Przenikliwe spojrzenie opowiada historię. Najczęściej pełną złych doświadczeń i bólu. Niezasłużonego cierpienia w zamian za wierność i bezwarunkową miłość. Sopockie schronisko dla bezdomnych zwierząt od lat jest przystankiem, z którego łatwiej odjechać tam, gdzie pies i kot stają się członkami rodziny. Zespół pod kierownictwem Andrzeja Jachacy, z którym rozmawiamy, powoli pakuje schroniskowe manatki. Długo oczekiwana przeprowadzka do Sopotkowa pozwoli, by zwierzętom żyło się lepiej. Dokładnie tak, jak sobie wymarzyli.

Zawodowy wybór nie pozostawiał wątpliwości?

Moja praca w schronisku to kawał historii, która nieprzerwanie trwa od 25 lat. Najprościej mówiąc, udało mi się połączyć pracę z pasją. Miałem i mam szczęście realizować zawodowe marzenia.

Ogromna odpowiedzialność?

Oczywiście. Wydaje się, że kierowanie schroniskiem to nie praca. Na naszych barkach spoczywa wielka odpowiedzialność za zwierzęta, które obdarzamy opieką, przyjmujemy i wydajemy. Jednocześnie jest to zakład pracy, w którym staram się dbać o mój 10-osobowy zespół.

Ilu jest podopiecznych na czterech łapach?

W tej chwili mamy 35 psów i 65 kotów. Spore stadko, w którym staramy się utrzymywać stabilną liczbę zwierząt. Udało nam się dojść do normalnego i komfortowego stanu, że każde zwierzę ma zapewnione maksimum opieki i zaangażowania. Sopot jest na szczęście na tyle małym miastem, że bezdomność nie przybiera ogromnej skali. Oczywiście w okresie letnim sporo się zmienia. Mamy bardzo dużo małych i chorych kotów, które przynoszone są do schroniska prawie przez całą dobę. Trafiają z przeróżnych miejsc, najczęściej z domów, krzaków i ogrodów.

Byłam pewna, że latem przeważają psy.

Ma to związek z ogólnopolsko nagłośnianymi kampaniami związanymi z wakacyjnym porzucaniem. Odkąd pamiętam, w sopockim schronisku w tym okresie było zawsze więcej kotów. Dwadzieścia lat temu norma wynosiła 150-160 psów i 200 kotów.

Schronisko stawiane jest za wzór. Pochwały pomagają w pracy?
Wydaje mi się, że sukces kryje się w rzetelności oraz w wiedzy i zaangażowaniu zespołu. Wszystko dzieje się u podstaw, dlatego znamy nasze zwierzęta, sporo możemy o nich powiedzieć. Praca z nimi jest zaplanowana i co najważniejsze, nie dzieje się na czas.

Dobrostan ponad wszystko?

Zazwyczaj nawet najbardziej spektakularne pomysły weryfikuje życie. Założyłem pewnego rodzaju „politykę”, jednak w czasach, gdy zaczynałem, było inaczej niż teraz. Potrzeby były odmienne, wielu ludzi działało pod wpływem emocji. Impuls powodował, że trafiali do schroniska, pragnąc wyjść z ukochanym zwierzakiem. Lata pracy spowodowały, że usprawniliśmy system. Zaczyna się wizytą przedadopcyjną i weryfikacją, gdzie zwierzak ma trafić. Główny cele jest taki, żeby wychodzący od nas pies czy kot nigdy tu nie wrócił.

Zdarzają się powroty?

Rzadko, ale się zdarzają.

Co je powoduje?

Zazwyczaj sytuacja przerasta ludzi, a wynika to z braku odpowiedzialności. Przychodzący spełnia wymagania, składa obietnice, a potem po kilku latach oddaje zwierzę. To sposób myślenia – skoro zabrałem ze schroniska zwierzę, nie jest moje. Pozwala to myśleć, że nawet po dziesięciu latach może oddać właśnie tu. Ma go porzucić? Po co, skoro może zwrócić.

Czym tłumaczą?

Zmianą sytuacji rodzinnej, przeprowadzką i chorobą.

Zdarzają się sytuacje, gdy łzy cisną się do oczu?

Jest ich mnóstwo. Historie zaniedbanych zwierząt w katastrofalnym stanie można odczytać w ich oczach. Nie pomaga wtedy staż pracy i doświadczenie. Cierpienie i bezradność zawsze powodują łzy.

Nowa lokalizacja schroniska niesie większe możliwości?

Pozwoli zapewnić znacznie lepsze warunki dla zwierząt. Na tym nam najbardziej zależy. Z wielką nadzieją czekaliśmy na przeprowadzkę, ponieważ w poprzednim miejscu odrobinę się „mordowaliśmy”. Wreszcie zwierzaki się doczekały.

Gdzie się przenieśliście?

Na Malczewskiego w Sopocie, naprzeciwko cmentarza. W wyniku konsultacji społecznych zorganizowanych przez miasto. Ten punkt został wybrany dla nas przez mieszkańców miasta. Cieszę się, że sopocianie widzą sens takiej pomocy.

Co się zmienia?

Wielkość. Do tej pory stacjonowaliśmy na 2500 metrów, a przenieśliśmy się na 7000.

Liczba lokatorów również się powiększy?

Mam nadzieję, że nie. Istotą jest poprawa warunków schroniskowych psów i kotów. Chcemy, aby żyło im się lepiej, co sprzyja pracy i potrzebnej socjalizacji. Obserwuję, że w naszym regionie liczba zwierząt w schroniskach jest coraz mniejsza. Wynika to z odpowiedzialności i świadomości ludzi. Poprzez systematyczną edukację stali się bardziej wrażliwi i traktują zwierzę jak członka rodziny. Pamiętajmy, że schronisko w mieście pełni ważną funkcję. Pod jego dach trafiają zagubione zwierzęta. Dostają opiekę, są bezpieczne i za kilka godzin, czasem dni zostają odebrane przez stęsknionego właściciela.

Aby żyło im się lepiej – Sopotkowo
5 (100%) 2 votes

O Autorze

Dagmara Rybicka

Media to jej misja na ziemi. Dziennikarski warsztat budowała pod kierunkiem doskonałych i wymagających nauczycieli w rozpoznawalnych dziennikach, tygodnikach i popularnych magazynach. Skręcając w ulice marketingu i reklamy, podnosząc „heble” w radio i dbając o powierzony wizerunek. Mocnym głosem ze sceny i z aktorskim sznytem w studio nagraniowym odkąd pamięta, dział się jej świat. Pełen radości z pracy, szalonego tempa i zaskakujących sytuacji. Zawsze ze sportem w tle.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany