Wśród dzieci z tak zwanej grupy niejadków mamy przypadki, które nie chcą jeść, chociaż ich niejedzenie nie ma podłoża medycznego czy sensorycznego; nie wynika też z nieprawidłowości z zakresu motoryki jamy ustnej. Po prostu dzieci te mają zawężone, bezpieczne dla siebie menu.

W grupie tej są dzieci, które rozwijają się prawidłowo, ponieważ niechęć do nowości i wybiórcze jedzenie jest po części etapem rozwojowym, czyli czymś zupełnie normalnym. Co więcej, czasami to właśnie nadmierne skupianie się rodzica na jedzeniu dziecka pogłębia problem.

Jak zachęcić dziecko do jedzenia nowości?

Jak sprawić, by nasze dziecko zaczęło jeść? Istnieje kilka prostych zasad, które naprawdę warto wdrożyć w życie.
Po pierwsze, pamiętajmy o zróżnicowanej diecie – dziecka i rodzica. To, co znajduje się na talerzu rodzica, jest dla dziecka bezpieczne, dlatego tak często maluchy sięgają po pokarmy z naszych talerzy, kiedy w tym samym czasie przed sobą mają identyczne danie. Zróżnicowana dieta rodziny sprawia, że dziecko w naturalny sposób poznaje smaki, kolory, zapachy i akceptuje wygląd pokarmu.

Po drugie, naturalna ekspozycja, czyli wspólne posiłki. W trakcie konsultacji wielu rodziców przyznaje, że nie mają oni czasu na rodzinne posiłki. Często spożywanie pokarmów odbywa się w pośpiechu i w nerwowej atmosferze. Tymczasem wspólny czas przy stole to naturalny i bezpieczny sposób na oswajanie dziecka z nowościami. Naturalną ekspozycją mogą być też wspólne zakupy, planowanie rodzinnego menu i przygotowywanie pokarmów, a jest to możliwe do zrealizowania z już naprawdę małymi dziećmi. Niekiedy rodzice przygotowują wymyślne posiłki i dziwią się, że ich dzieci nie chcą jeść kanapek w formie stateczków czy owocowych obrazków. Dlaczego? Bo chociaż jest to przyjemne dla oka, jest to nadal coś obcego dla dziecka. Ale jeśli pozwolimy mu wyczarować takie danie dla siebie, rodzica czy rodzeństwa, efekt może nas zaskoczyć.

Bardzo często my, rodzice, pragniemy, by nasze pociechy jadły zdrowe, zbilansowane posiłki, ale sami wybieramy zupełnie coś innego. To, niestety, nie zachęca, bo „niby dlaczego mam jeść coś innego niż mama czy tata” – myśli dziecko. Pamiętajmy, że ono potrzebuje co najmniej kilkunastu ekspozycji, by przekonać się do konkretnego produktu. To, że pierwsza reakcja jest negatywna, nie znaczy, że kolejny raz, również taka będzie.

Przyjemne chwile przy stole

Czas przy stole powinien być przyjemnością, dlatego wszelkie trudne i drażliwe tematy należy odłożyć na inny moment. Tu dbamy o atmosferę, ograniczamy stres, rezygnujemy z wszelkich negatywnych komentarzy w stylu: „nie mów z pełną buzią”; „nie mlaskaj”; „nie bujaj się na krześle” itp. Nauka dobrych manier powinna się odbywać poza porami posiłków. Pamiętajmy, że stres potęguje lęk. Celebrujmy wspólny czas, korzystajmy z niego, ile tylko się da. Ustalmy, że nie wypowiadamy się o jedzeniu negatywnie. Jeśli któremuś z członków rodziny coś nie odpowiada lub nie smakuje, niech po prostu tego nie je. Nie komentujmy również „problemu” dziecka – niech publiczne omawianie jego trudności nie zburzy całej rodzinnej atmosfery. Odczarujmy jedzenie i porę samego posiłku.

Rodzinne posiłki to również sposób na ograniczenie dostępu do wszelkich „zabawiaczy”, niech to drugi członek rodziny będzie dystraktorem, a telewizor czy tablet zostaną zabrane z zasięgu wzroku dziecka. Karmienie dziecka przed tabletem, bo więcej zje, sprawia, że nie zwraca ono uwagi na to, co je – pokarmy są mu obojętne i obce, a dodatkowo kompletnie nie czuje, że jest już najedzone.

Jakich zachowań unikać?

Bezwzględnie należy unikać przy stole również wszelkich prób nakłaniania. Łyżeczki-samoloty czy buzia, która zamienia się w garaż, to niezbyt trafione pomysły. Także same próby przekonywania, że należy jeść warzywa, by mieć siłę albo pić mleko dla silnych kości nie powinny mieć miejsca. Negocjacje w stylu: „zjedz buraczki, to pójdziemy oglądać bajkę”, porównania do rodzeństwa, które już dawno zjadło, manipulowanie oraz nagradzanie – tego wszystkiego unikajmy. Dlaczego? Bo w pewnym momencie i tak zabraknie nam argumentów, więc wszystko skwitujemy niepotrzebnym: „Masz jeść i koniec”. I chociaż większość rodziców, wie, że ten argument nie ma kompletnie sensu, to w przypływie emocji bardzo często się pojawia.

Regulacja procesów fizjologicznych

My, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za to, co i kiedy jedzą nasze dzieci. Jednak to one same decydują, ile i czy w ogóle coś zjedzą. Ich możliwości są zdecydowanie mniejsze niż możliwości osób dorosłych. Pozwolenie dziecku przejąć odpowiedzialność za to, ile zjadło, pozwala mu na regulację procesów fizjologicznych. Zaczyna odczuwać głód i sytość. Musimy jedynie pamiętać o stałych porach posiłków oraz ograniczeniu wszelkich przekąsek czy słodkich płynów pomiędzy nimi. Analiza tego, co jedzą przysłowiowe „niejadki” zwykle wskazuje, że wbrew pozorom jedzą one bardzo dużo, co więcej – prawie non-stop w ciągu dnia, a na obiad czy podwieczorek zwykle nie mają już miejsca.

Najważniejszy jest posiłek

Niektóre maluchy mają problem ze skupieniem uwagi. Ciężko jest im spędzić określony czas przy stole, dlatego szybko opuszczają swoje miejsce, by następnie uciekać przed rodzicem, chcącym jeszcze w zabawie troszeczkę podkarmić dziecko. Zadbajmy o ograniczenie wszelkich niepotrzebnych bodźców – niech na stole będą tylko produkty do jedzenia, zabierzemy zabawki z zasięgu wzroku dziecka; wyłączmy radio i telewizor, ściszmy telefony, skupmy się na posiłku. Zadbajmy o odpowiednio dobrane siedzisko, ponieważ czasami nawet zwykły brak podparcia dla stóp malucha jest mocno rozpraszający. Zwróćmy uwagę na zastawę dziecięcą. Czy jest praktyczna? Czy pozwala dziecku na samodzielność, a może jest tak wzorzysta, że rozprasza jego uwagę? Ogromne znaczenie ma również wielkość samego dania; czasami zbyt duża porcja lub jej sposób podania jest tak przeciążający, że dziecko nawet nie podejmuje próby zjedzenia, tylko z góry zakłada, że nie da rady i nie zjada.

I wreszcie zanim wybierzemy się z dzieckiem do specjalisty, z powodów jego niejedzenia, zastanówmy się, jaka jest nasza relacja wobec przyjmowania pokarmów. Jak jemy? Co jemy? Jak byliśmy karmieni jako dzieci? Niekiedy to pozwala rozwiązać – przynajmniej częściowo – problem.

Polecane

O Autorze

Marta Baj-Lieder

Logopeda wczesnej interwencji, terapeuta integracji sensorycznej, terapeutka Empathy Dolls®, terapeuta ręki, instruktor masażu Shantala, doradca noszenia ClauWi®. Jest autorką książek „Barwy Świata”, „Kręć się, biegaj, baw się z nami. Zestaw kart do terapii integracji sensorycznej” oraz artykułów ukazujących się na ogólnopolskich portalach. Członkini Stowarzyszenia Integracji Sensomotorycznej SISM oraz Polskiego Towarzystwa Integracji Sensorycznej Współzałożyciel Szkoły Terapii Karmienia „Od pestki do ogryzka” z siedzibą w Gdańsku i Warszawie.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany