Grenlandia to kraina, która kojarzy się głównie z lodem, mrozem, igloo i z ludźmi, którzy spożywają surowe mięso. Na myśl o Eskimosach, w wyobrażeniach ukazuje się obraz ludzi siedzących w domach zbudowanych z brył lodu, opatulonych odzieżą wykonaną z futer i skór, jedzących surowego wieloryba i myjących się mydłem wytworzonym z jego tłuszczu. Czy rzeczywiście w dzisiejszych czasach tak wygląda życie Grenlandczyków? Czy dzieciaki bawią się figurkami wyrzeźbionymi z poobiednich kości i patyków oraz popijają krew foki?

Mieszanka tradycji ze współczesnością

Na początek kilka faktów. Grenlandia to największa wyspa na świecie, zamieszkała przez 56 000 ludzi. Większość lądu, bo aż około 83%, pokryte jest czapą lodową zwaną lądolodem grenlandzkim. W dzisiejszych czasach ludzi zamieszkujących Grenlandię nazywa się Inuici lub Grenlandczykami – kalaallit. Nazwę Eskimos uważa się za obraźliwą. Jest ona nielubiana przez mieszkańców i niepoprawna, gdyż oznacza ona dosłownie „zjadacz surowego mięsa” i obecnie się jej już nie używa. Natomiast Inuk oznacza człowiek, a Inuit – ludzie.

Dzisiejszy model życia Inuitów to połączenie tradycji z nowoczesnością. Warto zaznaczyć, że kraj przeszedł wiele zmian od lat 50. ubiegłego stulecia i nie jest to już ta sama kraina co kiedyś. Wiele rzeczy jednak przetrwało. Jedną z nich są na pewno polowania. Myśliwi, którzy robią to zawodowo, nadal w ten sposób utrzymują swoje rodziny. Reszta poluje z zamiłowania.

Grenlandczycy są bardzo przywiązani do swojej kuchni, która jest dość specyficzna. W tradycyjnej diecie Inuitów znajdują się nie tylko foki, choć tradycyjna zupa suassat z jej mięsem wraz z ziemniakami, cebulą i ryżem jest bardzo lubiana i chętnie spożywana. Przysmakiem jest także język renifera, a samo mięso zwierzęcia jest bardzo popularne i uwielbiane. Kolejną szokującą potrawą jest mattak, czyli surowa skóra morświna. Ssaka tego można również spożyć jako stek, pieczeń lub zupa. To jednak nie wszystko. Równie uwielbiane są wszelkiego rodzaju ptaki: mewy trójpalczaste, pardwy, bielaki i edredony. Popularne są także niedźwiedzie i ryby. Takimi daniami zajadają się ze smakiem zarówno dorośli, jak i dzieci. Trzeba przyznać, że menu Grenlandczyków jest wyjątkowe.

Mimo tego, że kraj potrafi być w okresach zimowych zupełnie odcięty od świata i wydaje się gdzieś daleko ze wszystkim, to nowinki techniki nie są tu obce. Niemal każde dziecko nosi przy sobie komórkę, telefony stały się zabawkami, które na co dzień ekscytują. Nawet w małych wioskach pobudowane zostały stacje bazowe GSM. Czy na Grenlandii jest Internet? Dwa miasta mogą pochwalić się już stałym łączem – stolica Nuuk oraz miejscowość Qaqortoq. Tam mieszkańcy mogą cieszyć się Internetem bez limitu transferu danych, reszta miast i osad ma dostęp do znacznie droższego Internetu z satelity.

Wielkim skarbem narodowym Grenlandczyków są ich bajki i opowieści. Jednak z trudem można znaleźć coś dla dzieci. Wiele z nich opowiada o trudzie walki o byt, zabijaniu, nawet o zjadaniu ludzi! Jedna z nielicznie zachowanych bajek dla najmłodszych opowiada o nieco większej niż krasnoludki rodzinie.

Pełnia miłości bez okazywania złości

W grenlandzkiej rodzinie dzieci to wielka radość, podchodzi się do nich z miłością i szacunkiem. Warto wspomnieć, że w latach 60. XX wieku śmiertelność niemowląt była bardzo wysoka i sięgała aż 80%. Zatem każde dziecko w społeczności Inuitów było – i nadal jest – wielkim darem docenianym przez całą społeczność. Dzieciom zapewnia się wszystko, co najlepsze. W dawnych czasach były to również najzdrowsze części upolowanego zwierzęcia. Silnie rozwinięte więzi rodzinne powodują, że każdy może liczyć na pomoc.
Eskimosi na Grenlandii
Dzieci wychowuje się na Grenlandii nieco inaczej niż w innych częściach kraju. Panują tam bardzo ciekawe zwyczaje. Inuici nowo narodzone dzieci wynoszą na zewnątrz, aby odetchnęły mroźnym powietrzem, co ma zapewnić zdrowy rozwój.

Można by było pomyśleć, że skoro kraj jest lodowaty, to panuje tam również „zimy chów”. Nic bardziej mylnego. Eskimosi – Grenlandczycy mają bardzo łagodne usposobienie. Do 3 roku życia dziecko może robić wszystko, co mu się podoba, a nawet okazywać złość. Jak to „nawet”? Mianowicie w rodzinie Inuitów nie stosuje się ani kar cielesnych, ani nie krzyczy, ani nikomu się nie grozi. W przypadku, gdy maluch źle się zachowuje, traktowany jest z dużą dozą cierpliwości, tłumaczy mu się, że takie zachowanie jest niewłaściwie. Cała rodzina zachowuje spokój. Powściągliwość w okazywaniu uczuć jest tutaj normą. Dzieci uczone są zasad oraz wartości i wiedzą, że posłuszeństwo jest egzekwowane przez spojrzenie bądź ton głosu.

Już od najmłodszych lat dzieciaki towarzyszą ojcom w polowaniach. Gdy są bardzo małe, nosi się je w kapturze. Uważa się, że ich obecność zapewnia dobre łowy i przynosi szczęście.

Istotną kwestią dla Inuitów jest nauczenie swoich dzieci do 3 roku życia jedzenia surowego mięsa. Sądzi się bowiem, że jeśli do tego czasu nie polubią tego smaku, to nie stanie się to już nigdy.
Relacje między rodzicami i dziećmi są wręcz partnerskie. Wiedzą, że zawsze, przez całe życie mogą na siebie liczyć. Z pewnością dobrze jest mieć taką świadomość.

Niesforne dzieciaki wychowane we wspólnocie

Kiedyś Grenlandia wyglądała nieco inaczej. Odcięta od cywilizacji była magiczną lodową krainą, pełną tajemnic i dziwnych zwyczajów, niezrozumiałych dla Europejczyków. Dzieci samodzielnie wykonywały zabawki i wymyślały zabawy. Zdobycie odpowiednio czystej wody do gotowania wiązało się z podróżą w okolice gór, gdzie odłupywano kawałek lodu i transportowano na saniach do domu. I dziś Grenlandczycy są w bardzo specyficzny sposób połączeni z naturą, która otacza ich z każdej strony. Dzieci większość wolnego czasu spędzają na dworze. Mimo dostępu do „współczesnej” żywności, Inuici nie zrezygnowali z tradycyjnej kuchni i nadal spożywają swoje ulubione dania. Nie zrezygnowali również z miłości do dzieci – karanie ich nigdy nie istniało na tym lądzie. Sądzi się jednak, że brak im dyscypliny, szczególnie w szkole. Odczuwają to głównie nauczyciele przyjeżdżający z Danii, którzy nie potrafią sobie poradzić z dziećmi i szybko odchodzą. Efektem dużej rotacji wśród nauczycieli jest słaba edukacja.

Jak naprawdę żyją Eskimosi?
5 (100%) 2 votes

Polacane:

O Autorze

Karolina Jarzębińska

Kulturoznawca i podróżniczka. Jej największymi pasjami są pisanie i gotowanie wegetariańskich potraw. Interesuje ją rozwój dziecka oraz poznawanie świata poprzez naturę. Podróżowała po Europie i Azji, będąc wolontariuszem oraz pracownikiem na różnych farmach ekologicznych. Kocha muzykę, pozytywnie patrzy na świat, a w życiu ważny jest dla niej rozwój osobisty i duchowy. Zdeterminowana w spełnianiu swoich marzeń, pragnie w każdym zaszczepić wiarę w realizację planów.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany