Od kilkunastu lat obserwuje się wzrost liczby rozwodów na świecie. W Polsce rozwodzi się co trzecie małżeństwo, a w pozostałych krajach Unii Europejskiej – co drugie. Rozwodzą się najczęściej małżeństwa posiadające wspólne dzieci.

Dziecko i front konfliktu

Bezpośrednich skutków rozpadu związku jest wiele, jednak mają one wspólny mianownik. Jest nim konflikt. Początkowo minimalny, łagodny, zdarzający się rzadko. Nierozwiązany, a podsycany, prowadzi do rozpętania „wojny domowej”. W samym środku bitwy zostają wspólne dzieci – najczęściej zagubione, zupełnie bezbronne.

Dorośli w trakcie rozwodu potrafią być tak zaabsorbowani swoimi emocjami wywołanymi porzuceniem, wyjściem na jaw zdrady czy serii innych kłamstw, że nie zauważają przerażenia dzieci, których świat też właśnie się zawalił, a życie, które znały, się skończyło. Zamiast dotąd spokojnego dzieciństwa, zmusza się je nagle do wiecznego podróżowania tam i z powrotem, w najczęściej spotykanym schemacie: szkoła, dom, szkoła, dom taty, mnóstwo rzeczy do zapamiętania, spakowania, kontrolowania…

Zachwiana stabilizacja

Dzieci chcą i oczekują, że odchodzący rodzic nie zniknie nagle z ich życia. Wierzą, że będą go widywać. Niestety, niesie to za sobą zmiany, na które dzieci najczęściej nie są gotowe. Bez uprzedzenia, wstępów czy dłuższych rozmów, nagle, zgodnie z postanowieniem sądu, który sprawiedliwie przecież podzielił ten czas dziecka pomiędzy dwoje rodziców, nakazuje im się wejść w nowy schemat życia, dnia, tygodnia – czy są na to gotowe, czy nie. To przede wszystkim ich życie od momentu rozstania rodziców najbardziej się zmienia. Przestają odczuwać radość z nadchodzących chwil, bo w pierwszej kolejności wciąż myślą, z kim spędzą kolejne popołudnie, gdzie będą tego dnia spać lub kto je odbierze i zawiezie na basen.

Narcyzm i przemoc

W tym czasie rozwodzący się, skonfliktowani rodzice toczą bitwy. Im większą mają chęć, by kontrolować byłego małżonka, tym bardziej konflikt narasta. Największą skłonność do kontrolowania mają typy tzw. narcystyczne oraz skłonne do stosowania przemocy domowej. Ci pierwsi – z racji własnego przekonania o nieomylności, wręcz boskiej doskonałości charakteru, poglądów i poczynań wyłącznie „prawych” – za nic mają wskazówki, apele czy prośby drugiej strony o opamiętanie. Będą walczyć długo i zaciekle. Ci drudzy potrzebują swojej ofiary, by funkcjonować. Gdy jej braknie, czują się jak narkoman na głodzie. Swoją frustrację wylewają w uprzykrzaniu życia swojej ofiary na przeróżne sposoby.

Pieniądze, czyli mocna broń

Kolejną siłą napędową walki rozwodowej są pieniądze. Zobowiązanie alimentacyjne czy podział majątku to spore wyzwanie dla relacji między małżonkami i olbrzymi sprawdzian ich wytrzymałości na stres. Znaczne zaplecze finansowe daje spore poczucie władzy i sprawczości. Strona zamożniejsza w rozwodzie najczęściej nie przejmuje się tragicznymi skutkami, jakie przyniesie wojna przed sądem, dla dzieci. Jeśli problemu nie stanowią ani koszty dobrego prawnika, ani koszty sądowe, dla strony taka walka może trwać długo. Są wręcz zaślepieni wizją własnej mocy i pragnienia władzy; walczą, nie bacząc na konsekwencje. Walczą do upadłego. A konflikt z sali sądowej zawsze przenosi się na styl relacji nieformalnej, tej codziennej. To rykoszetem, niestety, trafia w dzieci.

Ofiary wojny dorosłych

W ferworze walki, pochłonięci konfliktem i batalią sądową rodzice, często nie zauważają, jak bardzo dziecko jest samotne. Dorosłym chodzi o to, by dopiec sobie nawzajem w bardziej lub mniej wyszukany sposób. Reagują na prowokacje z drugiej strony, dają się wciągać we wciąż to nowe konflikty. Często, niestety, zostają wciągnięte w tę grę również dzieci, bo dobrze jest mieć sojusznika, ale tak naprawdę to nie jest wojna dziecka. Trudno jest panować nad emocjami, kiedy z każdej strony jesteśmy atakowani, bezpodstawnie oskarżani, w sądzie sprawy nie idą tak, jakbyśmy chcieli. Ale istotna jest nasza świadomość konieczności oddzielania naszych uczuć wobec byłego partnera w relacjach z dzieckiem.

Mediatorzy, psychologowie czy terapeuci podkreślają, że ważne jest wypracowanie umiejętności oddzielenia sporów i złych emocji byłych małżonków od obowiązków rodzicielskich. Zdarza się bowiem, że w mniejszym lub większym stopniu, czasem nieświadomie, negatywne emocje przekładane są na dzieci. Bez wątpienia kochamy je najmocniej na świecie. W trakcie rozwodu nie zawsze wszystko zależy od nas, ale niech ta miłość będzie siłą napędową do tworzenia życia po rozwodzie.

Nowe, lepsze otwarcie

Jest i optymistyczny akcent kończący wojnę rozwodową. Po rozwodzie, kiedy wszystko jest już ustalone, koncentrujmy się na tworzenia nowego domu dla naszych dzieci. Warto popracować nad tym, by zapewniał on spokój, bezpieczeństwo, akceptację i wzajemne zrozumienie, zwłaszcza dla trudnych emocji. Dzieci, zwłaszcza te małe, mają zdolność do szybkiej regeneracji sił fizycznych. Okazuje się, że choć regeneracja samopoczucia psychicznego dziecka nie następuje tak szybko jak fizycznego, to jest ona możliwa. Nie powinno być dla nas zaskoczeniem, że po kilku latach dziecko potrafi nie pamiętać, że kiedyś, dawno temu, toczyła się wojna. „Wojna domowa”.

Tekst: Dorota Wollenszleger-Gałuszka

Podobne

O Autorze

Dorota Wollenszleger

Główny koordynator w Centrum Rozwodowym Kobieta i Rozwód w Gdańsku

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany