Niektóre sytuacje w życiu mogą nas po prostu przerosnąć. Ulegamy paraliżowi. Nie jesteśmy w stanie ani kontrolować własnych emocji, ani planować przyszłości. To wydarzenia noszące znamiona silnego wstrząsu – przełomu, po którym nic nie będzie takie samo jak dotąd. Jednym z nich jest z pewnością śmierć dziecka.

We współczesnej kulturze śmierć dziecka jest tematem tabu. Choć kilkaset lat temu była znacznie bardziej powszechna niż obecnie, już z Trenów Jana Kochanowskiego wiemy, że od zawsze stanowiła zaprzeczenie naturalnego porządku narodzin i przemijania. To brzemieniem dzieci są pożegnania z rodzicami, a nie odwrotnie. Z odejściem dziecka trudno się pogodzić, niezależnie od uwarunkowań dziejowych i położenia geograficznego. Dzieciństwo w oczywisty sposób, we wszystkich kulturach jest kojarzone z radością, witalnością i życiową energią.

Wstrząs spowodowany śmiercią dziecka dotyka przede wszystkim jego rodziców, choć równie silnie to zdarzenie może odczuć rodzeństwo czy dziadkowie. Na wieść o śmierci dziecka instynktownie wspominamy zmarłą osobę. Jednak to żywi pozostają ze swoim bólem na wiele lat, który niekiedy nie opuszcza ich do końca życia. Angielski psychiatra i psychoanalityk, John Bowlby, wyróżnia cztery fazy przeżywania tego stanu przez rodziców: sprzeciw i odrętwienie, tęsknotę, chaos i rozpacz oraz reorientację.

To nie może być prawda…

W ten właśnie sposób reaguje większość rodziców, który stracili swoje dzieci, nawet jeśli były one nieuleczalnie chore, a lekarze wskazywali na nieuchronność śmierci. To naturalna reakcja obronna – mechanizm wyparcia, który w pewien sposób racjonalizuje okrutną rzeczywistość. W fazie sprzeciwu odrzuca się wręcz samo pojęcie śmierci, niekiedy dosłownie. Zdarza się, że niektórzy rodzice nie chcą dopuścić do pogrzebu swych pociech, ponieważ pochówek oznaczałby ostateczne przekreślenie wszelkich złudzeń. Często nie używa się słowa śmierć, zastępując je określeniami „lepszy świat” czy „podróż”. Dziecko zatem odchodzi, nie umiera…

Faza sprzeciwu może poprzedzać odrętwienie. Oba stany mogą ze sobą współistnieć. To ważne, by osoby bliskie rodzicom pogrążonym w żałobie potrafiły je dostrzec. Czasami drobne gesty, takie jak pomoc w codziennych obowiązkach czy zakupach, mogą być cenniejsze niż najcieplejsze słowa otuchy. Odrętwienie jest naturalną reakcją. Warto jednak pamiętać, że długotrwały stan odrętwienia może niekorzystanie odbić się na psychice.

Tęsknota

Poczucie pustki po śmierci dziecka przyjmuje charakter permanentny. Nie da się go wypełnić poprzez wykonywanie codziennych czynności. Każdy rodzic inaczej przeżywa ten stan, niemniej jest oczywiste, że pustka i tęsknota praktycznie już zawsze będą obecne w jego życiu. Powiedzenie „czas leczy rany” nie zawsze się sprawdza w tym przypadku. Ból po śmierci dziecka może ulec przytępieniu, ale często się zdarza, że nigdy nie przemija. Trzeba o tym pamiętać, rozmawiając z rodzicami, którzy stracili dziecko. Nie warto używać frazesów: „zobaczysz, wszystko będzie dobrze”. Mogą one pogłębiać tylko poczucie, że nic już w życiu nie będzie takie jak dawniej. Niestety, często jest to po prostu prawda, której nie zmienią puste słowa. Niektórzy rodzice mają potrzebę, by otwarcie wyrazić swój ból. Wspominają często dziecko, oglądają zdjęcia i filmy z jego udziałem. Inne osoby reagują dokładnie odwrotnie, a każde wspomnienie zmarłego dziecka wywołuje w nich przypływ rozpaczy. Osoby postronne powinny być niezwykle taktowne, nawet pośrednio wspominając o zmarłym. Nigdy nie wiadomo, czy nie sprawimy tym bólu.

I co dalej…?

Samo oswojenie się z faktem śmierci dziecka, które nie jest tożsame z pogodzeniem się ze stratą, może zajmować wielu rodzicom długie miesiące. Życie jednak nieubłaganie toczy się dalej. O ile wspomnienie zmarłego dziecka pozostanie na zawsze w pamięci, trzeba nauczyć się żyć na nowo. Tutaj znów niezwykle istotna jest rola otoczenia. W zależności od sposobu przeżywania żałoby, cenne może być każde wsparcie w powrocie do codzienności. Czasami po prostu wystarczy pozostawać dyspozycyjnym. Nie należy narzucać się z niesieniem pomocy, warto jednak być uczulonym na wszelkie sygnały, które wskazują na konieczność wsparcia. Niekiedy mogą być one subtelne, ale znaczące.

Gdy mija okres żałoby, nastaje czas reorientacji. Wiele par, które straciły swoje dzieci, po pewnym czasie zdecydowało się na ponowne posiadanie potomstwa. Takie nowe otwarcie, choć nigdy nie zagłuszy bolesnych przeżyć, zmusza do podjęcia nowych inicjatyw, form aktywności. Ponowne macierzyństwo pomaga przywrócić radość z życia. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Niemniej rodzice, którzy stracili dziecko, muszą podjąć próbę pogodzenia się z losem. Czasami warto udać się na wizytę do psychologa lub skorzystać z farmakoterapii. W internecie istnieją też grupy wsparcia zrzeszające rodziców podobnej sytuacji.

Smutne statystki

Według Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce następuje sukcesywny spadek umieralności dzieci w wieku 1–14 lat. W 2012 roku na 100 tys. dzieci w tym przedziale wiekowym umierało 14. Dla porównania, w 2000 roku odnotowywano zgony 22 dzieci na 100 tys., a na początku lat 90. – 36 dzieci. Mimo tych pozytywnych tendencji, nadal statystyki są przygnębiające. Każdego roku odchodzi bowiem 50 tys. dzieci. Większość zgonów stanowią poronienia (ponad 40 tys.).

Sytuacja rodziców, którzy stracili swoje dziecko na etapie ciąży, jest bardzo trudna. Oprócz oczywistego przeżywania żałoby, życie utrudniają im regulacje prawne dotyczące ewentualnego pochówku. W świetle obowiązujących przepisów poronienie następuje przed 22. tygodniem ciąży. Po tym okresie mówi się już o zgodnie płodu lub urodzeniu nieżywym. Jednak nie wszyscy rodzice zdają sobie sprawę z faktu, że szpital powinien przekazać zwłoki płodu, niezależnie od etapu ciąży. W praktyce zatem wiele dzieci, które zmarły przed 22. tygodniem ciąży, nie zostaje pochowanych. Niekiedy rodzice decydują się na wystawienie symbolicznego, pustego nagrobka. Sam fakt narodzin i śmierci nie zostaje zgłoszony do USC, co skutkuje utratą prawa do zasiłku pogrzebowego.

Może przerażać fakt, że w polskich realiach dramat utraty dziecka na etapie ciąży nie zawsze jest traktowany z należytą powagą. Bywa, że empatii brakuje samym lekarzom, którzy zajmują się kobietami po poronieniach. Nie może być mowy w takich przypadkach o umniejszaniu grozy śmierci, sami rodzice zaś, których dotknęła taka tragedia, powinni zostać otoczeni wszechstronną opieką.

Podobne

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany