Zrobią wiele, by oddawać się swojemu hobby. Niestety, mają takie możliwości tylko zimą, i to nie zawsze. Śnieżna aura w ostatnich latach nie jest przecież regułą. O kim mowa? O miłośnikach białego szaleństwa, którzy przekonują, że nie ma lepszej formy rekreacji niż jazda na nartach. Zawsze marzyłeś o tym, by dołączyć do ich grona? Może w tym sezonie nadszedł czas, aby spróbować!

Wytrawni narciarze z wieloletnim stażem, którym niestraszne są alpejskie stoki, mogą się uśmiechnąć z politowaniem, słysząc, że wystarczy pięć kroków, by zostać zawodowcem. Rzeczywiście, to raczej zbyt mało. Umiejętna jazda na nartach wymaga długotrwałego opanowania odpowiedniej techniki i nabycia nawyków, które sprawią, że będziemy bezpiecznie szusować po stokach. Nikt nie rodzi się zawodowcem, choć niektóre osoby mogą mieć szczególne predyspozycje do określonych dyscyplin. Od czegoś trzeba zacząć, by się o tym przekonać.

Warto krótko wspomnieć też o kwestiach zdrowotnych. W przypadku narciarstwa istnieje znacznie więcej wskazać niż przeciwwskazań do uprawiania tej dyscypliny sportu. Wady postawy czy schorzenia układu sercowo-naczyniowego nie muszą być przeszkodą, wprost przeciwnie – umiarkowana forma wysiłku jest zalecana. Na pewno z lekarzem powinny się skonsultować osoby z wcześniejszymi urazami stawów kolanowych czy chorzy na epilepsję.

Krok pierwszy: posłuchaj siebie

Brzmi jak banał? Być może, ale zanim rozpoczniemy przygodę z narciarstwem, naprawdę warto przeanalizować, czy jest to forma aktywności, do której chętnie będziemy wracać. To oczywiste, że zjazd nawet z niewielkiej górki może dostarczać dużej dawki adrenaliny. Narciarz intensywnie odczuwa pęd powietrza, który wzmaga się w przypadku wietrznej pogody. W narciarstwie biegowym średnia prędkość na prostej wynosi około 20–30 km/h, a przy zjazdach – około 60–70 km/h. Każdy, kto pokonał podobną granicę prędkości choćby na rowerze, wie, że to całkiem sporo… Profesjonaliści często przekraczają prędkość 100 km/h, co wymaga jednak mozolnego treningu i predyspozycji psychofizycznych. Jeśli chcesz przez chwilę poczuć się jak zawodowiec na stoku, wystaw rękę przez okno samochodu, który porusza się z podobną prędkością. Jeśli nie przeraża Cię prędkość i czujesz, że narty dostarczą Ci niezapomnianych wrażeń – sprawdź się na śniegu!

Krok drugi: poszukaj instruktora

Narciarstwo uczy pokory. Jeśli wcześniej nie miałeś do czynienia z nartami, a Twoje próby zjazdowe kończyły się na przydomowych górkach, zaufaj profesjonalistom. Dzięki temu nie tylko nauczysz się właściwej techniki, ale również zadbasz o własne bezpieczeństwo, które powinno być priorytetem. Podstawy narciarstwa można przyswoić nawet w cyklu weekendowym. Wystarczy trochę dobrych chęci i determinacji. Każdy trening ma sens, jeśli jest regularnie utrwalany. Co więcej, zawsze warto wracać do szkoły narciarskiej, nawet gdy się nam wydaje, że umiemy już dobrze jeździć.

Krok trzeci: wydatki zostaw na później

Ceny zawodowego sprzętu narciarskiego mogą przyprawiać o zawrót głowy. O fortunach wydanych na profesjonalne „deski”, kurtki i gogle krążą niemal legendy. Jednak jeśli stawiamy dopiero pierwsze kroki w świecie narciarstwa, powinniśmy pamiętać, że znacznie więcej zależy od nas niż od sprzętu, którym dysponujemy. Najważniejsze jest zapewnienie sobie swobody ruchów i komfortu termicznego.

Współczesne stoki narciarskie mogą przypominać wybiegi modowe, co dotyczy zarówno pań, jak i panów. Niemniej na początku warto zainwestować w elementy, który mają wartość praktyczną – przede wszystkim w ciepłą kurtkę, nieprzemakalne buty, czapkę i rękawiczki. A co z nartami? Wszak to najdroższa część ekwipunku… Można je po prostu wynająć. Dopiero gdy będziemy mieli pewność, że złapaliśmy bakcyla, możemy pokusić się o zakup własnych nart.

Krok czwarty: nie zniechęcaj się

A skoro już o bakcylu mowa – z pewnością nie każdy po pierwszych zajęciach na stoku będzie zachwycony. Osoby, które dotąd prowadziły siedzący tryb życia, mogą wręcz dotkliwie odczuwać skutki intensywniejszego treningu. Podobnie jest zresztą niemal przy każdej aktywności fizycznej. Niezłym pomysłem jest zadbanie o odpowiednią zaprawę przed sezonem zimowym, ze szczególnym uwzględnieniem mięśni nóg. Nie trzeba przy tym wdrażać intensywnych planów treningowych. Ważniejsze jest systematyczne przyzwyczajanie organizmu do wysiłku, na przykład poprzez przysiady, rozciąganie i inne proste ćwiczenia, które możemy powtarzać w domowym zaciszu.

Skoro narty, to i upadki… To prawda, której nie należy pomijać, ale i nie powinna ona nas paraliżować. Początkujący narciarze, o ile zostali odpowiednio przeszkoleni, rzadziej odnoszą poważniejsze kontuzje niż profesjonaliści. Jeżdżą wolniej i ostrożniej. Upadek na odpowiednio ugiętych nogach, bez podpierania się kijkami, najczęściej kończy się na chwili strachu, ewentualnie – na kilku siniakach. Nie warto z tego powodu zniechęcać się do przygody z nartami, lecz wyciągać wnioski na przyszłość.

Krok piąty: mierz siły na zamiary

W stwierdzeniu „narty same niosą” jest nieco prawdy, choć nadal decydujące będzie nasze zachowanie. Koordynacji ruchów i równowagi trzeba się uczyć długo i cierpliwie. Z czasem mózg utrwala określone odruchy, kierując się tzw. pamięcią mięśniową, co znacznie ułatwia delektowanie się białym szaleństwem. Nie oczekujmy jednak tego po kilku lekcjach z instruktorem lub nieśmiałych samodzielnych próbach. Początkujący narciarz na stoku powinien więc wybierać, łagodne i bezpieczne trasy. To żaden wstyd – raczej poczucie odpowiedzialności za siebie i innych. Osoby, które dopiero uczą się jeździć, często na własne życzenie prokurują niebezpieczne zdarzenia na trasach.

Rutyna bywa przyczyną wielu poważnych kontuzji znakomitych narciarzy. Nigdy nie należy bezgranicznie ufać swoim umiejętnościom; do końca nie da się przewidzieć sytuacji nagłych na stoku. Jeśli dopiero rozpoczynamy przygodę z narciarstwem, tym bardziej trzeba pamiętać o tej zasadzie, podobnie jak o innych, pozornie prostych czynnościach. Przed każdym założeniem nart należy zadbać o odpowiednią rozgrzewkę. Narciarstwo to piękny sport dla każdego, o ile nie zapominamy o własnych ograniczeniach.

Tekst: Michał Mikołajczak

Podobne

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany