Together Magazyn » Aktualności » Eksplozja euforii

Eksplozja euforii

Przechodzimy w kolejny rok z głową pełną planów. Układamy sobie marzenia. Czasami na kartce papieru robimy rachunek zysków i strat. Staramy się nadać kierunek naszemu życiu na kolejny rok. Co z tych planów zostaje? Czy mogą być miernikiem naszego szczęścia, kiedy rok się kończy?

Niektórzy uważają, że lepiej nie zawracać sobie głowy układaniem przyszłości, uważają, że powinna być niespodzianką. Kto z nas nie lubi niespodzianek? Sam nie wiem, czy warto składać sobie samemu obietnice, które tak trudno spełnić. Kiedy mówię lub słyszę „szczęśliwego nowego roku”, to planuję czy marzę? A może zaklinam przyszłość, rozpoczynam pozytywną projekcję tego, co ma nastąpić? Wśród życzeń często słyszę, że najważniejsze jest zdrowie, a reszta jakoś się ułoży. To fakt, zdrowie należy się każdemu, ale co mi po nim, jeżeli przesiedzę rok na kanapie z paczką czipsów i głową pełną telewizyjnych emocji?

Zobacz także:  Jak usunąć plamy z materaca

A gdyby spełniły się wszystkie marzenia na całym świecie? Te pięć czy siedem miliardów marzeń spełnionych w jeden rok. Myślę, że eksplozja wywołana nagromadzeniem takiego poziomu euforii rozsadziłaby ziemię. Osobiście lubię planować, meblować przyszłość. Lubię wiedzieć, na czym warto skupić swoją uwagę w najbliższym czasie. W praktyce zapisuję kilka spraw dużych i małych. Jedne z nich są bardzo pragmatyczne, jak wymiana okien czy porządek w nagromadzonych papierach. Drugie to, powiedzmy, wyzwania. Schudnąć, schudnąć, schudnąć, na przykład ta linijka pojawia się najczęściej po stronie moich wyzwań. Zapisuję też stan, który najczęściej chciałbym utrzymać w nadchodzącym roku. Chciałbym w nadchodzącym czasie być spokojnym, mieć dużo powodów do ekscytacji, być opanowanym. Właściwie jest to projekcja oczekiwanego nastroju, o którym myślę, że będzie odpowiedni dla mnie w przyszłości. Kiedy rok już przejdzie, znajduję kartkę z tym, co napisałem i sprawdzam. Mam wielką radość, kiedy choć jedną rzecz mogę z tej listy skreślić. Inne okazują się zdezaktualizowane, potrzeba ich realizacji wygasła. Inne przepisuję na nową kartkę z numerem nowego roku. Coś dopisuję i chowam kartkę, poczeka do kolejnego sylwestra.

Zobacz także:  Wydarzenia weekendowe dla rodzin 28-29 października

Czy martwią mnie niezrealizowane zadania? Bywa, że irytują, ale zaraz tłumaczę sobie, że plan to nic innego jak właśnie lista spraw niezrealizowanych. Zapisuję, żeby wiedzieć, czego nie zrobiłem, a nie co mam zrobić. Ha! To taka ludzka przypadłość, umiejętność wytłumaczenia swoich zaniechań przed sobą samym. Teraz czas na zwierzenie. Co zapisałem na kartce w tym roku? Poza oczywistą sprawą – schudnąć – zapisałem jeszcze kilka innych. Osobiste zachowam w pamięci, ale było tam też jedno słowo, które zdumiało nawet mnie samego. Zrozumieć. Każde dziecko w swoim pierwszym roku i kolejnych ma za główne zadanie zrozumienie. Tego też życzę nam, dorosłym.

Oceń