jako podstawową komórkę społeczną, której głównym zadaniem jest płodzenie i wychowanie potomstwa, oczywiście dobrze zsocjalizowanego. Jak wiemy, środowisko rodzinne ma niebywałe znaczenie w rozwoju dziecka, a przede wszystkim – w kształtowaniu się jego tożsamości. Mój dziadek mawiał w narracji do mojej mamy: „Należy wiedzieć, z kim dzieci robić”. Przepraszam za ten kolokwializm, który jednak oddaje on sedno sprawy. A jeśli nie, wprowadza nas choć w przestrzeń doboru życiowego partnera. Od tego właśnie zaczynamy budowanie tej relacji, którą potem będziemy nazywać rodziną.

Małżeństwa Jej i Jego

Co prawda, żyjemy w czasie, w którym zmniejsza się liczba osób wyrażających przekonanie, że posiadanie rodziny jest warunkiem szczęśliwego życia. Jednak to właśnie małżeństwo postrzegane jest jako dominująca forma realizacji potrzeby przywiązania. Problematyka dotycząca bliskich związków dwojga ludzi jest wciąż otwarta, a temat ten jest nie wyczerpany, a co się z tym wiąże – motywuje badaczy do zgłębiania tej relacyjnej przestrzeni. Badacze z Uniwersytetu Gdańskiego mówią, o tym, że w każdym związku małżeńskim istnieją dwa małżeństwa: Jeji Jego. Tu powstaje pytanie: „czym te związki tworzące związek małżeński się różnią?”. Niby tym, że „Jego małżeństwo jest lepsze niż Jej” To znaczyłoby, że poziom satysfakcji z związku jest po prostu skorelowany z płcią. Mężczyźni wykazują większą satysfakcję z budowanych przez siebie związków aniżeli ich partnerki. Czy to znaczy, że kobiety mają większe oczekiwania wobec swoich parterów, a co za tym idzie związku sensu stricto?

Fundamenty trwałości związku

No właśnie, czego od siebie oczekujemy? Kobiety od kandydata na męża oczekują tego, że będzie od nich wyższy, dobrze wykształcony, osiągający sukcesy w wielu obszarach. Mężczyźni zaś patrzą nieco w dół – idealna partnerka powinna być od nich niższa, nieco młodsza, a wykonywany przez nią zawód nie odgrywa większej roli. Bernard w swoich badaniach stwierdziła, że kobiety i mężczyźni zwykle mają partnera pochodzącego z tej samej grupy społecznej i z tego samego środowiska kulturowego.

Tu nasuwa się wniosek, że partnerzy powinni się dobierać na zasadzie podobieństwa – to właśnie powinno stabilizować ich relację. No dobrze, wywodzimy się z jednego miasta, nawet jednej dzielnicy, a nasi rodzice mają podobny status społeczny i ekonomiczny. Czy to już wystarczy? Niestety, nie. W badaniach wykazano, że dla trwałości związku powinniśmy być jeszcze w podobnym wieku, mieć to samo wyznanie, zbliżone zainteresowania, inteligencję na podobnym poziomie, najlepiej w normie intelektualnej. A teraz najtrudniejsze… Powinniśmy być zgodni co do wyznawanych wartości oraz postaw, a nasze cechy osobowości powinny ze sobą korespondować. Wynika z tych wszelkich powinności, że dla trwałości i szczęścia naszego związku więcej powinno nas łączyć niż dzielić, a przynajmniej na tych podobieństwach należy się koncentrować.

Potrzeba empatii

Teraz pomyślmy w powyższych kategoriach o swoim partnerze, mężu, narzeczonym, partnerce, żonie, narzeczonej – jakie punkty wspólne nas spajają? A co być może jest czynnikiem wyzwalającym większość sporów? Pomyślmy o naszej relacji właśnie w kategorii relacji. Co w tym momencie czujemy? Co możemy w związku z tym czuciem ulepszyć, czego potrzebujemy od drugiej osoby i czego ona potrzebuje od nas? Aby móc odpowiedzieć na powyższe pytania, potrzebujemy empatii. Swoistego zaangażowania w siebie nawzajem, powstałego ze starań oraz czasu. Każdy związek potrzebuje wzajemności, a dzięki niej rozkwita intymność dająca satysfakcję z związku. Doświadczenie intymności, jak podaje psychologia rodziny, nie może mieć miejsca, aż do momentu pojawiania się informacji zwrotnej o poczuciu empatii. Intymności potrzebny jest jasny komunikat (werbalny lub pozawerbalny), wyrażający akceptację i uznanie wobec partnera; myślę, że wówczas pojawi się również niezbędne zaufanie.

Potwierdzanie związku

Aby związek mógł szczęśliwie trwać, potrzebuje stałego potwierdzania. Raz wypowiedziane słowa „kocham cię, jesteś dla mnie ważny, podziwiam twoje zaangażowanie” nie wystarczą. Nowy dzień przynosi nową wiedzę o nas samych i bliskich nam. Żywię przekonanie, że znajdziemy w nim coś, co nas zachwyciło, zaciekawiło, na chwilę zatrzymało i wygenerowało nową, dobrą myśl o naszym partnerze. Koniecznie się nią podzielmy i powiedzmy, że potrzebujemy tego samego. Jak powiedział Lew Wygocki: „Stajemy się sobą, dzięki innym”. Zatem dbajmy o innych, a wówczas zadbamy o siebie.

Jeśli jednak w związku brakuje zrozumienia i poparcia, pojawia się męczący zastój, podtruwająca stagnacja, która stopniowo pogarsza relację, zabrania dzielić się doświadczeniami, powoduje spadek uznania i wyrażania uczuć. Może to doprowadzić do „uwięzienia w totalnie zubożałym związku”. Zakładam, że nikt z nas nie chce być w czymkolwiek uwięziony; nie chce też zubożałego związku. Co teraz?

Teraz potrzebujemy motywacji do kreowania intymnej relacji. Jak donoszą badania, wysoka motywacja do bliskości jest związana z wysokim poziomem szczęścia i zadowolenia z małżeństwa, a także swojej roli w nim. U mężczyzn wysoka motywacja do bliskości wiąże się z niższym poziomem napięcia i mniejszym poziomem niepewności. No dobrze, czuję w sobie wysoką, o jakże wysoką motywację do bliskości. A co, jeśli mój partner nie przejawia takiego pragnienia? Hmm, skąd wiem, że nie przejawia? Głównie unika rozmów na wysoce intymne tematy, związane z jego uczuciowością, doświadczeniami z rodziny wyjścia. Fishman w 1978 roku powiedział, że to normalne.

Mężczyźni, jak uważa, zwykle reagują wycofaniem na rozmowę o wspomnianych wysoce intymnych tematach, kobiety zaś – zbliżeniem. To wyjaśnia nasze wyciąganie skrawków wiedzy o emocjonalnym i intymnym świecie naszych partnerów – przynajmniej ja chciałabym wiedzieć o nim wszystko. Z badań Fishmana wynika, że żony podejmowały wysiłek podjęcia interakcji częściej aniżeli mężowie. Badacz przeanalizował 52 godziny rozmów małżeńskich; okazało się, że żony trzy razy częściej niż mężowie zadawały pytania w celu zainicjowania i podtrzymania wzajemnej relacji. Przecież to jasne – kobieta jako strażniczka domowego ogniska nieustannie musi je podtrzymywać. Do jakich jeszcze wniosków doszedł Fishman? Żony częściej inicjowały rozmowę, jednak rzadziej z sukcesem. To mąż decyduje, co jest odpowiednim tematem do rozmowy. Mężowie rzadziej otwierali kontakt, jednak częściej spotykało się to z sukcesem.

No i gdzie ta równość w związku? Przecież wymaga ona jednakowego udziału w budowaniu relacji, podziału obowiązków, podejmowania decyzji, a także podobnej liczby autentycznych pytań „co u ciebie?” i „jak się masz”. Uwaga: teraz wkraczają emocje. Praca z nimi właśnie prowadzi do sukcesu, jakim jest trwały związek. To ona łączy partnerów, pozwala się wzajemnie zrozumieć, wczuć w sytuacje drugiego, a co najważniejsze – uczynić uczucia partnera częścią swoich własnych. Czuję, że dotarliśmy do sedna, do akceptacji, zrozumienia, pełnego współodczuwania.

***

Myślę, że jestem gotowa powiedzieć sakramentalne „tak”. Teraz właśnie popijam kawę, zaparzoną i dostarczoną mi pod kołdrę przez Niego. On jest wyższy, mamy podobne zainteresowania i pasje, jesteśmy w takim samym wieku, wyznajemy tę samą religię, mamy podobne rozumienie rzeczywistości; te lata związku chyba nas do siebie po prostu upodobniły. Co do cech osobowości, jesteśmy nieco ponurzy i patrzymy na czarno-biały świat, ale uczymy się dodawać do niego barw. On sprząta, pierze, pracuje tak samo jak ja – no, ja jeszcze gotuję. Nikt nie prasuje. To jest w porządku, rozmawiamy o rzeczach trudnych i łatwych, ja nigdy nie odpuszczam; gdy On jest smuty, staję się smutna, a kiedy widzę cień zmartwienia na jego twarzy, pojawia się on i na mojej. Gdy ja czuję złość, On od razu jest zły, a kiedy potrzebuję wsparcia, On robi, co może. Spaja nas uczucie i wiele doświadczeń. Jak wychowamy nasze dzieci? Czyniąc ich uczucia częścią swoich!

Tekst: Iwona Woźniewska

Podobne

O Autorze

Iwona Woźniewska

Pasjonatka zaburzeń zachowania i rozwoju oraz krytyk systemu wsparcia rodziny. Założycielka Stowarzyszenia 180 stopni. Działa w wielu przestrzeniach społecznych – od ulicy, placówki, szkoły do galerii sztuki, muzeum, teatru. Doświadczona trenerka, falicytatorka współpracująca z wieloma organizacjami i instytucjami. Prywatnie stara się nieco zwolnić tempo i cieszyć się teraźniejszością. Oficjalnie – pedagog, analityk zachowania, animator kultury i street worker. Kieruje się dewizą „wiem, że nic nie wiem, ale każdego dnia wiem więcej”.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany