Maja Gadzińska – aktorka, wokalistka, Esmeralda z „Notre Dame de Paris”. Młoda artystka to prawdziwy diament w koronie gdyńskiego Teatru Muzycznego. W 2014 roku skończyła naukę w Studium Wokalno-Aktorskim im. D. Baduszkowej i w tym samym roku dołączyła do zespołu teatru. Dziś gra w m.in. „Chłopach”, „Złym” i spektaklu „Piotruś Pan”. Posiada głos o skali trzech oktaw. W wolnym czasie gra na gitarze, jeździ na rolkach, czyta i gotuje.

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sztuką?

Kiedy byłam mała wszystkie, dziewczynki w przedszkolu marzyły o tym, żeby w przyszłości zostać aktorkami. Podobnie było też ze mną, chociaż wtedy wynikało to bardziej z mody niż z rzeczywistego pragnienia. Za to pamiętam, że w moim życiu zawsze była obecna muzyka. Potrafiłam śpiewać moim dziadkom w samochodzie przez całą drogę z Grudziądza do Zakopanego. Kiedy skończyłam sześć lat, zostałam przyjęta do Szkoły Muzycznej I stopnia, do klasy skrzypiec. Niestety, dość szybko, bo po trzech dniach, okazało się, że to nie dla mnie.

Ciągnęło Cię do aktorstwa? Jak wyglądały te początki?

Pierwsze kroki na scenie, a raczej szkolnej scence, zaczęłam stawiać w V klasie podstawówki. Miałam ogromne szczęście trafić na wyjątkowych pedagogów, którzy zarazili mnie prawdziwą pasją do śpiewania i występów na scenie. Wtedy też brałam udział w szkolnych jasełkach, w których grałam rolę Maryi. Nasza grupa zwyciężyła w Gdyńskim Przeglądzie Jasełek, a jedną z nagród była możliwość wystąpienia na deskach Teatru Miejskiego w Gdyni. Ten występ do dziś pozostaje jednym z najbardziej niezapomnianych momentów w moim życiu.

Nie sposób też nie wspomnieć, jak wielki wpływ na mnie miał musical „Francesco” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Miałam 15 lat, kiedy zobaczyłam ten spektakl w Teatrze Muzycznym po raz pierwszy. Pod wpływem ogromnych emocji, jakich dostarczyło mi to przedstawienie, postanowiłam się zapisać na prywatne lekcje śpiewu. Od tamtej pory moim największym marzeniem było dostanie się do Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, aby w przyszłości zostać aktorką musicalową.

Kiedy rozpoczęła się bardziej profesjonalna przygoda z teatrem?

To właśnie w Studium Wokalno-Aktorskim zaczęłam nabierać profesjonalnego, zawodowego doświadczenia. Początkowo występowałam na ówczesnej Scenie Studenckiej w Centrum Kultury w Gdyni, potem przerodziło się to w praktyki na deskach Teatru Muzycznego. Jednak prawdziwym przełomem i spełnieniem marzeń była dla mnie rola „Anioła”, którą Wojciech Kościelniak powierzył mi w „Chłopach”, kiedy byłam jeszcze na III roku studium.

Jak zmotywujesz dzieciaki do tego, by realizowały swoje marzenia?

Przede wszystkim powiedziałabym, żeby nigdy nie rezygnowały ze swoich marzeń, nawet jeśli po drodze wiele rzeczy im się nie udaje. Moja droga do osiągnięcia celu też wcale nie była łatwa. Wielokrotnie musiałam rezygnować z przyjemności w życiu osobistym i godzić się z dotkliwymi porażkami w życiu zawodowym. Będąc jeszcze w liceum, po raz kolejny – tym razem na trzy tygodnie – zetknęłam się ze Szkołą Muzyczną II stopnia w klasie śpiewu. Braki w teorii i kształceniu słuchu ponownie zmusiły mnie do rezygnacji z uczestnictwa w zajęciach. A do połowy studiów szczerze wierzyłam w to, że nie mam żadnego wyjątkowego talentu i nigdy w życiu nie będę aktorką. Jednak wszystko, co osiągnęłam, uzyskałam poprzez swoją ciężką pracę. Z każdej porażki starałam się wyciągnąć wnioski i poprawić swoje błędy. W drodze do celu zdarzają się wspaniałe, ale też ciężkie i kryzysowe momenty. To od naszej determinacji i czasami odrobiny szczęścia, zależy, czy spełnią się nasze marzenia. Jedno jest pewne – nigdy nie należy się poddawać.

Podobne

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany