Na początku naszej podróży wehikułem czasu po Pomorzu X wieku proponuję przyjrzeć się zamieszczonej powyżej mapce. Nie bez powodu. W poprzednim, wstępnym artykule, wywnioskowaliśmy na podstawie materiałów źródłowych, iż Pomorzanie (zwani przez starożytnych Wenedami) są jakby starszymi braćmi w stosunku do pozostałych Polaków. Prawdopodobnie stanowili forpocztę słowiańskich migrantów. O kilka stuleci wyprzedzili drugą, znacznie większą ich falę (przełom V/VI w. n.e.), która sprawiła, że (jak informuje nas chociażby Wikipedia) stanowią dzisiaj najliczniejszą grupę ludności indoeuropejskiej w Europie.

Historycy, mówiąc i pisząc o Słowiańszczyźnie, najczęściej dzielą ją na południową, wschodnią i zachodnią. Co do ostatniej, to wydzielą z niej jeszcze Słowiańszczyznę połabską. Pojęcie Słowiańszczyzna północna, lub Słowianie Północni (a może bardziej literacko: „Północy”?) w zasadzie nie funkcjonuje, a warto, by przynajmniej wśród historyków i etnografów takie określenia się pojawiły. Utożsamianie Pomorzan wyłącznie z Kaszubami też nie jest trafne: w czasach, o których piszemy, stanowili oni jedno z pomorskich plemion, na dodatek zamieszkujących okolice Białogardu (na terenie obecnego województwa zachodniopomorskiego).

Zamieszczona mapka wyjaśnia ponadto, dlaczego przez te terytoria przebiegały liczne i często uczęszczane szlaki handlowe: lądowe i morskie. Z pewnością udogodnieniem był niemal identyczny język, ale również religia i obyczaje. Do mapki jeszcze wrócimy, gdy nasz wehikuł skierujemy w bliższe nam stulecia, by chociażby podywagować nad kwestią licznie i chętnie emigrujących do Gdańska mieszkańców Lubeki oraz ścisłych kontaktów towarzyskich i handlowych między tymi miastami. Teraz tylko nadmieńmy, że zarówno Związek Obodrzycki (kolor wrzosowy), Związek Wielecki (kolor zielony) oraz Ranowie (kolor brązowy) stanowili w omawianym okresie silne organizmy państwowe. Zachowywały niepodległość i dawały zdecydowany opór wszelkim agresorom. Potrafiły też dawać im bolesne nauczki. Najlepiej świadczy o tym fakt, że podczas gdy ówczesny świat lękał się wikingów, wikingowie na odmianę drżeli przed Słowianami Północy. Była to epoka, gdy na Morzu Bałtyckim niepodzielnie rządzili Normanowie (dosłownie „Ludzie Północy”, jak zaczęto mówić na wikingów) oraz Słowianie Północy. Niemcy o Bałtyku wiedzieli jedynie z opowiadań, chyba że mieli okazję widzieć to morze jako kupcy docierający do któregoś z nadbałtyckich grodów.

O ile Pomorzanie dzielnie bronili się przed najeźdźcami i byli dla nich niezwykle groźni, to na odmianę okazywali niezmierną gościnność wszystkim przybywającym do nich w pokojowych zamiarach. Nie ukrywali tego zachodni kronikarze, skądinąd nieprzychylni Słowianom północnym, co tym bardziej uwiarygodnia ich przekazy. I tak na przykład niemiecki kronikarz żyjący w 2 poł. XI w. – Adam z Bremy, pisał o Wolinianach, iż „pod względem obyczajów i gościnności nie ma ludu bardziej uczciwego i przychylnego”. Z kolei Herbord, autor Żywotów św. Ottona, odnotował w odniesieniu do Pomorzan: „Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że w ogóle nie znajdziesz wśród nich złodziei lub oszustów. Nie posiadają skrzyń lub zamkniętych schowków, bo nie widzieliśmy u nich ani zamku, ani klucza; co więcej: bardzo się dziwili, że nasze tobołki i skrzynie widzieli pozamykane. Odzież swoją, pieniądze i wszystkie kosztowności chowają w beczkach i stągwiach całkiem zwyczajnie przykrytych. Nie obawiają się żadnego oszustwa, bo go nie znają. I co dziwnie powiedzieć, stół ich nigdy nie jest pusty, nigdy bez nakrycia, a każdy gospodarz ma dom czysty i wygodny, służący tylko dla wypoczynku. Stół zawsze jest tam pełen wszystkiego, co potrzeba do picia i jedzenia, a po zebraniu jednego zastawia się co innego. Nie dopuszcza się myszy ani stawia pułapki na myszy, lecz w oczekiwaniu na biesiadnika nakrycia przykrywa się czystą chustą. O jakiejkolwiek porze chcą się posilić, obojętnie: goście czy domownicy, znajdują wszystko przygotowane na stole”. Echem tamtych czasów jest zwyczaj stawiania dodatkowego talerza podczas Wigilii dla nieoczekiwanego gościa. Natomiast Helmold w swej Kronice Słowian, donosząc o Ranach (mieszkańcach wyspy Rugia – zob. mapkę, kolor brązowy), wspomina nie tylko o gościnności, ale przy okazji o ich stosunku do siebie nawzajem, co w równym stopniu można odnieść do pozostałych Słowian Północy: „Chociaż nienawiść imienia Chrystusowego i ognisko zabobonów większe było u Ranów niż u pozostałych Słowian, odznaczali się jednak wielu wrodzonymi zaletami. Cechowała ich w wysokim stopniu gościnność. Okazują też należny szacunek rodzicom. Nie spotyka się również u nich nigdy ani ubogich, ani żebraków; skoro bowiem ktoś u nich staje się niedołężny wskutek choroby lub starości, porucza się go spadkobiercy, który winien go otaczać najtroskliwszą opieką. Albowiem gościnność i troska o rodziców uchodzą u Słowian za pierwsze cnoty”.

Gościnność ta ukształtowana pod wpływem dawnych wierzeń była zarówno dobrym obyczajem, jak i surowo przestrzeganym obowiązkiem. Uchybienie temu narażało na powszechną pogardę otoczenia.

Innym ewenementem ówczesnych Pomorzan był brak w tamtym okresie rozbudowanej hierarchii społecznej. Chociaż jak w każdym społeczeństwie byli „lepsi i gorsi”, to nie dzielili się na plebs i arystokrację, każdy miał poczucie wolności i równości; nawet władcy byli wybierani, a jeśli pojawiali się dynastyczni, to też z woli ludu. Obce im było pojęcie „król”. Po starożytnych Grekach byli jednymi z pierwszych, którzy żyli na sposób demokratyczny. Każdą ważniejszą decyzję podejmowano przez głosowanie wszystkich lub przez głosowanie starszyzny plemiennej. Podczas wiecu każdy miał prawo głosu.

Pomorzanie uważali, że swój dostatni byt i wysokie morale zawdzięczają religii – religii swych ojców – rodzimowierstwu. W chrześcijaństwie nie widzieli nic, co by im mogło zaimponować. Nic też dziwnego, iż długo – gdyż aż do XII wieku – opierali się wpływom chrześcijaństwa. Wśród Słowian stanowili ostatni bastion kultywujący dawne, przedchrześcijańskie wierzenia. Nie od rzeczy będzie zatem przyjrzeć się tym ich wierzeniom. Ale uczynimy to już tematem kolejnego odcinka.

Zenon Gołaszewski

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany