Together Magazyn » Wyjechać » Daleko od domu

Daleko od domu

Zimowe ferie szkolne tuż za progiem. Wiele dzieci spędzi je na zorganizowanym wypoczynku z daleka od domu. Rozmowa z pedagogiem Marcinem Sławskim o tym, jakich błędów nie popełnić przygotowując dziecko na zimowy obóz, a także o trudnym problemie tęsknoty maluchów podczas pierwszych samodzielnych wyjazdów.

Rozmawia: Katarzyna Szaraniec

Jakie błędy najczęściej popełniają rodzice, pakując dziecko na zimowisko?

Przede wszystkim nie podpisują rzeczy. Wystarczą małe inicjały na metce. Niedobre jest też pakowanie malucha bez jego udziału. Bywa wówczas, że dziecko nie zna swoich rzeczy i przy pakowaniu na koniec zimowiska „nie przyzna się” do swojej odzieży. Innego rodzaju błędem jest przesada w liczbie garderoby. Spotkałem się z przypadkiem, że maluch na ośmiodniowy turnus miał zapakowane cztery kurtki i pięć par butów. Zapakowując rzeczy dziecka weźmy też pod uwagę wygodę transportu bagażu – najlepsze są walizki lub torby na kółkach.

Czy na zimowisko narciarskie lub snowboardowe dziecko musi zabrać własny sprzęt?

Podczas naszych zimowisk zapewniamy sprzęt narciarski i jest on wliczony w cenę zimowiska. Dziecko, które zabiera ze sobą własny sprzęt, otrzymuje rabat. Podczas zimowisk sprzęt dopasowujemy na dzień przed zajęciami narciarskimi. Już podczas zapisu dziecka na zimowisko rodzic podaje wzrost dziecka, wagę oraz rozmiar buta. Dodatkowo weryfikujemy podane informacje w trakcie doboru sprzętu. Ma to ogromne znaczenie przy ustawieniach wiązań narciarskich. Podczas zimowisk mamy umowę z wybranym i pewnym podmiotem, który zaopatruje nas w sprzęt wysokiej jakości.

Co należy do obowiązkowego ekwipunku zimowego kolonisty?

W przypadku obozu sportowego: kask narciarski (najlepiej razem z kominiarką), kombinezon jedno- lub dwuczęściowy, bielizna termiczna lub bawełniana (kalesony!) – dwa komplety, dwie pary nieprzemakalnych rękawic (absolutnie nie wełnianych!), ciepłe i nieprzemakalne buty na wycieczki, czapka, szalik lub „komin”, lekkie buty albo kapcie z piętą do poruszania się po ośrodku, codzienna odzież do przebywania w pomieszczeniach, odpowiednia liczba bielizny i skarpet, plecaczek na wycieczki oraz kosmetyki.

Dobrze gdy dziecko ma minimum dwie pary nieprzemakalnych rękawic, koniecznie podpisanych. Bywało, że w jednym pokoju czwórka dzieci miała identyczne i przy ich suszeniu na kaloryferach trudno było pamiętać, które są czyje.

Każdy dobry organizator dostarcza rodzicom przed wyjazdem listę obowiązkowych rzeczy do wzięcia i zalecam stosowanie się do niej, gdyż najczęściej jest ona ustalana na podstawie praktyki.

Jakich błędów unikać przed obozem, aby ułatwić dziecku okres adaptacyjny?

Najpoważniejszym błędem jest podważanie autorytetu wychowawcy już przed wyjazdem. Innym bardzo poważnym jest budzenie niepotrzebnych obaw dziecka (mistrzami są w tym najczęściej dziadkowie) poprzez pytania typu: „Jak ty sobie poradzisz?”, „A co ty będziesz jadł?”. Dużo łatwiej jest przebrnąć maluchowi przez trudy adaptacyjne, gdy już przed wyjazdem wie, że ze wszystkim może zwrócić się do wychowawcy przez całą dobę, oraz gdy ma wiarę w siebie i gdy pierwszy potrafi nawiązać kontakt z nieznajomym jeszcze kolegą z pokoju.

W przypadku lękliwego dziecka i jego pierwszego wyjazdu, warto mieć świadomość, że niepokój może w dużej części wynikać z niewiedzy dziecka czym jest zimowisko. Jeśli dostarczymy mu jak najwięcej pozytywnych, szczegółowych informacji, jest spora szansa na zmniejszenie lęku. Mówmy do dziecka konkretami: „W pokoju będziesz miał dwóch kolegów, rano pościelicie łóżka, wychowawca będzie pomagał każdemu, kto będzie tego potrzebował, nikt nie będzie zmuszał cię do jedzenia” itd.

Czy dziecko powinno zabrać ze sobą telefon komórkowy?

Kilkuletnie doświadczenia pozwoliły mi wyrobić sobie zdanie i na tę kwestię. Rodzice, którzy często wysyłali z DAP swoje pociechy, sami się do niej przekonali: jeśli dziecko ma ze sobą telefon, jest on zdeponowany u wychowawcy i udostępniany dziecku w określonych godzinach (np. przed śniadaniem i po obiedzie). Dzięki temu nawet krótki czas odpoczynku w pokoju dzieci spędzają na wspólnej zabawie i rozmowach, a nie nad grą w telefonie. Ta często niedoceniana przez rodziców umiejętność społeczna (nawiązywanie relacji z rówieśnikami) jest przez kadrę DAP stawiana jako jeden z najważniejszych celów wychowawczych.

Dzieci, które nie mają ze sobą telefonu, mogą korzystać z telefonu wychowawców, do których numer rodzice poznają już przed zimowiskiem.

Niektórzy organizatorzy zabraniają dzieciom swobodnego kontaktowania się z rodzicami o dowolnej porze. Czy słusznie?

Moim zdaniem słusznie. Prowadzenie zajęć, gdy dzieci mają przy sobie telefony i przy ciągłym dzwonieniu rodziny jest bardzo trudne. Poza tym maluch, który dzielnie walczy z tęsknotą i podczas zajęć potrafi zupełnie oddać się zabawie, po telefonie od bardzo tęskniącej mamy wytrącany jest z równowagi emocjonalnej. Również rozmowa w czasie wyciszenia przed snem nie jest korzystna dla malca. Na szczęście znakomita większość rodziców ma już za sobą negatywne doświadczenia związane z nieograniczonym dostępem malucha do telefonu (np. podczas wycieczek szkolnych) i przyklaskuje nam w polityce ograniczania kontaktów do określonych pór.

Odradzamy też (choć nie możemy zabronić) odwiedzanie dzieci, bo najczęściej przynosi to pogłębienie tęsknoty. Jednak gdy odwiedziny i tak będą miały miejsce, dbamy, aby rodzice w sposób dyskretny zobaczyli się z pociechą, bez wiedzy innych uczestników zimowiska.

Jak reagować, gdy dziecko płacze w słuchawkę i błaga o zabranie do domu?

Spokojnie. Najlepiej skrócić rozmowę do niezbędnego minimum, dodając dziecku wiary w siebie, zaś później skontaktować się z wychowawcą. On powinien udzielić nam takich informacji, jak: czy dziecko okazuje tęsknotę tylko podczas rozmów z rodzicem, czy ma apetyt, czy zasypia bez płaczu. Często bywa, że malec kumuluje w sobie tęsknotę, aby wyładować ją podczas rozmowy z rodzicem. Jeśli mamy zaufanie do wychowawcy, okażmy dziecku zrozumienie, ale nie bierzmy jego dramatycznych słów zbytnio do serca.

Przyznanie dziecku bezwzględnej racji i zabranie go wcześniej do domu będzie ogromną porażką, przede wszystkim dla dziecka. Dużo lepszym rozwiązaniem jest ściślejsza współpraca z wychowawcą i rozmowa z dzieckiem w kierunku: „Wiem od wychowawcy jaki jesteś dzielny, że dobrze radzisz sobie i robisz postępy podczas nauki jazdy na nartach. Jestem z Ciebie bardzo dumny i pewien jestem, że przez te jeszcze tylko cztery dni do końca super sobie poradzisz, a jak wrócisz do domu opowiesz wszystkim jakie miałeś przygody”.

Podczas mojej jedenastoletniej pracy na koloniach sytuacja, aby rodzic musiał odebrać dziecko z powodów wychowawczych zdarzyła się tylko dwukrotnie. Z inicjatywy rodziców zabranie dziecka zdarza się mniej więcej raz na trzy, cztery turnusy, a więc również bardzo rzadko. Prawie zawsze okazuje się po czasie, że była to bezzasadna decyzja (chwała rodzicom, którzy po fakcie są w stanie to przyznać).

Natomiast w sytuacjach zdrowotnych opieramy się na opiniach fachowców.

Oceń