Ta piękna fit mama robi karierę nie tylko w sporcie, ale również w mediach społecznościowych. Nic dziwnego, bo z taką sylwetką i pozytywnym podejściem do życia może być wzorem dla niejednej kobiety. Z Kamilą Krzeską rozmawiamy o motywacji do sportu, organizacji własnego czasu, zdrowym egoizmie oraz pierwszym kroku na drodze do zdrowego stylu życia.

Justyna Michalkiewicz-Waloszek: Jesteś bardzo aktywna w mediach społecznościowych. W jaki sposób zdobyłaś tak liczne grono obserwatorów? Zdradzisz mi receptę?

Kamila: Nie miałam żadnej strategii. To był łut szczęścia. Zresztą długo się przed tym broniłam, bo cenię swoją prywatność. Poza tym, jak wiadomo, media społecznościowe są uzależniające, a ja nie lubię się uzależniać. Mimo wszystko, bez mediów społecznościowych ciężko dzisiaj zaistnieć w jakiejkolwiek branży, więc postanowiłam spróbować. Z każdym kolejnym zdjęciem przybywało mi obserwatorów. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć.
Ola Krzeska z synem

Jak traktujesz media społecznościowe? To wciąż przyjemność czy już obowiązek służbowy?

Nie ukrywam, że jest to wymagająca praca, chociaż bardzo przyjemna. Nie wystarczy wrzucić pierwszego lepszego zdjęcia. Trzeba to przemyśleć, zastanowić się. Wykorzystuję na to przerwy w moich treningach.

Jakie zdjęcia zdobywają najwięcej polubień?

Nie ma na to reguły. Są takie, nad którymi zastanawiam się kilka godzin, a cieszą się mniejszym zainteresowaniem niż te, które wrzucam spontanicznie. Myślę jednak, że tendencja idzie w kierunku naturalności. To, co naturalne i autentyczne ludziom podoba się bardziej. Jednocześnie staram się nie zdradzać zbyt wiele szczegółów z mojego życia prywatnego. Sporadycznie pokazuję zdjęcia moich dzieci, ale nie nadwyrężam ich cierpliwości. Często krzyczą: Mamo, tylko nigdzie tego nie wrzucaj. Szanuję ich zdanie.

Czy dzięki mediom społecznościowym zauważyłaś wzrost zainteresowania w twoim życiu zawodowym?

Zdecydowanie tak. Od kiedy dbam o wizerunek w internecie, widzę nieustanną tendencję wzrostową. Coraz więcej osób dzwoni, pisze i chce umówić się na trening.

Jesteś trenerką personalną, ale przede wszystkim – mamą. Jak myślisz: mamom jest trudniej utrzymać dobrą formę, czy – paradoksalnie – łatwiej?

Wszystko zależy od organizacji. Myślę, że mamom jest trudniej, ale jest coś, w czym mają przewagę – niesamowitą zdolność do organizacji czasu. Mając dzieci, trzeba stać się mistrzynią kalendarza. Im więcej obowiązków, tym lepsza organizacja. Im mniej obowiązków, tym łatwiej wszystko przekładać czy opóźniać. Jako mama wiem, że dwie godziny wolnego czasu w ciągu dnia trzeba dobrze wykorzystać, bo mogą się już nie powtórzyć. Idę więc na trening. Nie chcę przeleżeć tego czasu na kanapie.

Trenujesz codziennie?

Poza pracą trenuję wtedy, kiedy tego chcę. A że lubię wysiłek fizyczny, wychodzi na to, że trenuję niemal codziennie. W tygodniu wykorzystuję tzw. okienka na moje własne treningi. Weekendy natomiast spędzam niemal w całości z moimi dziećmi. Staram się wówczas nie pracować ani nie trenować. Nie jestem osobą, która katuje się treningami. Dbam o cały mój organizm i staram się go nie forsować. Kiedyś wymarzyłam sobie kratkę na brzuchu. Trenowałam codziennie i chodziłam z kalkulatorem. Kratkę miałam, ale czy było to warte aż takiego poświęcenia? Dzisiaj podchodzę do tego z dystansem. Kratka nie jest mi potrzebna do szczęścia, wybieram zdrowie.

Wiem, że jesteś bardzo zapracowana. Na wywiad umawiamy się o godzinie 22, bo dopiero wtedy wracasz z pracy. Jutro wstajesz o piątej rano. Znajdujesz czas na odpoczynek?

Tak, uważnie słucham mojego organizmu. Bez odpoczynku ciężko funkcjonować. Mam taką zasadę, żeby codziennie zdrzemnąć się w ciągu dnia chociaż na chwilę. Drzemka jest moim obowiązkiem.

Od dziecka byłaś osobą aktywną fizycznie, prawda?

Tak, całe moje życie kręci się wokół sportu. Gdy miałam sześć lat, rodzice zapisali mnie na balet. Później odkryłam tenisa ziemnego, a w podstawówce pokochałam piłkę ręczną. Ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego w Gdańsku i… na cztery lata zaprzestałam wszelkiej aktywności fizycznej. Zostałam mamą.

Nie brakowało ci wówczas sportu?

Oddałam się dzieciom i rodzinie w całości. Na tamtym etapie wydawało mi się to całkiem naturalne. Po jakimś czasie zaczęłam pytać siebie – gdzie jest ta dawna Kamila, która nie potrafiła żyć bez sportu? Czułam, że ona wróci i to z przytupem. Wzięłam się za siebie po skończeniu trzydziestki. To był mój moment przełomowy. Trenowałam codziennie. Gdy moi przyjaciele otworzyli studio fitness, poprosili mnie, żebym poprowadziła zajęcia sportowe. Zdziwiłam się, bo poza ukończonymi studiami nie miałam żadnego doświadczenia zawodowego. Przemyślałam to gruntownie i zgodziłam się.

Jesteś idealnym przykładem, że można rozpocząć karierę zawodową po ukończeniu trzydziestego roku życia.

Niektóre panie myślą, że po trzydziestce kończy się życie i nic dobrego nie może nas już spotkać (śmiech). Mogę uczciwie powiedzieć, że moje życie zaczęło się dopiero po trzydziestce. W końcu zaczęłam zwracać uwagę na siebie. Wcześniej żyłam zawsze dla kogoś. Dla rodziny, dla dzieci. Gdy zwróciłam uwagę na swoje potrzeby, wszystko zaczęło się zmieniać. Poczułam równowagę, która trwa w moim życiu do dziś. Myślę, że jestem spełniona.

Odnalazłaś swoją drogę jako trenerka personalna. Dlaczego warto się z tobą umówić na spotkanie?
Jeżeli czujesz, że chcesz zmienić swoje życie, ale brakuje ci motywacji, zadbam o nią. Pokażę, jak można spojrzeć na życie przez pryzmat sportu, jak znaleźć w nim przyjemność. Jestem również dobrym przykładem, jak łączyć życie domowe i zawodowe z aktywnością fizyczną.

Jesteś jak kontroler, który stoi na straży nadprogramowych posiłków?

Trochę tak. Muszę dopytywać, czy na pewno zrobiłaś trening albo czy nie zjadłaś w zeszłym tygodniu ciasta i czekolady? Moje dziewczyny są uczciwe, a jak nie chcą się do czegoś przyznać to zawsze im tłumaczę, że jedząc nadprogramowe ciastko nie oszukują mnie, ale siebie. Muszę również kontrolować, czy dziewczyny jedzą regularne posiłki. Najgorsze jest niedojadanie. Organizm musi mieć systematycznie dostarczaną energię. Inaczej nic z tego nie będzie.

Czy każdy jest w stanie pokochać siłownię?

Nie. Idealnym przykładem jest moja siostra, która chociaż bardzo się stara, nie potrafi pokochać tej formy ruchu. Takie osoby potrafią motywować się przez miesiąc lub dwa i chodzić regularnie na ćwiczenia, ale po tym czasie odpuszczają. Nie można na siłę zmuszać się do aktywności fizycznej. Po co robić to za karę? Trening powinien dawać przyjemność.

Czy takie osoby są skazane na porażkę?

Muszą szukać tak długo, aż w końcu znajdą idealną dla siebie aktywność fizyczną. Taniec, rolki, rower, marsz, skakanka – jest dużo form ruchu. Ważne, żeby tego ruchu ze swojego życia nie eliminować.

Najgorsze są początki. Kamilo, jak wyjść z domu, jak postawić ten pierwszy krok?

To trudna sprawa. Chyba po prostu trzeba wyjść. Najgorzej ten stan później utrzymać. Nieustannie uczę się, jak mobilizować dziewczyny do walki. Do tej pory z dobrym skutkiem. Jednym z moich sposobów jest utrzymywanie więzi. Rozmawiam z dziewczynami nie tylko podczas treningów, ale czasami dzwonię w czasie wolnym, aby zapytać, jak idą postępy.

A jak motywujesz samą siebie?

Nie potrzebuję motywacji. Tak bardzo kocham treningi, że nie trzeba mnie do nich specjalnie zachęcać. Oczywiście, mnie również zdarzają się gorsze dni, ale wiem, że trening spowoduje, że ten zły dzień będzie lepszy. Aktywność fizyczna rozładowuje emocje i daje siłę do dalszego działania. Jak już wcześniej wspomniałam, staram się nie forsować organizmu. Gdy jest taka potrzeba, robię dzień wolny.

Jeden dzień wolny nie powoduje lawiny w stylu „dzisiaj też nie pójdę na trening”?

Doskonale znam ten mechanizm. Gdy zrobię sobie trzy dni przerwy to wiem, że czwarty dzień jest kluczowy. Trzeba po prostu na ten trening pójść. Później motywacja wróci.

Jak zachęcasz dzieci do aktywnego stylu życia?

To nie jest trudne, bo dla nich sport kojarzy się z przyjemnością. Jeździmy na rolkach i na rowerze, albo korzystamy ze ścianki wspinaczkowej. Przez zabawę pokazuję, że aktywne życie jest fajne. I nie każę im rezygnować z przyjemności. Gdy jedziemy rowerami na plażę, naszą nagrodą są na przykład lody.

Na swojej stronie internetowej piszesz, że nauczysz innych, jak żyć z całych sił. Jaki jest twój sposób na takie życie?

Być obecnym, tu i teraz. Doceniać to, co życie nam przynosi i potrafić to w odpowiedni sposób wykorzystać. Być zdrową egoistką, nie zapominając przy tym o potrzebach innych. Zrozumiałam to wszystko w okolicach mojej trzydziestki. Od paru lat konsekwentnie w tym trwam.

Co możemy zyskać dzięki aktywności fizycznej?

Energię i siłę witalną. Niektórzy mówią, że sport zabiera energię, a prawda jest taka, że napędza nas do działania.

Jaki pierwszy krok w stronę zdrowego stylu życia polecasz zrobić?

Cukier! Odstawmy go. Albo ograniczmy do minimum.

I co dalej?

Jedzmy systematycznie. Od 4 do 5 posiłków dziennie. To kluczowe. I wprowadźmy do życia aktywność fizyczną. Przyspieszy nasz metabolizm i da siłę napędową do spalania tłuszczu.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany