W Polsce, podobnie jak w zdecydowanej większości krajów na świecie, wszyscy rodzice zobligowani są do tego, by ich dzieci wypełniały obowiązek szkolny. Uczęszczanie do szkoły jest więc normalną częścią życia każdego dziecka, niezależnie od miejsca zamieszkania i statusu materialnego. Istnieją jednak sytuacje, gdy jest możliwe realizowanie nauki poza szkołą.

Rezygnacja z nauki?

Edukacja domowa w żadnym razie nie oznacza rezygnacji z nauki. Nie ma takiej możliwości prawnej. Po prostu jest to forma nauczania realizowana w domu przez rodziców lub opiekunów prawnych, z pominięciem zajęć w szkole. Jest to działanie jak najbardziej zgodne z prawem i regulowane przez przepisy Ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty; jej art. 8 brzmi: „Na wniosek rodziców dyrektor odpowiednio publicznego lub niepublicznego przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko zostało przyjęte, może zezwolić, w drodze decyzji, na spełnianie przez dziecko odpowiednio obowiązku, […] poza przedszkolem, oddziałem przedszkolnym lub inną formą wychowania przedszkolnego i obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą”. A zatem zgodę na pobieranie nauki w domu wydaje dyrekcja szkoły; może ją również cofnąć. Edukacja w warunkach domowych oznacza bowiem konieczność przystąpienia przez ucznia do egzaminów klasyfikujących. W razie negatywnego wyniku możliwe jest cofnięcie powyższej zgody.

Kto może skorzystać?

Teoretycznie z systemu edukacji domowej może skorzystać każde dziecko. W Polsce jednak podjęcie takich kroków jest jednak postrzegane co najmniej jako kontrowersyjne, o ile nie wymusza tego sytuacja losowa. W praktyce zatem najczęściej na takie rozwiązanie decydują się rodzice, których dzieci z obiektywnych przyczyn nie mogą uczęszczać do szkoły (np. wskutek wypadku, poważnej traumy).

Obowiązki rodziców

Warto też wspomnieć, że oprócz wniosku o wydanie zezwolenia od dyrekcji szkoły konieczne jest uzyskanie opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej, która wskazuje na zasadność tego rodzaju nauczania. Ponadto rodzice muszą złożyć oświadczenie, w którym zobowiązują się do zapewnienia dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej na danym etapie kształcenia. To nie wszystko. Konieczne jest również zobowiązanie, że dziecko będzie w każdym roku przystępowało do rocznych egzaminów klasyfikacyjnych.

Wymagania formalne, których nie można pominąć, są oczywiście niezwykle istotne. Jednak równie ważny jest fakt, że rodzic lub opiekun musi sprawować wzmożoną pieczę nad dzieckiem, które będzie się uczyć w domu. Uczeń, przebywając przez kilka godzin dziennie w szkole, pozostaje pod kontrolą nauczycieli, a więc siłą rzeczy – bez kontroli rodzicielskiej, co jest normą. Dostosowuje się też do odgórnie ustalonego rytmu dnia, który obowiązuje w danej placówce. Czy rodzice, którzy są aktywni zawodowo, będą w stanie utrzymać odpowiednią dyscyplinę nauki w warunkach domowych? Czy mogą poświęcić swój wolny czas, aby codziennie kontrolować postępy w nauce i opanowanie podstawy programowej? To fundamentalne pytania, na które trzeba znaleźć odpowiedź na długo przed podjęciem decyzji o wyborze nauki w domu.

Blaski i cienie edukacji domowej

Zwolennicy edukacji w domowym zaciszu wskazują na liczne zalety takiego rozwiązania. Do potencjalnych korzyści z pewnością należy efektywniejsze gospodarowanie czasem. Dzieci, które nie uczęszczają na co dzień do szkoły, nie muszą poświęcać czasu na wcześniejsze wstawanie, dojazdy i powroty ze szkoły czy odrabianie lekcji. Odpada również czas spędzany na przerwach. Z pewnością są bardziej wypoczęte i zrelaksowane. Wprawdzie są zobowiązane, aby przystąpić do egzaminów sprawdzających wiedzę, ale nie zdobywają standardowych ocen cząstkowych, nie stresują się więc sprawdzianami, zadaniami domowymi, kartkówkami i koniecznością odpowiadania przy tablicy.

W zaletach edukacji domowej można jednak dostrzec zarazem wady. Balansowanie pomiędzy czasem na relaks i naukę może być wyjątkowo trudne, zwłaszcza bez należytego nadzoru osób dorosłych. Podobne problemy mają zresztą również ci dorośli, którzy pracują w swoich domach. W praktyce może się okazać, że samodzielna nauka jest zbyt pobieżna, a uczeń nie przykłada do niej należytej uwagi. Stres związany z całościowym opanowaniem materiału przed egzaminem sprawdzającym może dodatkowo działać paraliżująco.

Co z socjalizacją dzieci?

Obowiązek przysposobienia społecznego dziecka, które nie uczęszcza do szkoły, spada na rodziców lub opiekunów prawnych. W tym układzie to oni decydują, które normy społeczne i etyczne są znaczące. Można powiedzieć, że na tym polega przecież codzienne wychowania dzieci. Jednak w aspekcie edukacyjnym określone zasady nabierają znaczenia obowiązującej wykładni rzeczywistości.

Dziecko korzystające z edukacji domowej ma ograniczony kontakt z rówieśnikami. Warto wspomnieć, że przysługuje mu pełne prawo udziału w zajęciach pozalekcyjnych i szkolnych kółkach zainteresowań. Niemniej jest to jedynie namiastka socjalizacji. Przeciwnicy powszechnego szkolnictwa wskazują, że socjalizacja może oznaczać demoralizację – normą staje się prawo silniejszego rówieśnika, który poza własną siłą nie dysponuje żadnymi innymi kompetencjami. Rzeczywiście, czasami tak się dzieje. Warto zadać sobie pytanie, co jest lepszym wyjściem – przeciwdziałanie patologicznym zachowaniom w grupie czy odizolowanie dziecka? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Wiadomo jednak, że konieczność zmierzenia się z sytuacjami konfliktowymi czy kryzysowymi, wbrew pozorom, może być cenną lekcją wychowawczą.

Socjalizacja oznacza również nabycie umiejętności współdziałania w obrębie grupy, dostrzegania potrzeb innych osób i zdolności do pogłębionej empatii. Dziecko, które uczy się w domu, może mieć do przebycia trudniejszą drogę do opanowania tych zdolności społecznych. Jest to możliwie wyłącznie przy intensywnej trosce ze strony rodziców.

Tekst: Michał Mikołajczak

Podobne

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany