Kiedy dni biegną w nieubłagany sposób, im starsze, tym krótsze, zacierają się wspomnienia. Czy pamięć może być atrakcyjna? Jak długo można uważać, że świat zaczyna się z chwilą naszych narodzin? Pamięć to nie przeszłość – to wyobrażenie o niej. Jest zawsze tu i teraz. Dotyczy historii, określonych zdarzeń, ale przechodzi przez osobisty filtr tego, kto pamięta. Emocje, które towarzyszą pamięci, są jak najbardziej teraźniejsze. Podobno nasz umysł organicznie nastawiony jest na dobre doznania. Upiększa lub wypiera te doświadczenia, którym towarzyszyły negatywne emocje. Broni się, a jego orężem jest właśnie pamięć. Wiemy, że okres przełomu lat 40. i 50. to czas niejednoznaczny, do dziś pokryty ciszą. Fakty to jedno – koniec wojny, odbudowa Gdańska, jego nowi mieszkańcy, ale trudno z suchych faktów, z dat, wnioskować o złożonych ludzkich losach, o odczuciach, które towarzyszyły wyborom ludzi w tamtym czasie. Tu pojawia się pytanie o pamięć. Ja pamiętam dziadka, ale co pamięta dziadek? Po 70 latach wnuki pytają o Gdańsk. Porozmawiać ze swoim przodkiem, dotrzeć do niego, kiedy był naszym rówieśnikiem, dotrzeć do jego pamięci. Przecież to nie data ślubu dziadków zadecydowała, że na świat przyszli rodzice, ja się urodziłem. Jakie zdarzenie wyzwoliło uczucie miłości u chłopaka i dziewczyny, w konsekwencji którego stali się moimi dziadkami? Jeszcze raz powtórzę: świat nie zaczął się z chwilą naszych narodzin. Jakieś konkretne zdarzenia i emocje doprowadziły do tego, że mogę powiedzieć: „oto jestem”.

Na marginesie, to na lekcji biologii uczono mnie, że cechy dziedziczy się od dziadków, a nie rodziców. W najnowszym spektaklu Teatru Miniatura pod tytułem „Taśmy gdańskie” Wojtek Zrałek-Kossakowski, wraz z młodymi gimnazjalistami i licealistami, toruje drogę dla pamięci dziadków. Teraz pamięć ma głos. Nie historycy, nie podręczniki, lecz relacje ludzi, z których jesteśmy. Przez wiele lat przeszłość była tajemnicą, dawkowaną w niezbędnym zakresie. Często ograniczoną do daty, imienia, ewentualnie funkcji i zawodu. Nie rozmawialiśmy w domach o przeszłości. Ze strachu, ze wstydu, z niewiedzy główne tematy rodzinne ograniczały się do bieżących spraw. Jednak pamięć potrafi odsłonić rodowe skarby, nawet jeżeli ich wartość historyczna jest wątpliwa. To tak jakby odnaleźć list miłosny sprzed kilkudziesięciu lat, który został napisany naszym charakterem pisma. Kartka pożółkła, ale treść jakaś nam bliska. W niejednej książce możemy przeczytać, jak było. Każda lekcja historii nam wyjaśni, kto i kiedy. Jednak tylko w rozmowie możemy usłyszeć wciąż żywe uczucia. Bo przecież owo bycie to nic innego jak odczuwanie. Ktoś coś przeżył podczas znanych nam zdarzeń i te przeżycia nas interesują najbardziej. Teraz wnuki pytają o Gdańsk, żeby zrozumieć samych siebie. Kiedyś ktoś zapyta o 2016 rok; ciekawe, co mu powiemy? Czy pamiętacie, jaka pogoda była w sierpniu? Pamięć ma głos – posłuchajmy jej.

Wicza w Miniaturze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany