Anna Makowska, znana jako Doktor Ania, już od kilku lat stoi na straży zdrowego żywienia i nie ma wątpliwości co do tego, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Z wykształcenia doktor nauk farmaceutycznych, a także pedagog, posiada również dyplomy z dietetyki i żywienia człowieka oraz psychodietetyki. Mistrzyni ciętej riposty piętnuje najbardziej szkodliwe produkty i nagradza te, które warto mieć w swojej lodówce. Przed jej środkowym palcem drżą wszyscy producenci – oto Doktor Ania.

Jak narodził się pomysł na bloga i czy zaskoczył Cię jego sukces?

Pomysł na przekazywanie treści w sieci narodził się podczas spotkania z koleżankami z liceum. Zaczęłam jak zwykle opowiadać o jedzeniu i jedna z nich rzuciła „a może pisz o tym wszystkim w sieci?”. Pomyślałam wtedy, że w sumie czemu nie? Lubię pisać, a przy okazji może pomogę w ten sposób komuś w wybieraniu lepszych produktów w sklepie. Wieczorem tego samego dnia założyłam stronę na Facebooku i bloga na bezpłatnej platformie.

Czy zaskoczył mnie sukces? To zależy, co jest dla kogo miarą sukcesu. Zakładając bloga i profile Doktor Ania na Facebooku i Instagramie, nie myślałam w kategorii celów, sukcesów i planu na 5 lat. Chciałam robić to, co lubię, co sprawia mi satysfakcję, pozwala się rozwijać. Oczywiście gdzieś w sferze marzeń była luksusowa sytuacja, jaką jest utrzymywanie siebie i rodziny z pracy, którą się lubi, ale nie robiłam założeń, nie stawiałam nierealnych oczekiwań. Gdy miałam 7 lat, zaczęłam równolegle z podstawówką naukę w szkole muzycznej, którą ukończyłam po 6 latach, studia farmaceutyczne wymagały dużej ilości pracy i poświęceń, podobnie jak studia doktoranckie, pedagogiczne i dwa dodatkowe kierunki podyplomowe – jestem przyzwyczajona do tego, że za sukcesem stoi ciężka, codzienna praca przez lata. Tworząc markę Doktor Ania, wiedziałam, że i tu będzie podobnie.

Twoje wykształcenie, osiągnięcia zawodowe – Twój dorobek jest imponujący. Czy głód wiedzy i pęd za nią bywają kłopotliwe w życiu prywatnym?

Heh, dobre pytanie. To zależy (tak, to moja ulubiona odpowiedź), i tak i nie. Dla mnie nieustanny rozwój jest czymś oczywistym, co towarzyszy mi od małego, jest źródłem inspiracji, pozwala nie tylko poznawać świat, ale też uczyć się czegoś nowego o sobie. Akurat dla mnie to ważne, ale rozumiem ludzi, dla których im prostsze i mniej wymagające życie, tym lepiej. Myślę, że każdy z nas zna najlepiej drogę, którą powinien podążać, która przynosi zadowolenie, satysfakcję, spokój i równowagę.

Problem pojawia się jedynie wtedy, gdy spotyka się dwoje ludzi i jedno z nich nie rozumie, nie akceptuje czy nie szanuje inności drugiego człowieka. Przykładowo, ja nie rozumiem, ale szanuję sytuację, gdy ktoś czuje potrzebę oglądania telewizji codziennie. Byłoby fajnie, gdyby druga osoba – nawet gdy nie rozumie – również szanowała moją potrzebę codziennego poszerzania wiedzy.

Każdy z nas ma inne potrzeby i bardzo dobrze! Jeśli ludzie potrafią dogadać się, próbują zrozumieć, a nawet jeśli nie rozumieją, to chociaż zaakceptować, uszanować odmienne zdanie czy potrzeby drugiego człowieka – pęd za wiedzą albo za czymkolwiek innym nie stanowi problemu. Przy braku zrozumienia i szacunku problemem może być wszystko, nawet durna plama wody na blacie kuchennym czy okruchy na podłodze.

Urodziłaś się w Warszawie, ale od ponad 10 lat jesteś mieszanką Trójmiasta. Życie nad morzem to był Twój plan czy marzenie?

Nie planowałam, gdzie będę mieszkać i pracować, chociaż od zawsze lubiłam morze. Tak się w życiu prywatnym ułożyło, że trafiłam do Trójmiasta i już zostałam. Bardzo lubię tu mieszkać.


