Najważniejszy jest wygląd. Pasujący do obowiązujących trendów wzbudza zachwyt w sklepie, na szkolnej akademii i podwórku. Skończona piękność, amantka na szklanym ekranie, gwiazda, której międzynarodową karierę będą szeroko komentowały plotkarskie media. Jaśnie panująca Mała Miss, dziewczynka, dziecko z przyszłością wyłącznie w luksusowych barwach. Spełniając najskrytsze marzenia mamy, wie, że uroda zawsze będzie w cenie!

Wenezuela okrzyknięta jest fabryką miss. Krajem, w którym na masową skalę produkuje się piękno. Prawie jak z odlewu, ponieważ każda dziewczynka, która ma zakusy na karierę, musi „lać się w formę”. Tysiące matek już nad niemowlęcym łóżeczkiem planuje córkom kariery. Krok po kroku, metodycznie i do celu, jakim jest korona, stanowiąca jednocześnie synonim wspaniałego życia, splendoru i bajki, w której mała księżniczka wcale nie musi czekać na pocałunek księcia. Wystarczy, że leży i pachnie, każdego wieczoru składając ręce do opatrzności, by ta zatrzymała czas.

Szkoła Miss

W wenezuelskich szkołach piękności tworzy się ikony. Najpiękniejsze kobiety świata zaczynają katorżniczą pracę nad sobą w wieku 12 lat. Wsparciem dla idealnego wyglądu jest szereg umiejętności, posiadanych przez przyszłe miss w małym palcu. Taniec, balet, śpiew, savoir-vivre i lekcje szyku u światowych modelek są inwestycją w świetlaną przyszłość, której wyznacznikiem jest korona, szarfa i błysk fleszy spod sceny.

Zagraniczne koleżanki szybko stały się wzorem i inspiracją dla Polek. Szczęściem dla małych dziewczynek, nasz kraj stanowi jeszcze zaścianek wielkiego biznesu, jakim są wybory dziecięcych miss. Wystylizowane, mocno umalowane 6-latki mogą jedynie pomarzyć o telewizyjnym show i milionach na koncie bankowym zarządzanym twardą ręką przez rodziców. Mniej sprzyja medycyna, bo w przeciwieństwie do Wenezueli, rodzimy lekarz nie bardzo chce wycinać żebra, modelować talię i poprawiać usta. Proponuje jedynie korektę odstających uszu i poprawę nosa, gdy panienka nabierze lat. Niestety, to za mało, aby dogonić świat.

Dziewczyny, jak maliny

Uważane za jedne z najpiękniejszych kobiet na świecie, Polki chętnie widziałyby się w finałach konkursów piękności. Na przeszkodzie stają im kraje, takie jak Wenezuela, gdzie matki świadomie podają hormon wzrostu i biorąc idące w tysiące dolarów kredyty, pchają dziewczynki pod nóż chirurga plastycznego. Polskie realia odrobinę związują rodzicom zatroskane ręce. Uroda wymaga poświęceń, o czym doskonale pamiętają mamy małych miss, starając się przekonać córki, że obrana przez nie droga pozwoli im stać się kimś. Dostając się w szpony własnych, niespełnionych marzeń szybko wpadają w sidła biznesu, na którym zarabia cały sztab osób. Począwszy od fryzjera, przez kosmetyczkę, stylistkę, krawcową, wizażystkę i trenera personalnego, których zadaniem jest sprawić, że piękny sen się spełni.

– Wpadają w amok, jeśli loki nie są idealnie zakręcone – wspomina spotkanie z małą miss fryzjerka. – Na fotelu z poważną miną usiadła stara–malutka. Robiła minki, wystudiowanymi gestami prawie przywoływała służbę. Czułam się, jak w jakimś teatrze i z przerażeniem słuchałam oczekiwań. Dziewczynka miała niespełna 5 lat, a stylizacją i zachowaniem przypominała upadłą divę przed sześćdziesiątką – dodaje.
Zamiast lalki i wygłupów na podwórku miss godzinami ćwiczą perfekcję. W malusieńkich torebkach zazwyczaj znajdzie się tusz do rzęs, eyeliner i błyszczyk, z którego chętnie każda korzysta. Ważne jest obuwie. Niewielki obcas stabilizuje sylwetkę, pozwala na prawidłową postawę i napięcie mięśni, dzięki którym standardy ze sceny można wdrażać na co dzień. Nawet w drodze do szkoły.

Inwestycja

Menadżerem zazwyczaj jest mama. Na bieżąco sprawdza, gdzie odbędzie się kolejny konkurs. Organizuje kalendarz i szczegółowo przygląda się telewizyjnej ramówce. Być może stacja planując dziecięcy program, będzie potrzebowała małej miss? Konkurs jest pierwszym krokiem do kariery i przepustką do wielkiego świata, który – gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem – zrekompensuje mamie szare i niespełnione życie. Taka córka to inwestycja, dlatego wszystko jest podporządkowane pod rytm jej dnia.

– Po urodzeniu Jagody zostałam z nią sama. Pan tata zakomunikował, że nie dorósł do założenia rodziny, a poza tym nie miał pewności, czy córka jest naprawdę owocem naszego związku – opowiada Kamila. Nie tak miało wyglądać jej życie. Uważanej za ósmy cud natury dziewczynie wróżono wielką karierę. Piękna, tak mówili koledzy z klasy i znajome sąsiadki. Z taką urodą musi skończyć dobrze – te słowa pamięta po dziś dzień i zupełnie nie jest w stanie pogodzić się, że ciąża przewróciła świat do góry nogami. Rzeczywistość i żal spowodowały, że szkolna miss zaczęła zajadać smutki. Im mocniej uświadamiała sobie, co przegrała, tym chętniej topiła żal w słodyczach i tabletkach zapijanych alkoholem w samotne wieczory. Z płaczem niemowlęcia w tle. Córeczka Jagoda rosła i historia zaczęła zataczać koło. Gdy wartki strumień zachwytów nad urodą małej stał się jedyną pewną rzeczą, którą ma, powiedziała stop. Kopniakiem do działania okazał się program telewizyjny, w którym na scenie stały kilkuletnie miss. Kamila zaczęła szukać i okazało się, że dziecięce konkursy piękności są coraz chętniej organizowane w kraju. Szybko zorientowała się, że nim ich popularność wzrośnie, uda się wykorzystać szansę i uczynić z Jagody kogoś, kim zawsze sama chciała być. Pewna, że pójdą za tym pieniądze i wreszcie spokojne życie.

Mistyfikacja rywalizacji

Scena jest finałem. Trudno dostrzec bijącą z niej dziecięcą radość. Każdy gest i uśmiech są wypracowane. Te, które jeszcze nie mają obycia na deskach, spanikowanym wzrokiem szukają potwierdzenia u rodziców stojących tuż obok. Skupionych do granic, bo starają się kontrolować przebieg wyborów. Konkursy Miss to nie rywalizacja sportowa. O wyniku decydują możliwości finansowe, koneksje i determinacja w wyszukiwaniu niedoskonałości rywalek. W blasku świateł stoją dziewczynki przebrane za kogoś, kim nigdy nie będą. W taftowych sukienkach, odgarniając misternie wykonane loki, układając usta, jak do pocałunku, gdy z wdziękiem przemierzają scenę. Na małych buziach nie widać szczęścia. Czuć za to pracę i to całego zespołu, w kuluarach niejedna mama sprzeda kuksańca, aby plecy były proste, a drobna pierś wypchnięta do przodu. W cenie są atuty, na których ekspozycję przeznaczane są ogromne środki, często pochodzące z zaciągniętych kredytów.

Honey Boo – Boo

Honey była pierwszą. Pseudonim Alany Thompson wymyśliła jej przedsiębiorcza matka June. Obie szybko stały się przykładem na to, że nawet w opętanych urodą Stanach pewne rzeczy nie przejdą. Otyła, bezrobotna June szybko zwęszyła, że córka może stać się dla niej przepustką do wielkich pieniędzy. Malutka Honey otrzymała cały arsenał, dzięki któremu zaczęła podbijać świat. Sztuczna opalenizna, pełen makijaż, blond loki ułożone nawet do snu i różowe sukienki stały się znakiem rozpoznawczym nowego trendu, który wołał, że idzie młode. Alana była systematyczną uczestniczką wszystkich możliwych konkursów piękności dla dzieci. Matka nie przebierając w słowach, gromiła rywalki, na swojej piersi torując małej karierę. Stały się znane i popularne na tyle, że jedna z telewizyjnych stacji zdecydowała się stworzyć reality show, w którym wystąpiła cała rodzina Thompsonów. Rosnącą popularność programu przerwał skandal obyczajowy. Pod okiem kamer okazało się, że partner Alany molestował jedną z sióstr Honey. Produkcję przerwano, a skompromitowana rodzina szybko wycofała się z show-biznesu. Dziś mała gwiazda jest nastolatką. Pozbawiona aprobaty i braw, ze zrujnowaną psychiką i pustym kontem walczy z nadwagą i uzależnieniem od leków.

Laurka dla mamy

Pozbawione dzieciństwa i normalności są tak naprawdę narzędziami w rękach matek, które niespełnione ambicje przelewają na dzieci. Tracąc przy tym całkowite rozeznanie, że wiek ma swoje prawa. Konsekwencje, z jakimi po latach mierzą się małe miss, bywają przerażające. Pozbawione środowiska rówieśników nie potrafią dostosować się do obowiązujących zasad, w których najważniejsze są odrobione lekcje, a nie perfekcyjnie podkreślona głębia oczu. Walczące z samotnością nie są w stanie zrozumieć, że przestały być potrzebne, a ich miejsce na scenie zajęły kolejne. Młodsze, lepiej przygotowane, ponieważ pomysłom ich matek dużo mocniej sprzyjała kosmetologia i nie do końca etyczni specjaliści, którzy w pędzie po sławę motywują do wyrzeczeń.

Małe Miss
Oceń ten post

Polacane:

O Autorze

Dagmara Rybicka

Media to jej misja na ziemi. Dziennikarski warsztat budowała pod kierunkiem doskonałych i wymagających nauczycieli w rozpoznawalnych dziennikach, tygodnikach i popularnych magazynach. Skręcając w ulice marketingu i reklamy, podnosząc „heble” w radio i dbając o powierzony wizerunek. Mocnym głosem ze sceny i z aktorskim sznytem w studio nagraniowym odkąd pamięta, dział się jej świat. Pełen radości z pracy, szalonego tempa i zaskakujących sytuacji. Zawsze ze sportem w tle.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany