Nie mam własnych dzieci, ale mam dwóch małych siostrzeńców. Kiedy myślę o teatrze, jaki chcę współtworzyć, myślę o nich. O ich szeroko otwartych oczach i niepohamowanym śmiechu, gdy ożywię jakiś nieoczekiwany przedmiot, np. kawałek skórki mandarynki. O ich przejęciu, kiedy sami występują w jakiś sposób – w przedstawieniu w przedszkolu czy wygłupiając się przed rodziną. O tym, ile radości daje im bycie widzianym.
Teatr – w szerszym znaczeniu odgrywania ról, ożywiania przedmiotów, opowiadania historii – jest dla dziecka czymś zupełnie naturalnym. To rodzaj interakcji z otaczającym światem. Pokazywanie, naśladowanie, chęć wywołania śmiechu czy przekazania emocji widowni w postaci rodziców, dziadków, nauczycielek, innych przedszkolaków czy uczniów.

Spektakl teatralny potrafi być jednym z najsilniejszych przeżyć. To emocja 3D, przekaz wielowymiarowy i trafiający na różnych poziomach percepcji. Zapamiętywany jak rzadko co, często przywoływany wiele dni po obejrzeniu. Pamiętam moją fascynację teatrem, odgrywanie scenek dla rodziców i ich przyjaciół, robienie scenografii i kostiumów z rzeczy znalezionych w domu. Pamiętam, jak włożyłam przyjaciółce na głowę abażur, kiedy miała grać księżniczkę. Teraz mam szansę współtworzyć teatr, który ogląda blisko 60 tysięcy osób rocznie.
Dlatego lubię się zastanawiać, czym może być teatr dla dzieci. Lubię oderwać się od rzeczywistości i pobyć przez chwilę w strefie tęsknot i marzeń. Zbadać, o co naprawdę chodzi, co jest najważniejsze. Co jest takiego w doświadczeniu teatralnym, co chciałabym, żeby było powtarzalnym, niezbędnym elementem każdego spektaklu. Żeby przydarzało się za każdym razem, kiedy zabiorę moich siostrzeńców do teatru.

Na pewno chciałabym, żeby ich poruszył – pobudził ich emocje, wywołał reakcję. Widzę to, kiedy zamierają w bezruchu, wpatrując się w scenę wychyleni do przodu albo wręcz przeciwnie – kiedy wdrapują się na kolana i strzelają pytaniami jak karabin maszynowy, nie za bardzo próbując szeptać. Chciałabym, żeby ich zaskoczył i zachwycił. Mają wtedy szeroko otwarte buzie, a po spektaklu opowiadają z wypiekami na twarzy, co się wydarzyło. Czasem potem w domu w zabawach pojawiają się elementy przedstawienia. Wreszcie – chciałabym, żeby zawsze był naszym wspólnym przeżyciem. Dlatego nigdy nie odprowadzam ich na spektakl, zawsze oglądam razem z nimi. Potem mamy tematy do wspólnych zabaw i rozmów.

Teatr dla dzieci może być miejscem, gdzie rozwijamy ich wrażliwość na otaczający świat. Gdzie przez bohaterów przeżywają emocje, których nie przeżyliby sami i uczą się czegoś nowego. Gdzie razem – dzieci i dorośli – przeżywamy wspólną przygodę. Wreszcie – miejscem, w którym mogą zobaczyć, że sztuka może przetworzyć życie w fascynujący sposób.

Podobne

O Autorze

Główna specjalistka ds. PR w Miejskim Teatrze Miniatura w Gdańsku. Absolwentka teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współautorka i autorka scenariuszy do spektakli, w Teatrze Miniatura do „Brzydkiego kaczątka”, „Siedmiu krasnoludków” i „Magicznych świąt Malwiny”, tłumaczka, m.in. wystawionej w Miniaturze „Błękitnej planety” Andriego Snaera Magnasona. Jako organizatorka wydarzeń kulturalnych, specjalistka ds. promocji, redaktorka i korektorka współpracowała z wieloma instytucjami, m.in. Gdańskim Teatrem Szekspirowskim, Fundacją Theatrum Gedanense, Gdańskim Archipelagiem Kultury, gdańskim Biurem ESK 2016, Fundacją Teatru BOTO, Fundacją Un Gusto A Miel (Międzynarodowy Festiwal Literatury i Teatru between.pomiędzy), Miastem Sopot (Międzynarodowy Festiwal Literacki Sopot), Muzeum Emigracji w Gdyni, Teatrem na Plaży w Sopocie, Bałtycką Agencja Artystyczną BART, Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany