Ona – przepiękna Włoszka, on – piłkarz, dziś grający w barwach Lechii Gdańsk. Błażej Augustyn ma w swoim życiu trzy miłości: to narzeczona Monia La Ferrera, ich wspólna córeczka Nicole i oczywiście piłka nożna. Dlaczego piłkarz w Nowy Rok nosi czerwoną bieliznę i jak wygląda zderzenie włoskiej i polskiej kultury? Przeczytajcie!

Jesteście parą od 9 lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia?

Błażej: Tak bym tego nie nazwał (śmiech). Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych podczas kolacji, ale wtedy nie zamieniliśmy ze sobą nawet słowa. Dopiero później złapaliśmy się na Facebooku. Monia mieszkała i pracowała wówczas jako stewardessa w Mediolanie. Spotkaliśmy się kilka razy i szybko staliśmy się nierozłączni. Tak jest do dziś.

Monia: Błażej miał wtedy dużo dziewczyn. Na szczęście się ustatkował (śmiech). Ujął mnie swoim uśmiechem, który praktycznie nigdy nie schodził mu z twarzy. W trakcie rozmów okazało się też, że jest bardzo rodzinny i ciepły. Od samego początku naprawdę bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Okazał się zupełnie inny, niż podejrzewałam – nie jest typem celebryty, jest za to ciepły i kochany.

Błażej Augustyn z żoną

Jakie wrażenie zrobiła na tobie Polska, gdy przyleciałaś tutaj pierwszy raz?

Monia: Nigdy nie zapomnę pierwszego śniegu. Przyleciałam do Polski na święta Bożego Narodzenia i to był pierwszy raz w moim życiu, kiedy zobaczyłam śnieg. To było coś, co trudno opisać komuś, kto jest do niego przyzwyczajony. Coś niesamowitego. To jedno z moich pierwszych wspomnień z Polski.

Coś cię zaskoczyło w Polsce? Widzisz duże różnice między Włochami a Polską?

Monia: Mam wrażenie, że mentalność Polaków i Włochów jest dość podobna. To, co zwraca moją uwagę, to fakt, że w Polsce jest większa kultura i że tutaj bardziej się o wszystko dba. Miasta są czystsze, zabytki bardziej zadbane, jest większy porządek. Lepiej mieszka mi się w Polsce niż we Włoszech i jeśli miałabym wybierać, gdzie chciałabym wychowywać dzieci, to na pewno w Polsce. Tutaj dzieci mają dużo większe perspektywy. Nie jest jednak tak idealnie, bo bardzo mi brakuje słońca (śmiech). I nie umiem zrozumieć, jakim cudem Polacy są w stanie wypić takie ilości alkoholu.

Błażej: Południowcy są niesamowicie przyjaźni, bije od nich ciepło, a kiedy już kogoś poznają bliżej, oddają się całym sercem. Do dziś utrzymuję kontakty z wieloma osobami, które tam poznałem. Podczas każdej rozmowy pada pytanie „kiedy nas odwiedzicie?” Są bardzo gościnni i szczerzy.

Jak na co dzień żyjecie? Jesteście bardziej włoską czy polską rodziną?

Błażej: Chyba włoską (śmiech). Bywa u nas głośno, jemy po włosku, a w tle ciągle słychać włoski język, bo włoska telewizja jest włączona na okrągło. Monia przeniosła też kilka swoich zwyczajów do naszego domu. Zawsze w Nowy Rok dostaję od niej czerwoną bieliznę. We Włoszech to taki zwyczaj, który ma przynosić szczęście.

Jaka jest Monia?

Błażej: Jest bardzo rodzinna i opiekuńcza. Zajmuje się w domu wszystkim. Jest też świetną mamą. Z racji mojej pracy, często nie ma mnie w domu. Nasi rodzice mieszkają daleko, więc w Trójmieście nie możemy liczyć na ich wsparcie. Monia musi radzić sobie ze wszystkim sama i naprawdę wspaniale jej to wychodzi. Nie jesteśmy celebrytami, nie mamy sprzątaczek czy kucharek. Wszystko jest na głowie Moni. Czasami mnie to cieszy, bo jej kuchnia… cóż, ona rewelacyjnie gotuje (śmiech). Moja mama zawsze była ciepłą, kochającą i dobrą osobą, która starała się dawać mi i mojemu rodzeństwu wszystko to, co najlepsze. Wszystkie te cechy widzę w Moni. Mówi się, że syn zawsze szuka w swojej kobiecie matki – mi się udało znaleźć taki ideał (śmiech).

Trudno pogodzić życie sportowca z życiem rodzinnym?

Błażej: Przez 7 lat grałem we Włoszech, później rok w Polsce, następnie w Szkocji, później znowu we Włoszech, a teraz w Polsce. Moja praca jest taka, a nie inna, więc wciąż gdzieś nas gna w świat. Oboje lubimy takie życie, nie męczy nas ono i dla nas, jako pary, to ogromne szczęście. Nie wszyscy umieliby tak żyć. Na pewno nie narzekamy na nudę. Wyjazdy i życie w różnych miejscach sprawiają, że ciągle się rozwijamy. Poznajemy nowe miejsca, nowych ludzi i nowe języki. Chociaż czasami śmiejemy się, że z tymi walizkami przypominamy cygański tabor.

Błażej Augustyn z Lechii Gdańsk z rodziną.

Dla wielu obcokrajowców nauka języka polskiego jest sporą trudnością – tobie też było trudno?

Monia: W Polsce jesteśmy dwa lata i udało mi się już nauczyć mówić po polsku. Chciałam wiedzieć, o czym Błażej rozmawia przez telefon, to była moja główna motywacja (śmiech). Polski jest bardzo trudny, a gramatyka to już prawdziwy dramat. Wiem, że popełniam sporo błędów, ale mam nadzieję, że z dnia na dzień będzie lepiej.

Błażej: Oboje mamy łatwość do języków. Ja znam angielski i włoski, Monia zna ich jeszcze więcej. Polski opanowała z łatwością, chociaż zdarza się jej mylić rodzaj męski z żeńskim. Często zwraca się do kobiet jak do mężczyzn i na odwrót. To bywa zabawne (śmiech).

Błażej Augustyn  i sesja do okładki Together Magazyn

Nicole odziedziczyła po tacie sportowe zacięcie? Wychowujecie ją w sportowym duchu?

Błażej: Nicole nie ma przy mnie życia, ciągle ją męczę (śmiech). Oczywiście nie zmuszam jej do gry w piłkę nożną ani do żadnego innego sportu, ale widzę, że jednak coś po mnie odziedziczyła. Sportowo bardzo dobrze się porusza, ma kondycję, koordynację, chęci i lubi aktywność. Osobiście uwielbiam tenisa i tą pasją udało mi się ją zarazić. Trenuje i cały czas się rozwija. Sport uczy dzieci wytrwałości i dyscypliny, a skoro Nicole go lubi, to jest już połączenie idealne.

Monia: Nie chcemy, by Nicole siedziała w domu przed telewizorem czy tabletem. Wyganiamy ją na dwór, ale często jest tak, że woli zostać z nami, niż iść bawić się z innymi dziećmi. Wtedy gramy w karty czy w państwa i miasta. Staramy się tak organizować czas, żeby się nie nudziła. Wiemy, że marzy się już jej telefon, ale na razie go nie ma i chcielibyśmy, żeby nie potrzebowała go jak najdłużej. Nicole jest córeczką tatusia, nie widzi świata poza Błażejem. Kiedy trzeba, potrafi być surowym tatą, ale jak się bawią, to ja mogę nie istnieć (śmiech).

Jak w życiu codziennym wygląda zderzenie się włoskiego temperamentu z polskim uporem? Kłócicie się?