Plebiscyty „FAK of The Year” oraz „Łel Dan of The Year” – kiedy i jak powstał na nie pomysł i jakie są reakcje producentów, którzy otrzymują nominację? Czujesz, że budzisz postrach albo motywujesz do zmian?

Kiedyś zrobiłam zdjęcie środkowego palca na tle jednego z produktów ze słabym w moim odczuciu składem. Gdy patrzyłam na to zdjęcie, wpadł mi do głowy pomysł na plebiscyt. Kilka miesięcy później pomyślałam, że warto nagradzać też lepsze produkty.

Nie zastanawiam się, czy budzę postrach, nie jest to moim celem. Bardzo chciałabym motywować do szukania lepszych rozwiązań, zwłaszcza że często nie jest to aż tak trudne i drogie, jak się wydaje.

Czy jako społeczeństwo jesteśmy chociaż w miarę świadomi tego, co spożywamy? Poprawiamy się w tej kwestii, jest coraz gorzej czy może od lat tkwimy w stagnacji?

Myślę, że jest coraz lepiej, ale część osób nadal nie zdaje sobie sprawy z tego, że to, co jemy, ma realne przełożenie nie tylko na choroby w wieku późniejszym, ale też na nasze zdrowie i samopoczucie w życiu codziennym. Ludzie myślą, że jak są szczupli, to są zdrowi, a przecież insulinooporność, próchnica czy cukrzyca typu drugiego dotykają również osób o prawidłowej masie ciała, ale gołym okiem widać tylko próchnicę, prawda?

Wzrost świadomości widać na półkach sklepowych – coraz więcej jest wędlin z lepszym składem, napojów z obniżoną zawartością cukru – cieszą mnie te zmiany.

Odżywianie dzieci i produkty im dedykowane — jak oceniasz sposób żywienia polskich dzieci? Rodzice są świadomi czy idą na łatwiznę?

To zależy. Nie robiłam badań ogólnopolskich z udziałem rodziców i nie lubię generalizować, więc nie chciałabym wypowiadać się ogólnie.

Odnośnie produktów – są takie o lepszym składzie, ale jest też ogromna ilość produktów o składzie, który nie nadaje się nawet dla dorosłych, jeśli ktoś chce odżywiać się zdrowo, np. parówki, niektóre płatki śniadaniowe, desery mleczne z posypkami, drażami itp. Sytuacja jest złożona, bo nie każdy rodzic ma tyle czasu, wiedzy i cierpliwości, ile by chciał: na długie godziny przy półkach sklepowych, codzienne wielogodzinne gotowanie, tłumaczenie dziecku podstaw itp. Ale jest na to rada – wystarczy podjąć takie kroki, które nie wymagają od nas niesamowitych nakładów czasu i pieniędzy, a dają dobre rezultaty i to od tego najlepiej zacząć. Przykładowo, nienagradzanie słodyczami czy w ogóle jedzeniem (obecnie jest tyle rzeczy w sklepach, które możemy kupić w nagrodę, że to naprawdę nie jest problem), stopniowe zamienianie jogurtów owocowych na naturalne z dodatkiem owoców świeżych, słodzonych płatków śniadaniowych na musli z owocami suszonymi, parówek z fatalnym składem na te o lepszym, które leżą obok na półce i często są w podobnej cenie.

W sklepie warto patrzeć na ilość linijek w składzie i tabelę wartości odżywczych, na rubrykę „cukry”. To trwa pół minuty, a często pozwala wybrać lepszy produkt podczas porównania. Jeśli rodzic idzie na łatwiznę, to cenę – prędzej czy później – zapłaci dziecko. Być może już płaci, bo kilkuletni maluch na fotelu dentystycznym to już niestety smutny standard.

Zdarza Ci się zgrzeszyć i zjeść coś, czego nie powinnaś?

Nie łączę emocji z jedzeniem. Nie nagradzam się i nie karam jedzeniem. Staram się odżywiać w sposób zbilansowany, jem jak najwięcej żywności prostej, nieprzetworzonej, lokalnej, dużo warzyw, ryby, ale jeśli mam ochotę zjeść coś niezdrowego – po prostu to jem bez dorabiania jakiejś szczególnej ideologii.

Wszystko jest dla ludzi, jednak trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że dodatkowe kilogramy, gorsza odporność czy niektóre choroby nie biorą się z powietrza. Jeśli ktoś chce ślizgać się spożywczo przez życie na „oj tam, oj tam”, musi zdawać sobie sprawę z konsekwencji.

#kiszynkebydż – o co chodzi?

To hashtag kapusty kiszonej. Ponieważ nazwa po angielsku nie do końca mi się podoba, postanowiłam wymyślić swój hashtag. Tak powstały #kiszynkebydż (kiszyn, bo kiszona; kebydż, bo kapusta po angielsku) i #kiszynkiukamba oraz inne hashtagi.

Na swoich profilach wspominasz o swoim związku, nie unikasz porównań. Poprzednie związki „dały Ci w kość”?

Mam konto prywatne na Instagramie, więc nie wszyscy o tym wiedzą, ale oprócz dzielenia się wiedzą o produktach spożywczych, czasem wspominam tam o relacjach. Nigdy jednak o jednej konkretnej. Są to wnioski z kilkunastu relacji, przemyślenia oparte na 20 latach bycia w bardzo różnych związkach, a nie przywoływanie konkretnych osób.

Czy dały mi w kość? To zależy, co masz na myśli. Związek tworzą dwie osoby. Obwinianie wyłącznie partnera za bycie w ładnie wyglądającej, ale jednak toksycznej relacji, jest trochę bez sensu. Zamiast siedzieć i płakać, warto zakasać rękawy i coś zmienić – porozmawiać, pójść do specjalisty, a jeśli nic nie pomaga – odejść.

Myślę, że zarówno ja, jak i moi partnerzy popełnialiśmy błędy, pytanie tylko, czy potrafimy przyznać się do tego, czy idziemy w zaparte, że jesteśmy święci, co jest dla mnie absurdalne.

Z błędów można wyciągnąć wnioski, nawet gdy czasami upadamy, trzeba wstać i iść dalej, uczyć się, rozwijać, rosnąć. Dla mnie to naturalny proces. Nie da się sunąć przez całe życie na dywanie z płatków róż, warto pracować nad sobą, nawet jeśli to niewygodne.

Jeśli chcemy się czegoś nauczyć o innych i o sobie, zwykle jest to proces wymagający od nas nie tylko pracy, ale też wyjścia poza pewne bezpieczne i wygodne ramy. Siedzenie z herbatką w ciepłym fotelu jest przyjemne i wygodne, ale średnio nas rozwija. Z tym że oczywiście nie każdy czuje potrzebę rozwoju. Dlatego nie oceniam – jeśli ktoś lubi wygodne życie, może mniej szczęśliwe, może na cudzych warunkach, ale wygodne, i to jest priorytet – super. Ja wolę włożyć trochę pracy, być może wypracować wspólnie jakiś kompromis, jak się nie da, to odejść, ale generalnie walczyć o fajną codzienność na moich warunkach, a nie wedle czyichś standardów.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Marzę o rewolucji żywieniowej w przedszkolach i żłobkach. Wiem, że nie da się tego przeprowadzić w jeden dzień, że to raczej proces, a wydanie książki „Żywność dla dzieci” było dopiero początkiem. Kolejnym etapem jest obecnie przeznaczenie części dochodów ze sprzedaży moich książek i kursów online na wydrukowanie materiałów pomocniczych, które mam zamiar przekazać bezpłatnie zainteresowanym przedszkolom i żłobkom. Później pora na wykłady, szkolenia, warsztaty dla kadry w zainteresowanych placówkach, ale również dla rodziców i dzieci.

Mam nadzieję, że te kompleksowe działania przyczynią się do zwiększenia świadomości, jak ważne jest wprowadzanie dobrych nawyków żywieniowych od najmłodszych lat, jak ważny jest świadomy wybór produktu w sklepie. Może dzięki temu jeszcze więcej osób dowie się, że nadmiar cukru w codziennej diecie jest szkodliwy zwłaszcza u dzieci, może więcej rodziców zrozumie, że warto zainwestować odrobinę czasu w poszerzanie wiedzy, w przekazanie jej najmłodszym, że ważny jest świadomy wybór i tak naprawdę to jest najlepsza inwestycja w zdrowie naszych dzieci, a nie słodzone syropki, drogie suplementy diety, niezdrowe żelki z witaminami czy pseudozdrowe ciastka, napoje i nabiał z toną cukru.


Wywiad: Katarzyna Paluch

Zdjęcia: Adrian Kulesza “Raven Cave”

Makijaż: Marzena Niewiarowska / STYLab Laboratorium Stylu

Miejsce: Galeria Pionova

Stylizacje: Maja Malinowska

Trussardi Klif Gdynia

Krzesło: LUMANNdesign

facebook: @LUMANNdesign.com

instagram: @LUMANN.design

www: LUMANNdesign.com

Ze środkowym palcem przez spożywczy świat
Oceń ten post

Polacane:

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany