Rywalizacja szkół o ucznia – niegdyś praktycznie nieznana – jest już od wielu lat powszechna. I nie powinno to nikogo dziwić – tylko szkoły z wystarczającą liczbą uczniów mają rację bytu, również tę ekonomiczną. Pojawia się zatem swoisty „rynek”, na którym istnieje specyficzna rywalizacja między poszczególnymi placówkami.

Każdy się może pomylić…

Wiele wskazuje na to, że Twoje dziecko trafiło do niewłaściwej szkoły? Nie jesteś wyjątkiem – takie sytuacje się zdarzają. Wobec wspomnianej na wstępie rywalizacji szkół, naprawdę nietrudno się pomylić. Albo po prostu mieć oczekiwania zgodne z informacjami zawartymi w materiałach promocyjnych. Tymczasem rzeczywistość często maluje się w mniej jaskrawych barwach niż szkolne ulotki, plakaty i strony internetowe. Wspaniali i życzliwi nauczyciele często okazują się całkiem przeciętni, niekiedy obojętni, a możliwości rozwoju są ograniczone do niezbyt atrakcyjnych kółek zainteresowań. Gdyby bezgranicznie wierzyć wszystkim materiałom promocyjnym, nasze szkoły byłyby nie tylko wzorem europejskim, ale i światowym. Jak jest naprawdę? O to wystarczy zapytać losowo wybranego rodzica dziecka w wieku szkolnym…

Z deszczu pod rynnę?

O ile zmiana szkół w przypadku licealistów niekoniecznie musi się kojarzyć z wielkim przełomem w życiu, z młodszymi dziećmi jest nieco inaczej. W przypadku uczniów szkół podstawowych może być to przysłowiowe wpadnięcie z deszczu pod rynnę. Czy ktokolwiek da nam gwarancję, że kolejna szkoła będzie tą jedyną i ulubioną? Żaden odpowiedzialny nauczyciel ani dyrektor tego nie potwierdzi.

Na pewno naiwne są oczekiwania, że zmiana szkoły będzie lekiem na całe zło. Konieczna jest przede wszystkim diagnoza problemu oraz przeprowadzenie krótkiego bilansu zysków i strat. Przy tym konieczne jest (częściowe) odrzucenie perspektywy dorosłego. Dla rodziców oczywiście najważniejszy będzie wysoki poziom nauczania i możliwości rozwoju intelektualnego. Z kolei dla dziecka nowoczesne boisko i dostępność komputerów mogą mieć większą wartość niż najlepszy nauczyciel…

Co się dzieje?

Więcej już do tej szkoły nie pójdę” – takie stwierdzenie słyszało już tysiące rodziców. Najczęściej dziecko po kilku dniach zapomina o swojej niechęci, bo problem okazał się błahy i przejściowy. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Co więcej, rodzice nie powinni lekceważyć niechęci dziecka do szkoły, nawet wyrażanej pośrednio (np. symulowanie choroby). To może być sygnał poważniejszych problemów, takich jak agresja ze strony grupy czy strach przed nauczycielem. Dziecko nie potrafi sobie z nimi radzić, choć wstydzi lub boi się do tego przyznać. Tylko szczera rozmowa z dzieckiem i wychowawcą może być kluczem do rozwiązania większości problemów. Naprawdę – nauczyciele całkiem sporo widzą i wiedzą. Warto skorzystać z ich punktu widzenia i wypracować wspólną strategię działania.

Zmieniać, nie zmieniać?

Warto pamiętać o jednym: jeśli dziecko ma problemy adaptacyjne w szkole, istnieje duże prawdopodobieństwo, że powtórzą się one również w innej placówce. A zatem zmiana szkoły będzie w takich wypadkach jedynie działanie doraźnym; w dodatku może oznaczać narażenie dziecka na kolejny stres związany z adaptacją do nowych warunków. Oczywiście istnieją sytuacje skrajne, w których zmiana szkoły może wyjść dziecku na dobre, choć niezbyt częste. Najczęściej wówczas sami nauczyciele sugerują takie działanie, więc nie da się go przeoczyć.

Ważne znaczenie dla prawidłowego rozwoju młodego człowieka ma przewidywalność, dorastanie w poczuciu bezpieczeństwa, w otoczeniu, które dziecko zna i rozumie. I tu docieramy do sedna: zmiana szkoły powinna być ostatecznością, nie zaś opcją, którą rozważamy co drugi miesiąc. Czasami problemy, które wydają się dzieciom nie do pokonania, dorośli rozwiązują w pięć minut… I wcale nie trzeba zmieniać szkoły.

Tekst: Michał Mikołajczak

Podobne

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany