Kolejna odsłona tablodiowych rewelacji czy rzeczywiste zagrożenie? Takie pytanie można sobie zadać, zapoznając się z kolejnymi doniesieniami na temat potencjalnie śmiertelnie niebezpiecznej gry wirtualnej. Chodzi o „Niebieskiego Wieloryba”. Przed rozgrywką całkiem serio ostrzegają władze Rosji. A ponieważ zagrożenie może przeniknąć również i do Polski, nie być może nie warto całkiem go lekceważyć.

O co chodzi?

Pomysł rozgrywek typu challenge, w którym rzeczywistość realna łączy się z wirtualną, nie jest nowy. Wyzwania rzucane w internecie nie od wczoraj cieszą się dużą popularnością, a niekiedy są realizowane w szczytnych celach. Aplikacje na mobilne urządzenia sprawiły, że świat cyfrowy i realny przenikają się silniej niż kiedykolwiek dotąd. Poszukiwania Pokemonów w najbardziej nietypowych miejscach już niemal nikogo nie dziwią. A to przecież tylko jeden spośród wielu przykładów.

W przypadku „Niebieskiego Wieloryba” nie chodzi już jednak o niewinne zbieranie kolejnych punktów. To seria wyzwań, które balansują na granicy odwagi, brawury i kompletnej bezmyślności. Przykłady? Jednym z pierwszych zadań we wspomnianej rozgrywce ma być wycięcie żyletką na skórze gracza wizerunku wieloryba. Dalej jest tylko gorzej. Poszczególne wyzwania (jest ich kilkadziesiąt) układają się w równię pochyłą, na której końcu jest samobójstwo… Wcześniej są zadania polegające m.in. na samookaleczeniu, oglądaniu psychodelicznych filmów czy wspinaniu się na wskazane konstrukcje i budynki.

Adresaci rozgrywki

Przede wszystkim nie ma mowy o tym, by była prowadzona oficjalna rekrutacja do tego challengu. Uczestnicy „zabawy” sami niejako zgłaszają swój akces, choćby przez umieszczanie wpisów opatrzonych odpowiednim hashtagiem, czekając na to, aż zgłosi się do nich „mentor” rozgrywki. Przekazuje on poszczególne zadania do wykonania w rzeczywistym świecie. Wedle doniesień rosyjskich mediów (www.izwiestja.ru), gra ma formę 50/50 – trwa przez 50 dni i polega na realizacji 50 wyzwań. Podkreślmy: ostatnie z nich to samounicestwienie.

Wykonawcy zadań mają się rekrutować z grupy osób w wieku 14–17 lat. Jak można przypuszczać, ta grupa jest najbardziej podatna na sugestie z zewnątrz. W okresie poszukiwania własnej tożsamości, chęć pokonania własnych słabości i świadomość uczestnictwa w niezwykłym przedsięwzięciu mogą mieć ogromne znaczenie. Dorosłe osoby, które mają zdecydowanie bardziej rozwiniętą umiejętność racjonalnej oceny rzeczywistości, z reguły unikają destrukcyjnych rozgrywek. Nie działa też na nich już w takim stopniu aura tajemniczości.

Jest się czego obawiać?

Wedle doniesień mediów z Rosji, Kirgistanu, Kazachstanu, na wschodzie Europy mają działać „grupy śmierci”, które rozpoczynają właśnie ekspansję na inne kraje, takie jak Rumunia i Polska. Jeśli wierzyć w te informacje, nastolatki z Polski mogą się czuć zagrożone. W zasadzie nie tyle oni, co ich rodzice. Bo przecież nastolatek, który daje się „złowić” do tego typu gry, nie odczuwa niebezpieczeństwa, lecz falę fascynacji. Póki co, brakuje potwierdzenia ze strony polskich służb realnego zagrożenia z tej strony. Nie oznacza jednak, że ono jest ono całkowicie fikcyjne.

Sam fakt, że słynna już czarna wołga jest jedną z miejskich legend, nie zwalnia nas z ostrożności przed wsiadaniem do cudzych samochodów. Jednocześnie fobie przed każdym obcym, który pyta o godzinę, są pozbawione rozsądku. Co prawda, oficjalnie nie powiązano zgonów 130 rosyjskich nastolatków z procederem „Niebieskiego Wieloryba”, niemniej nie da całkowicie wykluczyć, że takie relacje istnieją.

Samotność offline

Niezależnie od tego, czy wierzymy w doniesienia wschodnioeuropejskich mediów, nie da się ukryć, że coraz większej liczbie nastolatków doskwiera samotność. Intensywne poszukiwanie namiastki prawdziwej płaszczyzny porozumienia w sieci, która jest normalna w okresie dojrzewania, może być wykorzystywane przez cyberprzestępców – począwszy od pospolitych hejterów, złodziei tożsamości, poprzez pedofilów, a skończywszy na przywódcach destrukcyjnych sekt. Rodzice muszą o tym pamiętać każdego dnia, nawet jeśli ich dzień pracy trwa znacznie dłużej niż typowe osiem godzin. Kupno dziecku najnowszego tabletu czy komputera nie zastąpi rodzicielskiego wsparcia i wymiany myśli. Dziecko, które na co dzień będzie czuło się kochane, ważne i potrzebne, nigdy nie zwróci się o wsparcie do tajemniczego „mentora” autodestrukcyjnej rozgrywki online.

Podobne

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

2 komentarze

    • Redakcja
      Redakcja

      Szanowna Pani,
      Dziękujemy za uwagi, niemniej pragniemy nadmienić, że artykuł uwypukla hipotetyczne zagrożenie, nie zaś na realne zjawisko, co wielokrotnie zostało wyraźnie podkreślone, choćby przez użyty zwrot: “nie powiązano zgonów 130 rosyjskich nastolatków z procederem ‘Niebieskiego Wieloryba’”. Trudno więc mówić o wprowadzaniu kogokolwiek w błąd. Zależało nam raczej na zasygnalizowaniu pewnego niebezpieczeństwa, które wiąże się z przenikaniem rzeczywistości realnej i wirtualnej. Pod tym względem żaden rodzic nie może się czuć bezpieczny.

      Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany