Wszędzie gdzie pojawia się popyt, musi istnieć podaż. To samo dotyczy podróbek. Nikogo przecież nie trzeba przekonywać, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na markowe produkty albo… No właśnie, „prawie markowe”, które wprawdzie są gorsze jakościowo, ale za to dobrze się kojarzą.

Kusząca perspektywa?

Chęć posiadania markowej torebki czy okularów przeciwsłonecznych bywa trudna do przezwyciężenia, nawet po uwzględnieniu rachunku ekonomicznego. Zwłaszcza panie mogą mieć problem, by się oprzeć takiemu pragnieniu, choć oczywiście nie tylko one. Zakup wyrobów, które tylko „nieznacznie” odbiegają jakością od oryginału, lecz go przypominają, może się zatem jawić jako kusząca perspektywa. Czy rzeczywiście?

Można czy nie można?

Niektórzy klienci noszący podróbki mają dylematy natury moralnej. Czy takie działanie jest zgodne z prawem? Niestety, w Polsce jest. To prawda, że policja nie może nam zarekwirować podrobionego towaru, o ile oczywiście nim nie handlujemy. Nie powinien być to jednak powód do dumy, wprost przeciwnie. Kupowanie podróbek można przyrównać do paserstwa, bo nielegalne kopiowanie czyjegoś wyrobu to po prostu kradzież. Co prawda, czasami używa się eufemizmu „inspiracja”, ale to tylko kwestia nazewnictwa.

Nie da się zatem ukryć, że kupowanie i używanie podróbek powinno być oceniane co najmniej jako naganne. Niestety, zły przykład idzie z góry. Nie brakuje celebrytów, którzy publicznie używają podróbek. Wprawdzie wystawiają sobie tym samym nie najlepszą opinię, ale również „puszczają oko” do potencjalnych klientów.

Warto czy nie warto?

Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: „nie warto”. Obrońcy tanich podróbek z pewnością podniosą argument ich niskiej ceny. Nie da się ukryć, że cena falsyfikatu stanowi jedynie ułamek wartości rynkowej oryginalnego wyrobu. Warto jednak się zastanowić nad przyczyną takiego stanu rzeczy. Płacąc za produkt oryginalny, nabywamy nie tylko prawo do noszenia znanego logo. Płacimy również za materiał, koncepcję, technologię, trwałość i jakość wykonania. Te wszystkie aspekty są obce wytwórcom i dystrybutorom falsyfikatów, którzy stawiają jedynie na wyeksponowanie pożądanego logotypu i maksymalizację zysku przy najniższych kosztach. Podróbka jest zatem wyłącznie tanim wyrobem – i na tym się kończą jej zalety.

Nawet po pobieżnej refleksji można dojść do wniosku, że kupowanie podróbek nie ma żadnego uzasadnienia – ani prestiżowego, ani praktycznego, ani nawet ekonomicznego. Kupując falsyfikat, nabywamy produkt fatalny jakościowo, w złym guście, który został wytworzony przez osoby naginające prawo. Jego trwałość jej adekwatna do ceny, czyli rażąco niska. Czy naprawdę na takich zakupach powinno nam zależeć?

Jeśli to nie podróbka, to…

oczywiście oryginał! Malkontenci od razu zwrócą uwagę, że oryginalny produkt musi kosztować. To prawda, lecz w zamian otrzymujemy prawo do pełnej satysfakcji z zakupów. Poza tym nie zawsze jesteśmy skazani na ceny, które wydrenują zawartość naszych portfeli. Zarówno w sklepach internetowych, jak i tradycyjnych nie brakuje ciekawych ofert wyprzedaży markowych produktów. Na szczególną uwagę zasługują outlety. Można tutaj znaleźć markowe wyroby, które są znacznie przecenione, nawet do 90%, a jednocześnie pełnowartościowe. Końcówki serii, zakończone kolekcje czy nadwyżki produkcyjne – to wszystko sprawia, że zakupy oryginalnych produktów wysokiej jakości mogą być korzystne zarówno pod względem jakościowym, jak i ekonomicznym. To zdecydowanie lepszy wybór niż poszukiwanie tanich podróbek, które po krótkim użytkowaniu nadają się jedynie do utylizacji…

Podobne

O Autorze

Mat. Redakcyjne

Magazyn Together - Rodzinna strona Trójmiasta

Jedna odpowiedź

  1. Sportowy-But.pl

    Zdecydowanie nie ma sensu! Takie buty z oryginałami mają wspólny tylko wygląd (i to z daleka, z bliska widać zazwyczaj sporo niedociągnięć). Materiały z których są wykonane są inne, sztuczne, podeszwy wylane plastikiem, który jest ciężki a w ogóle nie amortyzuje. Miałam raz chińskie podróbki Air Maxów- cięższe niż moje buty trekkingowe, przemakające nawet od porannej rosy, totalnie nieoddychające, noga się poci, wkładka jest całkiem płaska, zero wyprofilowania. Jeśli kogoś nie stać na firmowe buty z najnowszych kolekcji można poszukać w sklepach wyprzedażowych albo w trakcie promocji. Można za 150 zł, a nawet mniej, spokojnie upolować parę Ników, Pum czy New Balanców.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany