Ogrodowe przyjęcia rzadko rozbijają się o menu. Częściej zawodzi logistyka: stygnące dania, stół ustawiony w pełnym słońcu i kolejka przy jednym blacie. Kilka decyzji podjętych wcześniej potrafi to zmienić.
Rodzinny obiad w ogrodzie, urodziny dziecka czy zwykłe sobotnie spotkanie z sąsiadami mają jedną wspólną cechę. Jedzenie stoi na dworze dłużej, niż stałoby w domu. Do tego dochodzi słońce, wiatr, owady i goście, którzy podchodzą do stołu falami. Warto potraktować część kulinarną jak osobny punkt planu, a nie dodatek do dekoracji.
Od czego zacząć planowanie?
Najpierw liczba gości, potem forma poczęstunku. Przy grupie do dziesięciu osób zwykle sprawdza się jeden wspólny stół. Powyżej tej liczby lepiej rozdzielić miejsce do jedzenia od miejsca, w którym stoją półmiski. Bufet daje swobodę, ale potrzebuje przestrzeni. Zakłada się zwykle około pół metra blatu na osobę, żeby kolejka się nie zatrzymywała.
Druga decyzja dotyczy rodzaju dań. Zimne przekąski, sałatki i ciasta wybaczają wiele. Dania ciepłe wymagają podgrzewaczy albo wydawania porcjami prosto z kuchni. Jeżeli w menu jest grill, warto od razu ustalić, kto przy nim stoi i kiedy pierwsza partia trafia na stół.
Gdzie ustawić stół z jedzeniem?
Najlepiej w cieniu i możliwie blisko wyjścia z kuchni. Krótka droga oznacza mniej noszenia i mniej wystygniętych dań. Warto omijać miejsce bezpośrednio za grillem, bo dym potrafi iść dokładnie w stronę półmisków. Przydaje się też ustawienie stołu w poprzek dominującego kierunku wiatru, żeby serwetki i lekkie opakowania nie fruwały po trawniku.
Owady to osobny temat. Klosze, przykrycia i zamykane pojemniki załatwiają większość problemu. Słodkie napoje lepiej trzymać w dzbankach z pokrywką, a nie w otwartych misach.
Dlaczego zadaszenie nad jedzeniem to nie przesada?
Słońce w pełnym letnim południu potrafi zrobić z sałatki coś, czego nikt nie chce jeść. Nagła ulewa kończy przyjęcie szybciej niż brak deseru. Zadaszenie rozwiązuje oba problemy naraz i pozwala nie przenosić wszystkiego do domu w pośpiechu.
Jeżeli poczęstunek ma trwać kilka godzin i obejmuje ciepłe dania, dobrym rozwiązaniem jest osobne zadaszenie tylko nad bufetem. Zostaje wtedy miejsce na podgrzewacze, zapasowe półmiski i naczynia. Praktyczne wskazówki, jak dobrać rozmiar i wyposażenie takiej konstrukcji, zebrano w poradniku o tym, jak wybrać namiot cateringowy.
A gdzie usiądą goście?
Strefa jedzenia i strefa siedzenia to dwie różne rzeczy. Nad stołem, przy którym goście spędzą kilka godzin, przyda się własne zadaszenie. Przy ośmiu osobach zwykle wystarczy konstrukcja o boku trzech metrów. Dziesięć osób plus miejsce na obsługę i wózek dziecięcy to już raczej wersja szersza. Jeśli wahasz się między rozmiarami, pomocne będzie porównanie pawilonów 3×3 i 3×4.
Przy dzieciach warto zostawić wolną przestrzeń obok, a nie wciskać wszystkiego pod jedno zadaszenie. Bieganie wokół stołu jest nieuniknione, więc lepiej je zaplanować niż z nim walczyć.
Jak utrzymać ciepłe dania ciepłymi, a zimne zimnymi?
Sprawdzają się proste rozwiązania. Podgrzewacze z paliwem żelowym trzymają temperaturę przez kilka godzin i nie wymagają prądu. Termosy obiadowe działają jeszcze prościej, choć mieszczą mniej. Zimne przekąski warto wystawiać partiami, a resztę trzymać w lodówce turystycznej z wkładami.
Dobrze też pomyśleć o kolejności. Sałatki i wędliny mogą stać od początku. Ciepłe dania lepiej wydać na krótko przed tym, jak goście usiądą. Deser zwykle czeka w domu i pojawia się dopiero, gdy stół zostanie sprzątnięty z głównych półmisków.
O czym łatwo zapomnieć?
Lista rzeczy drobnych bywa dłuższa niż lista dań:
- składane stoły i dodatkowe krzesła dla gości, którzy przyjdą z osobą towarzyszącą,
- obrusy oraz klipsy, żeby wiatr nie zsuwał materiału razem z talerzami,
- kosz na śmieci ustawiony z boku, a nie przy wejściu na taras,
- przedłużacz do podgrzewaczy albo oświetlenia, najlepiej zabezpieczony przed deszczem,
- oświetlenie strefy jedzenia, bo po zmroku bufet zwykle przestaje działać.
Komplet składanych stołów, obrusów i akcesoriów można skompletować w jednym miejscu, w sklepach z wyposażeniem eventowym takich jak NamiotPro. Ten sam sprzęt posłuży później przy komunii, urodzinach czy spotkaniu klasowym, więc zakup zwykle zwraca się po kilku okazjach.
Czego nie zostawiać na ostatnią chwilę?
Montażu zadaszenia i sprawdzenia prognozy. Pierwsze zajmuje więcej czasu, niż się wydaje, zwłaszcza gdy robi się to po raz pierwszy. Drugie decyduje o tym, czy w ogóle rozstawiamy bufet na trawie, czy przenosimy go bliżej tarasu.
Reszta to już przyjemność. Dobrze zaplanowana strefa serwowania sprawia, że gospodarz siedzi przy stole razem z gośćmi, zamiast biegać między kuchnią a ogrodem przez całe popołudnie.








