Uprawia go mama, angażuje się tata, mając w tyle głowy gwarancję witalności i świetnej sylwetki. O najbardziej wszechstronnej dyscyplinie sportu marzą również maluchy. Czy dziecięce oblicze crossfitu to samo zdrowie tłumaczy Paweł Grabiński, nauczyciel Wychowania Fizycznego, psycholog sportu, trener Crossfit Level 1 i współwłaściciel gdyńskiego Crossfit Avanport.

Crossfit dla dzieci?

To, co oglądamy na YouTube z pewnością nie (śmiech)! Pod hasłem crossfit mamy do czynienia z tym, co powinno obejmować program zajęć wf-u w szkole. Idea dyscypliny jest prosta – łączy wszystko, co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Nauka podstaw u najmłodszych, niezależnie od ładnej nazwy i opakowania, nie jest niczym nowym. Podczas zajęć wf-u stale przerabiam z uczniami elementy crossfitu. W postaci gimnastyki, która kiedyś była na porządku dziennym, a teraz jest zaniedbana. Przekłada się to na ogólną sprawność dzieci, która z roku na rok staje się coraz mniejsza.

Dziecięcy crossfit to wyłącznie gimnastyka?

Nie, ale od niej powinno się zacząć. Nauka opanowania własnego ciała, bez ciężaru, jedynie własnym oporem pozwala mieć świadomość własnego ciała. Dziecko kontroluje, że prawą nogę może podnieść tak, a lewą rękę inaczej. Robi podpór, który później pozwoli utrzymać się w pozycji hollow. Ta umożliwi stanie na rękach. Ciąg elementów, które wdrażane w odpowiedniej kolejności, powodują progres, przekładając się na sprawność, czyli prawidłowe i zdrowe funkcjonowanie.

Dając bazę?

Tak, ponieważ taki model pracy powoduje, że nastolatki stają się dobrze ukształtowanymi dziećmi, które z sukcesami realizują się w różnych dyscyplinach.

Chcą się gimnastykować?

Zajęcia są przede wszystkim zabawą. Przewroty, turlanie, przejścia przez przeszkody nie są traktowane jako katorga pod okiem wrzeszczącego pana (śmiech).

Kiedy zacząć zajęcia?

W każdym momencie, o ile uświadomimy sobie, że nie jest to crossfit podziwiany na światowych zawodach. Kontynuacja zabawy umożliwia przemycanie coraz trudniejszych elementów – stania na rękach, pompek, przysiadów. Przede wszystkim kontrola i świadomość ciała. Moim zdaniem niezbędne.

Crossfitem rodzic wypełni szkolne zaniedbania?

Szkoła nie jest problemem. Chęć do ruchu i aktywnego spędzania czasu pokazują rodzice. W szkole, w której prowadzę zajęcia, tylko 5 osób ma zwolnienie z wf-u. Całoroczne ma jedna osoba dotknięta skandaliczną skoliozą. Pewnie zaskoczę, ale ilość zwolnień świadczy o nauczycielu.

Crossfit wygrywa ze szkołą?

Szkoła ma mało do zaoferowania. Nie ma sprzętu, często brakuje sali gimnastycznej. Takie „kombinowane” pomysły na lekcje zniechęcają, więc dzieciaki wolą salwować się zwolnieniem. Narzekanie się kończy, a rodzic ma spokój. Szkoły nie posiadają bazy, dlatego paleta zajęć jest uboga.

Jedną z kategorii na zawodach są nastolatki. Takie obciążenia nie robią krzywdy?

Musimy rozgraniczyć, czy jest to crossfit dla poprawienia zdrowia i tężyzny fizycznej, czy prawie zawodowy. Jestem zdania, że tego zestawiać się nie da. Już crossfit na poziomie rozgrywek amatorskich niesie ryzyko kontuzji poprzez obciążenia treningowe. W opcji „dla ludu” daje wyłącznie zdrowie. O ile trener jest kompetentny.

Czyli jaki?

Zna fizjologię i etapy rozwoju dziecka. Zdaje sobie sprawę, że w wieku 11-13 lat odbywa się największy rozwój w zakresie wydolności, więc na ciężary przyjdzie czas.

Po czym rodzic pozna to „umiejętnie”?

Zostaje metoda prób i błędów oparta na poczcie pantoflowej. Zdarzają się miejsca, w których pracują osoby po weekendowym kursie. Nie mając podstaw i pojęcia o programowaniu, generują potworne ryzyko. Całość doświadczenia opierają na własnych treningach, które są wyzute z jakiejkolwiek metodyki. W crossfit boxie, który prowadzę, spotykam się z informacją, że ludzie trafiają na zajęcia, bo w Avanporcie zwraca się uwagę na technikę. To miła opinia, ale z drugiej strony pokazuje, że funkcjonowanie takich miejsc pozostawia wiele do życzenia. Dlatego zdarzają się ofiary.

Dzieci wymagają szczególnych predyspozycji?

Tak, potrzebne jest morze cierpliwości, poczucia humoru i dystansu. Jeśli nie zdołamy przełknąć paru rzeczy, które dzieci ze sobą przyniosą, to z pewnością nie polubią nas i nie będą chciały przychodzić na zajęcia.

Mali crossfiterzy cię lubią?

Przychodzą chętnie na zajęcia, a czy mnie lubią? Chyba tak, skoro zdarza się, że organizują urodziny w crossboxie.

Ile lat ma najmłodszy podopieczny?

Czterolatek, który świetnie się bawił na zajęciach. Dziecko, aby czerpało z nich radość, musi umieć trzymać kierunek i rozumieć polecenia. Gdy powiesz w prawo, to przynajmniej na pięć razy trzy wykona prawidłowo. Zajęcia grupowe wymagają, aby maluch potrafił się nimi zainteresować.

Oko do talentów masz?

Nie trzeba mieć oka. Talent ruchowy zauważy laik, patrząc, jak dziecko biega, skacze i się wspina. Wyróżniając się na tle rówieśników.

Rośnie pod Twoim okiem druga Gabrysia Migała (trzecia zawodniczka Crossfit Games Teenager)?

Są dzieci bardzo utalentowane, ale na razie traktujemy treningi wyłącznie jako zabawę. Nie nastawiam się na tworzenie mistrzów. Ci wychodzą z masowości. Z grupy, w której jest zabawa i zdrowa rywalizacja. Jeden to za mało. Udowadniają to przykłady Adama Małysza i Justyny Kowalczyk. „Perełki” odeszły, a my przez lata będziemy czekać na następców. W dużej grupie znajdą się Migały, Olenkowicze i Fronningi, a jak będzie ich trzech, to talent rozmyje się w natłoku ludzi i zdarzeń.

W zdrowym crossfitowym ciele zdrowy duch?

W każdym sporcie! Sport w formie rekreacyjnej i zabawowej dla dziecka jest inwestycją w zdrowie. Zawsze na plus! Sport przez małe „s” jest dobry dla każdego. Przez duże „S” stanowi wyzwanie dla dziecka i rodziców. Wymaga determinacji i nakładów finansowych. Z drugiej strony to właśnie rodzic pokazuje, co jest fajne. Nie mając chęci do ruchu, w tym samym duchu wychowa dziecko, a my, nauczyciele staniemy przed faktem, że 10-latek nigdy nie był na basenie i ani razu nie wsiadł na rower.

fot. Monika Zawadzka

Crossfit dla najmłodszych – Paweł Grabiński
Oceń ten post

O Autorze

Dagmara Rybicka

Media to jej misja na ziemi. Dziennikarski warsztat budowała pod kierunkiem doskonałych i wymagających nauczycieli w rozpoznawalnych dziennikach, tygodnikach i popularnych magazynach. Skręcając w ulice marketingu i reklamy, podnosząc „heble” w radio i dbając o powierzony wizerunek. Mocnym głosem ze sceny i z aktorskim sznytem w studio nagraniowym odkąd pamięta, dział się jej świat. Pełen radości z pracy, szalonego tempa i zaskakujących sytuacji. Zawsze ze sportem w tle.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany