Zakładamy, że nikt się nie rodzi zły. Każde zło ma przecież jakieś przyczyny – najczęściej zewnętrzne, choć może być skutkiem np. zaburzeń psychicznych. Niekiedy jednak nie potrafimy pokusić się o trafną diagnozę niewłaściwego zachowania dzieci, zwłaszcza gdy chodzi o nasze dzieci.

„Takie dobre dziecko…”

Skądś to znamy? Tak, bo to całkiem normalne. Zdecydowana większość dzieci, o ile oczywiście ich rodzice nie popełniają od początku karygodnych błędów wychowawczych, z natury jest szczera, ufna, uległa – po prostu dobra. Kiedy pojawia się etap dziecięcego buntu, a więc w czasie, gdy dziecko odkrywa uroki negowania rodzicielskich nakazów i zakazów, na horyzoncie pojawia się zarzewie przyszłych potencjalnych konfliktów.

Miliony rodziców na całym świecie – świadomie lub nieświadomie – nie są w stanie nadążyć za rozwojem swoich dzieci. Tempo życia i rozwój nowoczesnych technologii również przyczyniają się do coraz większej przepaści międzypokoleniowej. Sytuacja jest najbardziej widoczna w rodzinach, w których różnica wieku między rodzicami a dziećmi jest znacząca, choć oczywiście nie można mówić, że jest to reguła. Obecnie już różnica kilku lat może świadczyć o przynależności do określonego pokolenia. Generacje, które wychowywały się w latach 80. niekoniecznie potrafią zrozumieć osoby urodzone już w latach 90. I choć to ujęcie bardzo umowne, nie da się ukryć, że starsi nie zawsze rozumieją potrzeby młodszych, a młodsi – nie respektują porządku, który chcą narzucać starsi. Być może czasami nadużywamy w dyskusji publicznej pojęcia „generacja”, niemniej współczesne konflikty pokoleń na tle dynamiki zmian współczesnej rzeczywistości zdają się przybierać na sile.

Rodzice, którzy nie chcą lub nie potrafią zrozumieć tempa rozwoju własnego dziecka, czasami są bezradni wobec jego buntu. Chętnie wracają zatem wspomnieniami do czasu, gdy było ono jeszcze „dobrym dzieckiem”, dziwiąc się radykalnym zmianom jego zachowania i nie zauważając, że coś się zdarzyło w międzyczasie. Brak płaszczyzny porozumienia między rodzicami a dziećmi to najczęstsze zarzewie licznych konfliktów. Najczęściej agresja, zwłaszcza wśród dorastających dzieci, ma wiele przyczyn, które dojrzewały w ciągu lat.

Ważny i niezauważony

Jedną z przyczyn agresji, która rozkwita w wieku dojrzewania, może być notoryczne ignorowanie potrzeb dziecka. Potrzeby materialne, które często wysuwają się z perspektywy rodzica na pierwsze miejsce, wcale nie są ważniejsze od potrzeb emocjonalnych. Zaspokajanie tych drugich przyczynia się do budowania poczucia wartości i wzmacnia porozumienie między dzieckiem a rodzicami. Umniejszanie roli dziecka w życiu rodziny, np. poprzez nieuwzględnianie jego zdania przy podejmowaniu ważnych decyzji, może się stać przyczyną narastającej frustracji, przy jednoczesnym zaniżaniu samooceny. Agresja wobec rodziców może być zatem specyficzną formą zwrócenia na siebie uwagi oraz walki o własną tożsamość i niezależność.

Nastolatek, który coraz lepiej zaczyna rozumieć rzeczywistość, mimo że mentalnie nadal jest dzieckiem, dostrzega także pomyłki rodziców, których niegdyś nie był w stanie zauważyć. Błędy wychowawcze to norma, od której nawet najlepsi rodzice nie są w stanie uciec. O ile potrafimy się do nich przyznać – również (a może przede wszystkim) przed dzieckiem – nie powinny one zaburzać relacji między rodzicami a dziećmi. Gorzej, jeśli rodzice próbują wypierać ze świadomości swoją niedoskonałość i budować swój autorytet wedle reguł dyktatorskich. To może rodzić frustrację, która staje się podłożem późniejszej agresji, zwłaszcza wobec poczucia jawnej niesprawiedliwości i bezsilności.

Agresja skierowana w stronę rodziców może być również sygnałem problemów, na które młody człowiek napotyka w swojej grupie rówieśniczej. Możliwe, że nie potrafi zdobyć w niej pozycji, która byłaby dla niego satysfakcjonująca, co odreagowuje nad rodzicach, którzy w danym momencie wydają się mu łatwą ofiarą. Być może w ten sposób chce się dowartościować albo przeprowadzić swoisty eksperyment, sprawdzając, do jakiego stopnia zachowań agresywnych można się posunąć bez poniesienia konsekwencji. To oczywiste, że agresywne zachowania dziecka mogą rodzić frustrację rodziców. Jednak jeśli agresja staje się częścią dnia codziennego, koniecznie należy zacząć od prób ustalenia jej przyczyn zewnętrznych.

Owoce złych wzorców

Wychowanie w dużej mierze polega na kreowaniu wzorców, które staną się przyszłą podstawą światopoglądu młodego człowieka. Zaburzone relacje w rodzinach muszą odbić się na postrzeganiu rzeczywistości przez dziecko. Jeśli przemawianie z pozycji siły jest w domu normą, a stosowanie agresji werbalnej czy wręcz fizycznej stanowi jedyny środek perswazji wśród dorosłych, trudno oczekiwać, by dziecko na własną rękę szukało lepszych rozwiązań. Nieważne, że taka droga na skróty nosi znamiona patologiczności; liczy się skuteczność działań. Agresywne zachowania dzieci, które dorastały w rodzinach dysfunkcyjnych, nie powinny więc nikogo szczególnie dziwić.

Co jednak powiedzieć o agresywnych nastolatkach z tak zwanych dobrych domów? Oni przecież niekoniecznie musieli obserwować, jak ojciec znęca się nad matką. Nic się jednak nie dzieje bez przyczyny, a więc również mogli mieć do czynienia z niewłaściwymi zachowaniami. Przykłady? Na pewno dobrymi wzorcami dla dziecka nie będą:

  • pogarda wobec innych osób, niekoniecznie członków rodziny;
  • postawy egocentryczne;
  • narzucanie innym swojego zdania;
  • brak tolerancji wobec odmiennych postaw i poglądów;
  • wyszydzanie i krytykanctwo.

Jak wiadomo, rodzice idealni nie istnieją, więc każdemu z nas zdarza się przekraczanie określonych norm społecznych. Jeśli jednak są to incydenty, nie musimy się obawiać o to, że przesiąkną nimi nasze dzieci. Gorzej, gdy tracimy kontrolę nad własnymi emocjami w obecności dziecka. Prędzej czy później zechce ono powielić takie schematy, czemu trzeba się stanowczo przeciwstawić. Im prędzej, tym lepiej. Małe dziecko, które wyszydza albo bezpodstawnie krytykuje inne osoby, w przyszłości może skierować swą agresję w stronę rodziców.

Przemoc domowa nieletnich a statystki

Z oficjalnych statystyk, które są co roku publikowane przez policję (www.statystyka.policja.pl), wynika, że przemoc domowa nieletnich jest zjawiskiem marginalnym. Na przykład, w 2013 roku o popełnienie przestępstw podejrzewano ponad 71 tys. nieletnich. W tym samym czasie, jak wynika z danych procedury „Niebieskiej karty”, przemocy domowej dopuściło się 255 osób poniżej 18. roku życia. W 2016 roku było to już 373 nieletnich. Mimo znacznego wzrostu odsetka takich zdarzeń, wciąż ich skala wydaje się być niewielka. Tyle tylko, że oficjalne statystyki mogą stanowić wierzchołek góry lodowej. Nikt nie ma wątpliwości, że w tym przypadku mamy do czynienia z obrazem mocno zafałszowanym. Jak podkreślają policjanci i pracownicy społeczni, bardzo wielu rodziców nie chce zgłaszać takich zdarzeń. Powodem może być po prostu strach przed eskalacją problemu, ale również wstyd lub źle rozumiana chęć ochrony dziecka przed konsekwencjami prawnymi. Innymi słowy, można przypuszczać, że zgłaszane są przypadki najbardziej drastycznej przemocy wobec rodziców, którzy czują realne zagrożenie własnego zdrowia lub życia. A co z przemocą werbalną albo psychologiczną? Ta najczęściej jest pozostaje wyłącznie w czterech ścianach, stanowiąc temat tabu.

Dobro rodzi dobro?

Ta zasada wydaje się niepodważalna i jest mocno zakorzeniona w kulturze łacińskiej, wedle biblijnej reguły „zło dobrem zwyciężaj”. Warto jednak pamiętać, że w procesie wychowania dzieci łatwo można popaść w skrajność, a dobro przybiera karykaturalne formy. Wypaczone rozumienie dobrego wychowania często przeradza się w różne formy „bezstresowości”, które mogą wydawać się całkiem niewinne. Na początku ignoruje się fakt, że dziecko obraża rówieśników, łamie zasady dobrego wychowania i nie akceptuje porządku dnia (np. chodzi spać o dowolnej porze). Później rodzice przechodzą z dzieckiem na „ty”, pozwalają mu na agresję werbalną, a wysokość kieszonkowego rośnie w geometrycznym tempie. Postawa roszczeniowa dziecka staje się normą, a uległość rodziców wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem. Pętla się zaciska. Wszystko przecież dla dobra młodego człowieka… Stąd już tylko niewielki krok do ubliżania rodzicom, całkowitego ignorowania ich autorytetu, a w skrajnych przypadkach – również do przemocy fizycznej. Pamiętajmy zatem, że dobro w procesie wychowania nie powinno być bezgraniczne. Brak określonych form dyscyplinowania dziecka jest w gruncie rzeczy działaniem na jego szkodę.

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany