Together Magazyn » Aktualności » Z 4-latkiem przez Amerykę
podróż przez amerykę

Z 4-latkiem przez Amerykę

W zeszłym miesiącu opowiadaliśmy Wam o pierwszym tygodniu naszej miesięcznej podróży po Stanach. Drugi tydzień tej wyprawy upłynął pod znakiem pogoni za widokami i raczej były to piękne widoki, chociaż za niektórymi musieliśmy gonić, a o inne stoczyć bój.

Ostatnio rozstaliśmy się z wami w kempingu nad Virgin River, gdzie przeżyliśmy niezwykłą noc, odludną za to pełną gwiazd i skąpaną nagłym deszczem, który ustał równie nagle jak się pojawił. Stamtąd ruszyliśmy w stronę Ziemi Obiecanej Mormonów: Parku Narodowego Zion, czyli Syjonu. Jadąc tam braliśmy pod uwagę dwie możliwości albo Mormoni przesadzili z tą biblijną symboliką, albo miejsce to jest nie z tej ziemi. Według nas właściwa jest ta druga opcja. Pośród pustyń spieczonych słońcem jakimś cudem przetrwała kraina zielona, pełna życia, różnorodna i nieziemsko piękna: Syjon.
podróż przez amerykę
Wielki Kanion jest tak wielki, że, jak opowiadał pewnie przewodnik tego parku, sam wzrok schodzi na dno siedem dni. No i trzeba przyznać, że bardzo się nie pomylił. Nam wypatrzenie w dole nitki rzeki Kolorado, która wyrzeźbiła ten kanion, zajęło 3 dni. Z Zionu wyjechaliśmy w stronę północnej krawędzi Wielkiego Kanionu, gdzie rozbiliśmy namiot dosłownie 50 metrów od przepaści. Ale to, jeszcze nie była “ta” przepaść. Wielki Kanion jest tak wielki, że mieści w sobie kilka mniejszych kanionów – taka kanionowa incepcja. Z naszego obozowiska roztaczał się widok na Kanion Bright Angel i tą okolicę obraliśmy sobie za cel wędrówek na to popołudnie, a dopiero następnego dnia rankiem mieliśmy stanąć nad Wielkim Kanionem w miejscu gdzie prezentuje się w całej okazałości. Ale kiedy rano otworzyliśmy namiot zobaczyliśmy przed sobą tylko mgłę. No, ale cóż tak też może się zdarzyć.
wielki kanion
Krawędź północną i południową dzieli w najszerszym miejscu 29 kilometrów i na tych dwóch odległych krainach panuje zupełnie inny klimat. Północna krawędź jest zimniejsza, częściej też pada tu deszcz, jest trochę bardziej… jesienna, a na południowym brzegu w tym samym czasie jest lato. Są też inne różnice, na północy jest bardziej dziko, szlaki są w dużej mierze piaszczyste, mniej zadeptane. Południe daje więcej okazji do podziwiania widoków, ale jest też bardziej zurbanizowane i zatłoczone. Widok na Kanion Bright Angel zaostrzył nam apetyt na pejzaże więc ogłosiliśmy wdrożenie planu: Wielki Kanion 2. Nadłożyliśmy około 200 km w jedną stronę i dzień w samochodzie by dogonić widok na Wielki Kanion z południowej krawędzi. I udało się.

Ale to nie koniec naszego wyścigu po widoki, wracając z południowej krawędzi Wielkiego Kanionu w kierunku miejscowości Page w Arizonie przejeżdżaliśmy obok miejsca, które nosi nazwę: Horseshoe Bend. Tu rzeka Kolorado zakręca o 270 stopni. Była godzina 18, a więc tuż przed zachodem słońca. Mieliśmy do przejścia kawałek drogi (dla mniejszych nóżek to nawet kawał), który zamienił się w wyścig ze słońcem, i który przegraliśmy. A ja do tego o mało nie skręciłam nogi. Na miejsce dotarliśmy za późno. Fotografowie zbierali już swoje statywy, turyści wracali. Złota godzina minęła. Ale po chwili słońce, już zza horyzontu, oświetlało chmury pomarańczem i purpurą. A do tego ściana stworzona ze statywów rozstawionych nad przepaścią zyskała kilka luk, przez które można było zobaczyć nieziemski widok.

W Kanionie Antylopy czekał nas również bój o widok, ale była to walka innego rodzaju. Walka z hałasem, turystami i przewodnikami. Miejsce bez porównania do jakiegokolwiek innego, cud natury, co do tego nie ma wątpliwości. Szkoda tylko, że to wyjątkowe spotkanie z kanionem o bajecznej urodzie przypomina bardziej przyspieszony kurs fotografii, do tego głośny i nerwowy. „Czy pani jest z rodziny? Nie. No to proszę się przesunąć” (- tylko że tak naprawdę nie było tam słowa proszę). Na zdjęciach to miejsce wygląda dziko, pusto i pięknie.

Te miejsca i widoki były wprost niesamowite i dobrze, że zostaną na zdjęciach i filmach, bo w pamięci z czasem pewnie trochę zbledną. Ale nigdy nie zapomnę jaki dźwięk wydobył z siebie Igor kiedy stanął na krawędzi Wielkiego Kanionu. Nie zapomnę wyrazu twarzy Grześka wpatrującego się w przepaścią przy Horseshoe Bend, ani z jakim smakiem Igor wypił puszkę Coli, którą dostał w nagrodę za samodzielne przejście dwóch szlaków w Parku Narodowym Zion.

Autoutor: Sylwia Kołpućwww.rodzinanomadow.pl

Oceń
Szanowni Państwo,
Together Magazyn

W dniu 25 maja 2018 r. weszło w życie Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO), czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE. Jego celem jest unowocześnienie oraz ujednolicenie regulacji dotyczących ochrony danych osobowych obowiązujących na terenie Unii Europejskiej.

Niezbędne pliki cookies

Aby strona działała poprawnie pliki cookie powinny być włączone przez cały czas.

Pliki cookie innych firm

Włączenie tych plików cookie pomaga nam ulepszać naszą stronę.