Together Magazyn » Więcej » Mój Biznes i finanse » Primo Piatto – biznes na kółkach

Primo Piatto – biznes na kółkach

Przedstawiamy Magdę i Piotra – wybrańców, którzy pracując czują się jak na wakacjach w swoim domku nad jeziorem. Mają również to szczęście, że zatrudniają najlepszych pracowników – czyli samych siebie.

 

Magda Stefańska: W czerwcu zadebiutowaliście na trójmiejskim rynku „restauracją na kółkach” Primo Piatto. Ile czasu minęło od pomysłu do jego realizacji?

Magdalena: Sama myśl dojrzewała dobry rok, zanim udało nam się pozyskać niezbędne środki. Z początkiem stycznia tego roku zaczęliśmy przygotowania. W lutym kupiliśmy samochód, którego dość długo szukaliśmy. Kolejne dwa miesiące zajęło nam przystosowanie wnętrza auta. Piotr sam zbudował w pełni wyposażoną kuchnię.

Dlaczego zdecydowaliście się na tego typu działalność?

Piotr: Marzyła się nam i marzy włoska restauracja z prawdziwego zdarzenia. Jest to jednak duża inwestycja, na którą zgromadzenie środków było dla nas nieosiągalne. Stwierdziliśmy zatem, że najpierw zrobimy coś mniejszego. To miało być coś, co pozwoli wykazać się kulinarnie, pokazać klientom, uzyskać rozeznanie i opinie o naszej kuchni. Żeby to osiągnąć, nie ma nic lepszego niż Food Truck.

M.: Dzięki mobilnej gastronomii możemy pokazać się w całym Trójmieście i nie tylko, rozmawiać z klientami, poznawać ich preferencje, sprawdzić się. To pierwszy punkt w realizacji naszych marzeń biznesowych.

Przystępując do realizacji, mieliście już za sobą doświadczenia zawodowe w gastronomii?

M.: Moja przygoda z gastronomią dopiero się zaczęła. Wcześniej zajmowałam się tematem kawy i włoskich win. Stąd pomysł na własną markę kawy – projekt, który udało nam się również zrealizować. Linię produktów Primo Caffe tworzą cztery kompozycje mieszanek kawy ziarnistej.

P.: Ja w gastronomii pracuję już od dobrych kilku lat. Doświadczenie zdobywałem na różnych stanowiskach w wielu restauracjach w Polsce i w Anglii. To właśnie wiedza, którą tam nabyłem oraz praktyka są teraz filarem prowadzenia Primo Piatto. Ponadto kuchnia włoska jest moją największą pasją.

Czy jest w Polsce lub na świecie Food Truck, który traktujecie jako wzór?

P.: Nie. Są ludzie, których podziwiamy i którzy są naszymi mentorami w zakresie umiejętności prowadzenia biznesu. Cieszą nas sukcesy Polaków, którzy wynieśli swoje pomysły bardzo wysoko i korzystnie kształtują nasze otoczenie, rynek.

M.: Bacznie obserwujemy na przykład nowatorskie poczynania Panów Dariusza Miłka i Macieja Grabskiego. Jeżeli chodzi o Food Trucka, to od początku wiedzieliśmy jak ma wyglądać ten nasz. Nie natrafiliśmy na podobne rozwiązanie. Chociaż mobilna gastronomia rozwija się w Polsce dynamicznie, wciąż jest zjawiskiem nowym, a tym samym przedsięwzięciem ryzykownym, niepewnym. Czy mieliście jakieś obawy i czy one się sprawdziły?

P.: Obaw była cała masa. Powodzenie mobilnej gastronomii zależy od wielu czynników, takich jak chociażby pogoda. Ścigaliśmy się z czasem przystosowując samochód. Po drodze wynikło wiele problemów technicznych związanych z autem i budową kuchni.

M.: Na szczęście problemy dało się rozwiązać. Przede wszystkim obawialiśmy się, czy wystarczy nam środków i czy wytrzymamy ze sobą pracując razem (śmiech). Nadal mamy obawy, zdarzają się gorsze dni, przeszkody. To jest cały urok prowadzenia własnego biznesu – zrobić wszystko tak, aby nie zwariować i jeszcze na tym zarobić.

Z jak dużym nakładem finansowym trzeba się liczyć „na start”, otwierając Food Trucka?

M.: W naszym wypadku były to koszty związane przede wszystkim z zakupem i przystosowaniem samochodu. Dużym wydatkiem jest również import produktów z Włoch, których używamy na co dzień w pracy. Potrzebowaliśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych na doprowadzenie wszystkiego do zadowalającego stanu.

P.: Środków nigdy nie jest dość. Zawsze coś można zrobić lepiej.

A koszty bieżące już podczas prowadzenia działalności?

P.: Food truck może stawać i pracować w różnych miejscach. Za większość tych miejsc trzeba jednak zapłacić i to często niemało. Również na bieżąco importujemy masę produktów.

M.: Jest to nasze pierwsze samodzielne przedsięwzięcie. Zdążyliśmy już popełnić błędy, które są chyba nieuniknione i za które płacimy z własnej kieszeni.

Czy macie już za sobą pierwsze „przygody” lub doświadczyliście jakichś utrudnień podczas prowadzenia działalności?

P.: Nie licząc przygód niedoszłej kradzieży agregatu o wadze stu kilogramów, czy wciągnięcia przez wpłatomat całego utargu, to największą bolączką Food Trucków są „miejscówki”. Gdy już upatrzymy sobie miejsce, trzeba znaleźć właściciela, a potem się dogadać. To czasochłonne zajęcie. W Trójmieście jest już sporo Food Trucków i to się czuje. Każdy chce stanąć w jak najlepszym miejscu. Kto pierwszy ten lepszy.

Czy przepisy prawne w Polsce sprzyjają prowadzeniu tego typu interesu?

P.: Przepisy w Polsce to ciężki temat. Są bardzo niejasne i niesprecyzowane. Cała ich masa potrafi dotyczyć jednego zagadnienia. W naszej opinii nie są to jednak jakieś ogromne przeszkody, a na pewno nie powód, żeby rezygnować czy bać się realizacji przedsięwzięcia. Wszystko jest do zrobienia.

Jakie są według Was największe pozytywy prowadzenia Food Trucka?

M.: Cieszymy się, że udało nam się zrealizować to przedsięwzięcie do końca, że ruszyliśmy. Gotujemy, mamy klientów, którzy doceniają naszą pracę i do nas wracają. Fajne jest to, że robimy to razem i że nasz los leży w naszych rękach. Śmiejemy się, że w Food Trucku czujemy się jak w naszym domku nad jeziorem. Trochę jak na wakacjach – cały dzień na świeżym powietrzu.

Wspomnieliście, że kuchnia włoska jest pasją Piotra. To był głównym powód, dla którego zdecydowaliście się właśnie na ten rodzaj kuchni?

P.: Najlepiej czuję się przygotowując włoskie dania. Znam włoską kuchnię dobrze, a równocześnie cały czas odkrywam coś nowego.

M.: Ja z kolei mogłabym jeść tylko makarony. Trudno zatem byłoby zdecydować się na coś innego.

Które dania cieszą się największym powodzeniem wśród klientów i na jaką kieszeń są proponowane?

M.: Nasze menu jest różnorodne. Staramy się pokazać klientom cały wachlarz kompozycji z pastą w roli głównej. Klienci ukochali przede wszystkim naszą Arabiattę na boczku Pancetta. Natomiast najpopularniejsze panini to te z Prosciutto di Parma i z Salame Picante.

P.: Biorąc pod uwagę klasę produktów, na których pracujemy, i że sprowadzamy wszystko bezpośrednio z samego źródła, nasze ceny są wyjątkowo przystępne. Ceny panini to przedział 10 – 14 złotych, a za makaron klienci muszą zapłacić 12 – 18 złotych.

Gdzie najczęściej można Was spotkać?

P.: Są wakacje, zatem staramy się być wszędzie, gdzie coś się dzieje. A jak się nie dzieje, to zaszywamy się na naszej stałej miejscówce w Gdańsku-Morenie w pobliżu Centrum Handlowego przy ulicy Myśliwskiej.

Czy planujecie prowadzić Primo Piatto również w okresie zimowym? Biorąc pod uwagę polski klimat, to może nie być łatwe.

M.: Tak, mamy taki zamiar. Dopóki palce nie odmówią posłuszeństwa na mrozie, będziemy gotować.

P.: Mamy też kilka innych zajęć na zimę, które z racji prowadzenia Food Trucka teraz odeszły na drugi plan. Stworzyliśmy ofertę produktów włoskich dla restauracji; zamierzamy ją wdrożyć, gdy będziemy mieli trochę więcej czasu. Drugim tematem jest oferta obejmująca przygotowanie i obsługę cateringową wszelkiego rodzaju imprez biznesowych, a także oferta sprzedaży kawy ziarnistej do biur.

M.: No i pozostaje jeszcze sklep internetowy kierowany do klienta detalicznego, gdzie w ofercie znajdują się między innymi oliwy, octy, kremy balsamiczne, sery, wędliny i kawa.

Czy uważacie, że Trójmiasto to dobre miejsce na prowadzenie Food Trucka?

P.: Trójmiasto wyjątkowo upodobało sobie kuchnię włoską. Włosi uważają, że to zaraz po Warszawie najlepsze miejsce na inwestycje związane z gastronomią opierającą się na włoskich produktach.

M.: Trójmiasto to też miejsce, gdzie w sezonie letnim wiele się dzieje. Przyjeżdża do nas mnóstwo wczasowiczów, jest sporo eventów, festynów. Zainteresowani jesteśmy również tematem centrów biznesowych.

P.: Jako rodowici gdańszczanie czujemy się w naszym mieście jak ryby w wodzie. Potencjał pod tego typu działalność jest ogromny, chociaż konkurencja duża.


Pracujecie sami czy zatrudniacie pracowników?

M.: Zacytuję naszego kolegę, również właściciela Food Trucka: „Zatrudniamy najlepszych ludzi na świecie – czyli samych siebie”. To nie jest czas na zatrudnianie personelu. Musimy sami zbudować naszą markę, słuchać ludzi, ich opinii, być w centrum wydarzeń. Nigdy nikomu nie będzie zależało na Primo Piatto tak jak nam. Gdy jedziemy na większe wydarzenia, zabieramy ze sobą naszego kolegę Federico – Włocha, ale my jesteśmy zawsze na miejscu i na razie nie planujemy tego zmieniać.

Macie aktualnie jednego Food Trucka. Czy planujecie rozwój firmy?

M.: Mamy marzenie i będziemy dążyć do jego zrealizowania. Tym marzeniem jest niezmiennie restauracja – przytulne miejsce z domową atmosferą i kuchnią włoską, gdzie będziemy witać znajome twarze klientów i realizować się biznesowo.


Lubicie swoją pracę?

M.: Oczywiście, że ją lubimy. To przygoda naszego życia.

P.: Lubimy ludzi, świeże powietrze, włoskie jedzenie i dobrą kawę. Wszystko to mamy.

Dziękuję za rozmowę


Food Truck – samochód dostawczy zaadaptowany na mobilny bar. Pierwowzorem dzisiejszych food trucków jest „chuckwagon” – wóz wojskowy przerobiony w 1866 roku przez Charlesa Goodnighta. Dostarczał kawę i ciepłe posiłki dla wypasających bydło kowboi z Teksasu. Ojczyzną Food Trucków jest USA, tylko w Nowym Jorku funkcjonuje około 2000 gastrowozów (z niektórych można zjeść nawet homara!).

Rynek gastronomii na kółkach dynamicznie rozwija się od kilku lat także w Polsce. Samochody z jedzeniem obecne są już w niemal każdym większym mieście. W Trójmieście czynnie pracuje około 30 – 40 Food Trucków. Serwowane dania nie mają nic wspólnego z produktami kojarzonymi z barów szybkiej obsługi. Często wykorzystuje się produkty wysokiej jakości, a przygotowywane dania są na miarę tych z dobrych restauracji. Najbardziej popularne są burgery. Smaczne jedzenie – w połączeniu ze stosunkowo niską ceną i dostępnością – czyni jedzenie z food trucków wyjątkowo modnym.

Samochody z mobilną gastronomią można zobaczyć przede wszystkim na parkingach miejskich, przed biurowcami i uczelniami, a wieczorami i w nocy, kiedy restauracje są już zamknięte – przed klubami. „Jedzenie na kółkach” cieszy się dużym zainteresowaniem również podczas różnego typu imprez plenerowych. Społeczność właścicieli i pracowników mobilnych barów organizuje także własne festiwale i zloty. Czwarty „Festiwal Smaków Food Trucków” odbędzie się w Gdańsku w dniach 18 – 19 lipca.

Oceń