Wpół do dziesiątej, ostatni mail wysłany, zmywarka szumi, a w drzwiach lodówki stoi wino otwarte wczoraj. Nalewasz jeden kieliszek, na rozluźnienie, bo dzień był długi i przecież się należy. Mało kto pyta wtedy, co konkretnie ma się rozluźnić.
Lampka wina do kolacji ze znajomymi to inna sprawa niż butelka, która co wieczór służy za wyłącznik dnia. Tu chodzi o tę drugą: o nawyk, w którym alkohol przestaje być przyjemnością i staje się narzędziem do zejścia z obrotów. Jako narzędzie sprawdza się gorzej, niż się wydaje, i to z kilku powodów naraz.
Głowa cichnie, barki zostają pod uszami
Pierwsze pół godziny po kieliszku bywa miłe. Alkohol spowalnia pracę układu nerwowego, więc myśli przestają się gonić, a jutrzejsze sprawy mniej uwierają. Wyciszona głowa to jednak jeszcze nie wypoczęte ciało. Ramiona po dniu przy biurku bywają podciągnięte, szczęka zaciśnięta, a po kieliszku łatwiej przestać to zauważać.
Metaanaliza badań eksperymentalnych opublikowana w 2017 roku w „The Journal of Pain” pokazała, że alkohol podnosi próg bólu, i to tym wyraźniej, im więcej się wypiło. Dyskomfort z napiętych mięśni łatwiej wtedy przeoczyć, a jego przyczyna nigdzie się nie wybiera. Kto cały dzień siedział, nadal ma sztywny kark, kto stał za ladą – ciężkie łydki. Bliżej temu do znieczulenia niż do odpoczynku.
Przy przytępionych zmysłach traci sens także sesja, w której liczy się dotyk. Niejeden salon masażu ma zresztą w tej sprawie prostą zasadę. Amara Tantric Massage, salon masażu tantrycznego i erotycznego, zaznacza na swojej stronie, w części z pytaniami i odpowiedziami, że gości pod wpływem alkoholu nie przyjmuje.
Noc, za którą płaci się rano
Druga sprawa to sen. Po winie zasypia się szybko i to akurat prawda. Badacze snu od lat opisują jednak dalszy ciąg: w drugiej połowie nocy sen staje się niespokojny i częściej bywa przerywany. Podsumował to między innymi przegląd badań opublikowany w 2013 roku w czasopiśmie „Alcoholism: Clinical and Experimental Research”. Kieliszek „na sen” pomaga więc zasnąć, ale niekoniecznie się wyspać.
Wiele osób zna ten schemat z własnego łóżka, nawet jeśli nie czytało żadnego badania. Pobudka przed świtem, suche gardło, w głowie znowu lista spraw. Rano trudno nazwać taki wieczór odpoczynkiem. To raczej pożyczka, spłacana następnego dnia gorszym humorem i drugą kawą przed dziesiątą.
Trzecia sprawa to przyzwyczajenie. Przy regularnym piciu organizm się adaptuje i ten sam kieliszek uspokaja coraz słabiej, więc żeby poczuć dawny efekt, trzeba nalać więcej. Podobnie bywa z kawą: z czasem jedna filiżanka przestaje stawiać na nogi. Tak z jednego kieliszka łatwo zrobić dwa, a potem trzy.
Skąd się bierze wieczorny kieliszek
Butelka ma nad innymi sposobami kilka prostych przewag. Stoi pod ręką, nie wymaga wychodzenia z domu ani planowania, działa szybko i niczego od nas nie chce. Do tego ma mocne alibi w obyczajach. Pijemy „na zdrowie”, na urodziny, na pocieszenie, a po ciężkim dniu – bo się należy.
Kiedy jednak przyjrzeć się, czego szukamy o tej godzinie, wychodzi inna lista. Szukamy wyraźnego znaku, że praca się skończyła. Chwili, w której nic od nas nie zależy. Ciepła. Czasem obecności drugiej osoby, przy której nie trzeba rozmawiać. Alkohol daje namiastkę kilku z tych rzeczy naraz, dlatego tak łatwo się do niego przywiązać.
Każdą z nich da się jednak dostać wprost. Trzeba tylko wiedzieć, której akurat brakuje. Po ośmiu godzinach przy komputerze ciało zwykle domaga się ruchu i ciepła, a głowa dawno ma dość ekranu. Po dniu pełnym ludzi i rozmów brakuje raczej ciszy i chwili tylko dla siebie.
Co postawić w miejscu butelki
Najprościej zacząć od samego momentu. Skoro kieliszek był sygnałem „na dziś koniec”, potrzebny jest inny sygnał, równie czytelny. Dla jednych będzie to gorący prysznic zaraz po powrocie i przebranie się w coś, w czym nie chodzi się do pracy. Inni kładą się na dziesięć minut na podłodze, z łydkami na kanapie, i po prostu leżą.
Niektórym pomaga zachowanie samego rytuału. Ten sam kieliszek na wysokiej nóżce, ta sama pora i miejsce na kanapie, tylko w środku woda gazowana z plastrem cytryny albo zimny napar z mięty. Ręka dostaje to, do czego przywykła, a głowa – nowy sygnał, że dzień się skończył.
Dobrze sprawdza się też ciepło: wanna, termofor, gruby koc na kolanach albo wełniane skarpety. Do tego krótki spacer bez telefonu, choćby dookoła bloku. Żaden z tych sposobów nie działa tak szybko jak alkohol i przez pierwsze wieczory może brakować tego znajomego momentu, kiedy w głowie robi się luźniej.
Można też oddać ciało w ręce kogoś, kto zawodowo zajmuje się masażem. Taka godzina daje ciepło i obecność drugiej osoby, przy której można milczeć, a przy tym nie trzeba niczego pilnować ani robić. I tu obowiązuje warunek z pierwszej części: na masaż przychodzi się trzeźwym.
Kiedy nawyk przestaje być nawykiem
Wszystko powyżej dotyczy nawyku, a nie uzależnienia. Jeśli wieczorny kieliszek przestał być wyborem, jeśli bez niego trudno zasnąć albo jeden regularnie zamienia się w trzy, poradnik w magazynie nie wystarczy, a masaż tym bardziej.
Z tym idzie się do poradni leczenia uzależnień. Jak podaje serwis pacjent.gov.pl, skierowanie do niej nie jest potrzebne. Jeśli łatwiej zacząć od kogoś znajomego, pierwszą rozmowę można odbyć z lekarzem rodzinnym.
Dla pozostałych jest prosty eksperyment na najbliższy wieczór. Kiedy ręka sama powędruje do lodówki, zatrzymaj się na pół minuty i zapytaj ciało, czego chce. Jeśli odpowiedź brzmi „ciepła”, napuść wody do wanny. Jeśli „ruchu”, wyjdź na kwadrans z domu. Jeśli „ciszy”, wyłącz telefon i zgaś górne światło. Wino może poczekać do soboty i kolacji ze znajomymi.
Powiązane artykuły
Pieszczotliwe zwroty do mężczyzny – jak budować bliską relację słowami
Świąteczna inspiracja – duet z kaczki
Gotowe życzenia urodzinowe – jak wybrać idealne słowa na każdą okazję
Życie i kariera Jagody Kupichy – młodej aspirującej piosenkarki
Ergonomia jazdy – ustawienia fotela i kierownicy dostosowane do zimowych ubrań
Wigilia firmowa – nagroda czy przykry obowiązek?