Monia: Codziennie (śmiech). Zazwyczaj wygląda to tak, że kłócimy się, kłócimy, aż w końcu któreś z nas nie wytrzymuje i wybucha śmiechem. Potrafimy kłócić się o wszystko, czasami o jakieś banalne rzeczy. Mam wrażenie, że oboje to lubimy. Lubię prowokować Błażeja. On się denerwuje, a ja się śmieję. Tym sposobem nauczył się przy mnie cierpliwości (śmiech).

Błażej: Czasami kłócimy się tak, że brakuje mi słów, by przeklinać po włosku i przeklinam po polsku (śmiech). Południowy temperament Moni daje o sobie znać. Oboje zresztą mamy dość ciężkie charaktery. Gdybyśmy się nie kochali, to nie wytrzymalibyśmy ze sobą dziewięciu lat, więc widocznie taki jest już nasz urok. Trudno nam się razem nudzić, zawsze któreś z nas dostarczy odpowiedniej dawki emocji (śmiech). Mam sportowy charakter i nie lubię przegrywać, a to nie ułatwia sprawy.

Monia: Kiedy Błażej jest zdenerwowany, to zazwyczaj ja muszę ustąpić. On nie daje za wygraną. Wiec powolutku, powolutku jakoś go urabiam (śmiech).

Z racji swojego zawodu dużo czasu spędzasz na wyjazdach. Jak to na was wpływa?

Błażej: Rzeczywiście nie mam zbyt dużo wolnego czasu. Kiedy wszyscy są na wakacjach, ja jestem na obozie treningowym z chłopakami z drużyny. One wygrzewają się na słońcu, a ja zasuwam i trenuję. W grudniowe święta mam wolne dwa tygodnie i staram się wtedy odwiedzić rodziców. W czasie wakacji znowu mam dwutygodniową przerwę od treningów i czasami uda nam się gdzieś wyjechać, a jeśli nie, to odwiedzamy rodzinę. Taki tryb życia, jaki prowadzimy, trzeba lubić – inaczej może być różnie. Lubimy naszą prywatność. Wolimy spokojnie stąpać po ziemi, niż sięgać zbyt wysoko, bo to różnie się kończy. Rodzina jest dla nas najważniejsza i najlepiej czujemy się w swoim towarzystwie. Do tej pory byliśmy we trójkę, ale zaraz będzie nas czwórka. Lada dzień Monia będzie rodzić. Już czekamy na naszą małą.

Już kilka lat temu było głośno o waszych zaręczynach, ale obrączek na waszych palcach nie widać. Co z tym ślubem?

Monia: O to trzeba pytać Błażeja. On jest typem mężczyzny antyślub (śmiech).

Błażej: Z tym ślubem to nie jest taka łatwa sprawa. Byliśmy już raz składać papiery. Wszystko szło świetnie, aż pani w urzędzie spytała nas o datę. Spojrzeliśmy na siebie, ale nie udało się nam nic wymyślić i wyszliśmy (śmiech).

Nie uznajesz instytucji małżeństwa?

Błażej: To nie jest do końca tak. Nie czuję, żeby w tej chwili to było nam jakoś specjalnie potrzebne, ale powoli dojrzewam do tego. I nie chodzi o to, że paniczne boję się małżeństwa. Jesteśmy z Monią razem już dziewięć lat. Jesteśmy jak małżeństwo i żyjemy jak małżeństwo. Kiedy pomyślę o ślubie i wszystkich przygotowaniach… Nie cierpię być w centrum uwagi, a podczas ślubu tego nie uniknę (śmiech). Nigdy nie wyprawiam nawet swoich urodzin. Monika raz zrobiła mi niespodziankę, to było miłe, ale ten jeden raz mi w zupełności wystarczy (śmiech).

Monia: We Włoszech to jest skandal (śmiech). Mam jedną córkę, zaraz będę miała kolejną, a nie mam ślubu. Moi rodzice nie wtrącają się w moje sprawy, ale wiem, że woleliby, bym była mężatką. Mój tata się śmieje, że przed śmiercią chciałby jeszcze pobawić się na moim weselu (śmiech). Dla nich to ważne, bo sami są małżeństwem od 30 lat.

Trudno jest żyć z piłkarzem? Bywasz zazdrosna?

Monia: Nie jest łatwo być kobietą piłkarza. Oni mają swój wianuszek fanek (śmiech). Czy jestem zazdrosna? Jak na typową Włoszkę przystało, owszem. Teraz jesteśmy już starsi i umiem trzymać nerwy na wodzy, ale były czasy, gdy w domu latały talerze (śmiech). Czasami Błażej po imprezie zastawał zamknięte drzwi. Takie mamy już charaktery, ale Błażej zawsze potrafił przeprosić i zawsze umieliśmy się dogadać.

Błażej: Bywało, że potrzebowałem trochę czasu spędzić z chłopakami i wtedy w domu się działo (śmiech). Na szczęście mamy to już za sobą. Myślę, że wiek robi swoje. Lubię spędzać czas z chłopakami z drużyny, ale teraz bardziej ciągnie mnie do rodziny. Chłopaki śmieją się, że już się starzeję. Moja rodzina jest dla mnie priorytetem, chyba po prostu musiałem do tego dorosnąć i dojrzeć. Sodówka nigdy nie uderzyła mi do głowy, ale młodość też ma swoje prawa. Piłkarze, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, nie mają wolnych weekendów, więc kiedy już nadarzała się okazja, korzystaliśmy.

Marzy się wam stabilizacja? Chcielibyście już gdzieś osiąść na stałe?

Monia: Marzy się nam dom, prawdziwy dom. W wyobraźni on jest już urządzony i każdy kąt jest dokładnie przemyślany. Na razie ciągle jesteśmy w rozjazdach i dlatego jeszcze czekamy, ale jest już coraz bliżej do realizacji tego marzenia.

To wasze jedyne marzenie?

Monia: Nie! Jak przystało na kobietę piłkarza, moim wielkim marzeniem jest, by Błażej został powołany do kadry narodowej. A jeśli chodzi o nasze wspólne, to żebyśmy zawsze się kochali i byli razem.

Błażej: Powołanie do kadry narodowej to moje marzenie od młodzieńczych lat. Z wiekiem coraz bardziej się ono oddala, chociaż ciągle jest w zasięgu. Nie ma co zapeszać. Staram się, ciężko pracuję i kto wie, co przyniesie los. Piłka nożna jest tym, co kocham. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Monia już kilka razy musiała znosić mnie w domu, kiedy nie mogłem grać, bo miałem kontuzję. Kumulacja nerwów jest wtedy spora… (śmiech). Muszę grać i trenować. Na boisku mogę się wyżyć i odreagować, a wtedy wszyscy jesteśmy spokojniejsi (śmiech). Marzenia? Chciałbym, byśmy wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi, wtedy poradzimy sobie ze wszystkim.


Wywiad: Katarzyna Paluch

Zdjęcia: Michał Zawer i Anna Waluda / Lolove Studio

Makeup: Marzena Niewiarowska / STYLAB Laboratorium Stylu

Fryzury: Pracownia Arte Sylwia Łomowska

Brafitting: Bra Madalena Atelier

Stylizacje: Barbara Siwerska

– Atelier Miłość Kaja Szostak

– Pierre Cardin w Forum Gdańsk

– Sklep Ryłko w Forum Gdańsk

– Sklep piłkarski R-GOL.com w Centrum Handlowym Manhattan w Gdańsku

– Manufaktura Falbanek, www.manufakturafalbanek.pl

– Smile, www.smile-kids.pl

Meble: Wnętrza VOX (Rental Park ul. Przywidzka 7 w Gdańsku i Galeria Metropolia w Gdańsku)

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany