Za oknem mrok, w sercu popłoch… Tak, nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Uczucie oczekiwania, odliczania dni do wigilijnej kolacji spędzanej w rodzinnej atmosferze wzajemnych uszczypliwości, niedomówień, przeniesionych międzypokoleniowo sporów i aktualnych konfliktów.

To zakorzenione w dzieciństwie uczucie oczekiwania na wymarzony prezent, który okazuje się kolejnym ciepłym zestawem czapka–szalik. Co jeszcze? Te wzajemne rokroczne życzenia, przełamywanie się opłatkiem z wąsatym wujkiem, który myśli o tym, jak tu wprowadzić na wigilijny stół napoje alkoholowe ku pokrzepieniu serc. Ale cofnijmy się myślą do bożonarodzeniowego czasu w naszym dzieciństwie. Jakie emocje nam wtedy towarzyszyły? Jak te doświadczenia wpłynęły na realizację dzisiejszego skryptu pt. „Boże Narodzenie w moim domu.” W jakie role wcielamy się przy wigilijnym stole, jakie oczekiwania i z jakich niezaspokojonych potrzeb dochodzą przy nim do głosu?

Być dyrektorem fabryki wspomnień…

Magia świąt… Kruszeją serca, wrasta wrażliwość, przyglądamy się sobie, doceniamy wartości rodzinne. Myślimy o innych, ale czy na pewno? Każdy z nas ma uwewnętrzniony obraz świąt idealnych. Mój składa się z czerwieni i zieleni, nie brakuje w nim złota i ciepła woskowych świec, jest też biały obrus, opłatek na sianku, nakrycie dla zbłąkanego wędrowca, uśmiechy bliskich – no właśnie, tylko tych bliskich coraz mniej.

No bo jak z relacji rodzinnych kształtowanych na wydarzeniach typu pogrzeb, chrzciny, wesele wyczarować magię świątecznego bycia razem? Tę atmosferę, która nas łączy, spaja jednostkowe historie w rodzinną narrację. W tym wszystkim jest nasze dziecko – to dla niego właśnie zarabiamy się po łokcie, lepiąc kolejne uszko, naciągając pojęcie czasu do nieskończoności, bo przecież trzeba jeszcze poukładać w szafkach, no i w ten cudowny przymrozek umyć okna. Do tego akompaniament kolęd z radia, przeplatany aktualnymi hitami amerykańskich wokalistek.

Wyczuwacie niezadowolenie w powyższym tekście, a może myślicie, że jego autorka nie znosi świąt, ot taki pedagogiczny Grinch? Nie! Myślę, że świąteczny czas jest jedną z niewielu przestrzeni, w której rodzina jest ze sobą, międzypokoleniowo, w swoich utrwalonych rolach, w oczekiwaniach bliskich i w emocjach. To trudny czas dla nas dorosłych, zatem jaki jest dla naszego dziecka? Jak ono odczuwa magię świąt, co zrobić, aby miało z tego okresu piękne wspomnienia. Bo to przecież my jesteśmy dyrektorami fabryki wspomnień naszych pociech.

Co tak naprawdę jest ważne?

Poszukajmy odpowiedzi w badaniach CBOS. Mówią one, że sposób przeżywania świąt w największym stopniu jest związany z wiekiem. Młodzi ludzie w zdecydowanej większości deklarują, że Boże Narodzenie jest dla nich przede wszystkim świętem rodzinnym. Gdy zapytamy młodsze dzieci, z czym im się kojarzą te święta, odpowiadają jednomyślnie: „z prezentami”. Rodzi się we mnie pytanie: jaki prezent spod bożonarodzeniowej choinki zakotwiczył się w mojej pamięci? No właśnie, jakoś nic mi nie przychodzi do głowy… Jednak wyraziście pamiętam anegdoty rodzinne opowiadane przez mojego dziadka. Lepienie pierogów z babcią, która snuła opowieści o wojennych czasach, zachwycając się każdym, nie do końca sklejonym przeze mnie pierogiem. Pamiętam też kuzynów i kuzynki subtelnie podkradających czekoladowe gwiazdki stanowiące przystrojenie choinki. Przypominam sobie to oczekiwanie, aż nasz pies przemówi do nas ludzkim głosem, karpia pływającego w naszej wannie i błagalne prośby do taty, aby darować mu życie. Pamiętam tę krzątaninę i przeganianie mnie z kąta w kąt, a potem śpiewnie kolęd i odpowiedzi mamy na tysiące moich eschatologicznych pytań, począwszy do tego, jak Maria z Nazaretu zaszła w ciążę, aż po istotę istnienia Boga.

Wspólnie wyczarujmy święta

Co zrobić, aby nasze dzieci miały równie piękne wspomnienia? Cofnijmy się ponownie do swojego dzieciństwa i weźmy stamtąd wszystko, co najlepsze. Przypomnijmy sobie, co jako dzieci wypełnialiśmy znaczeniem. Zastanówmy się, jakie rzeczy uruchamiały w nas poczucie „wow”, co sprawiało, że czuliśmy się integralną częścią naszej rodziny. Co wpływało na to, że po prostu czuliśmy się kochani?

Przede wszystkim zadbajmy o nastrój, wprowadźmy element magiczny do naszego życia rodzinnego. Stwórzmy własną rodzinną tradycję związaną ze świętami, kultywujmy także zwyczaje wyniesione z naszych rodzinnych domów. Zapytajmy się naszego dziecka o idealne święta, dajmy mu magiczną różdżkę – niech wyczaruje magię świąt. Zaangażujmy je także w przygotowania – niech stanie się częścią tej krzątaniny; wówczas będzie autentycznie i emocjonalnie współtworzyć święta, a także z dumą zapytywać, który z wypieczonych przez nie pierników był najsmaczniejszy.

Koniecznie „zagoń” dziecko do przed świątecznych porządków! Może to i straszna nuda, ale porządek w swoim pokoju jest obowiązkowym elementem przygotowań świątecznych. Odbierz także pracę dziecka, zachwycając się niebywałym porządkiem na jego biurku. Zachęć je także do sprawdzenia czystości innych pomieszczeń domowych, przypisując mu rolę bożonarodzeniowego inspektora.

Nie ma świąt bez ubierania choinki. Włącz zatem kolędy i pastorałki oraz zachęć swoje dziecko do wykonania projektu przystrojenia choinki. Następnie, podążając za jego wskazówkami, wspólnie weźcie się do roboty. Teraz czas na projekt świątecznego nakrycia do stołu – stwórzcie razem wizytówki na stół dla gości, ozdabiając je według ich gustu; to świetna okazja do nauki przyjmowania perspektywy innych, a także rozmowy o członkach rodziny. Zróbcie też wizytówki dla osób ważnych, których już z Wami nie ma; umieśćcie na nich symbole, kolory, sentencje kojarzące się z nimi.

Przyszedł czas na życzenia, czyli droga przez mękę dla naszego dziecka: „zdrowia, szczęścia, pomyślności”, blablabla… Przygotuj wraz z dzieckiem kartki świąteczne, w których zawarte będą życzenia; podczas łamania się opłatkiem dziecko może je po prostu odczytać bądź będą one dla niego rodzajem podpowiedzi. Tu też ćwiczymy przyjmowanie perspektywy innych, bo co tak naprawdę życzyłby sobie wujek Piotrek, pasjonat numizmatyki, a co dziadek Rysiu, który uwielbia wędkować?

A jeśli w pokoju obok ze słuchawkami na uszach przy komputerze siedzi nasz zbuntowany nastolatek, kontestujący święta jako takie? Powiedzmy mu, że jego obecność jest dla nas ważna. Weźmy go takim, jaki jest, zwłaszcza w tym świątecznym czasie, akceptujmy – może to wyciągnie go z pokoju. Adolescencja jest czasem prowokacji, przekraczania granic i doprowadzania rodziców do szału. Na każdą prowokację odpowiadajmy pytaniem: „czego potrzebujesz?”, starając się w tej oszalałej lawinie słów usłyszeć właśnie te potrzeby.

Poznajmy siebie i swoich bliskich

Na koniec proponuję wprowadzić krótką zabawę, którą można co roku przeprowadzać przy wigilijnym stole. Być może stanie się ona przyczynkiem do rodzinnych rozmów, a może wpłynie na zmianę postrzegania przez nas członków naszej rodziny. Czy słyszeliście o kwestionariuszu Prousta? Jest to rodzaj zabawy towarzyskiej znanej wśród europejskich mieszczan w XIX wieku. Kwestionariusz składał się z kilkunastu pytań dotyczących osobowości osoby, która na nie odpowiadała, jej upodobań, zamiłowań. Pozornie błahy kwestionariusz stał się jednym z pierwszych przykładów „testu” osobowości. Doczekał się również wielu adaptacji. Poniżej przedstawiam jedną z jej współczesnych wersji. Warto wybrać z niego pytania, które będą bezpieczne dla naszej rodziny. Można go również wypełnić anonimowo i sprawdzić poziom wzajemnej wiedzy o członkach naszej rodziny, starając się dopasować odpowiedzi do osoby.

Kwestionariusz Prousta

Główna cecha mojego charakteru? • Cechy, których szukam u mężczyzny? • Cechy, których szukam u kobiety? • Co cenię najbardziej u przyjaciół? • Moja główna wada? • Moje ulubione zajęcie? • Moje marzenie o szczęściu? • Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem? • Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie był tym, kim jestem? • Kiedy kłamię? • Słowa, których nadużywam? • Ulubieni bohaterowie literaccy? • Ulubieni bohaterowie życia codziennego? • Czego nie cierpię ponad wszystko? •Dar natury, który chciałbym posiadać? • Jak chciałbym umrzeć? • Obecny stan mojego umysłu? • Błędy które najczęściej wybaczam?

***

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Państwu tego, co byście sami sobie życzyli. Wierzę, że te święta zakorzenią się w Waszych wspomnieniach jako dobry czas, a także wprowadzą trochę radości w emocjonalny świat naszych dzieci, z której będą mogły korzystać w relacjach z innymi.

Tekst: Iwona Woźniewska

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany