Tekst: Michał Mikołajczak



„Mój dom to moja twierdza” – to hasło często jest rozumiane dosłownie, w kategoriach przestrzeni, gdzie obowiązują wyłącznie nasze zasady, niekiedy sprzeczne z tymi ogólnie przyjętymi w społeczeństwie. Póki mieszkamy sami i działamy w granicach prawa, możemy sobie pozwalać na pewne ustępstwa. Jednak gdy w rodzinie pojawia się dziecko, trzeba poszerzyć własne horyzonty, mając przede wszystkim na uwadze jego dobro.

Swoboda, czyli niezbywalne prawo

Poza domem – na ulicy, w pracy czy wśród znajomych – często musimy się dostosowywać do obowiązujących konwenansów. Niekiedy robimy to bezwiednie, innym razem – trzeba się przymuszać do określonych zachowań. Nic dziwnego, że wracając do domu, tęsknimy za swobodą, która stanowi nasze niezbywalne prawo, za oderwaniem się od sztywnych reguł, w gruncie rzeczy nam obcych. Lubimy zrzucić z siebie to, co nas uwiera – również dosłownie. Nagość w czterech ścianach nie jest przecież marginalnym zjawiskiem. Bywa podyktowana zwykłą wygodą, ale czasami również wewnętrznym sprzeciwem wobec obowiązujących na co dzień norm. Czy dzieci powinny być w tym przypadku przeszkodą, czy raczej nie należy się przejmować ich obecnością?

Nagość a seksualność

Nagość jest stanem naturalnym, w którym przychodzimy na świat. Uczucie wstydu, które m.in. odróżnia nas, ludzi, od zwierząt, jest w dużej mierze nabyte, choć do pewnego stopnia również zakodowane w mózgu człowieka, co potwierdzają liczne przykłady znane z różnorodnych kultur. Chrześcijańska tradycja każe wiązać wstyd o podłożu seksualnym z grzechem, sferą profanum. I niemal automatycznie łączy nagość z seksualnością, przynajmniej w wymiarze ziemskim. Nagość w niebie i piekle jest już aseksualna. Możemy się o tym przekonać, podziwiając obrazy dawnych mistrzów malarstwa. To forma zamknięcia pętli żywota – nadzy się rodzimy i tacy sami stajemy przed Bogiem na Sądzie Ostatecznym.
Zejdźmy jednak na ziemię i wróćmy do codzienności. Trzeba pamiętać, że nie każda nagość musi się wiązać z seksualnością, a już na pewno nie z samej zasady. W procesie wychowania dzieci nie wolno stawiać między tymi dwiema sferami znaku równości. Jeśli będziemy traktowali nagość jako temat tabu, pójdziemy właśnie tą drogą, praktycznie zrównując ją z tajemniczą i niedostępną, a zarazem pożądaną seksualnością. Dziecko musi zrozumieć, że do sfery seksualności trzeba dojrzeć i nie da się przeskoczyć tego etapu rozwoju. Natomiast nagość może być formą swobody, bez względu na wiek, która jednak również musi mieć swoje granice.

Nieistniejące sekrety

Zwolennicy całkowitego odizolowania dzieci od nagości argumentują, że ten sposób wpajają im elementarne zasady kultury i przyzwoitości. Nie zmienia to faktu, że tworzą sztuczną rzeczywistość, ponieważ postrzegają tę sferę przez pryzmat osób dorosłych, Najczęściej zapominają, że nagość jest stanem naturalnym, nie zaś skrzętnie skrywanym sekretem. Tworzenie nienaturalnych barier nie sprzyja rozwojowi dziecka, które zaczyna postrzegać nagość jako zło. Naukowcy udowodnili, że dzieci, których rodzice traktowali nagość wyłącznie w kategoriach wstydliwej seksualności, są bardziej wycofane, często nie akceptują własnego ciała i mają skłonności do kompleksów. Niektóre dziewczęta wręcz przejawiają fobię przed noszeniem zbyt obcisłej odzieży, nie chodzą na basen czy plażę, ponieważ boją się własnej nagości. Ten sam problem czasami, choć rzadziej, dotyczy również i chłopców. Zaburzenia w zakresie postrzegania własnego ciała mogą prowadzić do poważnych schorzeń o podłożu psychicznym, takich jak anoreksja.
Naturalna ciekawość świata u dzieci prędzej czy później skieruje się w stronę nagości. Najgorszym błędem jest usilna – i najczęściej nieudolna – próba jej ograniczania przez rodziców. Unikanie odpowiedzi na wstydliwe pytania dziecka nie sprawi, że jego zainteresowanie osłabnie. Wprost przeciwnie – dziecko nabierze przekonania, że skoro mamy coś do ukrycia w temacie nagości, tym bardziej fascynujące będzie jej odkrywanie. Małe dzieci mogą próbować eksperymentów ze swoimi rówieśnikami, a starsze – poszukają odpowiedzi w internecie, również na stronach z filmami pornograficznymi. To najprostsza droga do zrównania naturalnej nagości z patologiczną seksualnością, a zarazem do wypaczenia obu tych pojęć. Rozmowy rodziców z dziećmi o nagości nie muszą być łatwe, ale często są po prostu koniecznością i ważnym etapem w procesie wychowania. Komunikat skierowany do dziecka powinien brzmieć: „Nie widzę problemów, o których nie moglibyśmy porozmawiać”.

Żadnych zahamowań?

Skoro nagość nie powinna być dla dzieci tematem tabu, czy to oznacza, że odpowiednie wychowanie musi się wiązać z całkowitym brakiem zahamowań pod tym względem? Bynajmniej. Przede wszystkim małe dzieci nie zawsze potrafią pojąć, na czym polega prywatność i dyskrecja. Na przykład, często głośno opowiadają w przedszkolu o wstydliwych czy wręcz intymnych sprawach, o których mówi się w domu szeptem. Dlaczego tak się dzieje? Przestrzenie domu i miejsc, w których spotykają się z innymi ludźmi, są dla nich tożsame. Sprzyja temu naturalna szczerość małych dzieci. Jeśli więc rodzice bez żadnych zahamowań (i bez wyjaśnień) będą poruszać się przy dziecku bez ubrań, ono uzna taki stan za naturalny. I niewykluczone, że zechce się podzielić swoimi uwagami na ten temat z rówieśnikami. Co gorsza, może próbować naśladować te same zachowania poza domem.
Rolą rodziców jest więc ciągłe uświadamianie dziecku, że dom jest sferą nienaruszalnej prywatności, którą należy starannie chronić. Częścią tej intymności jest także i nagość. Jednak dziecko nie może przyjmować, że stanowi ona ogólnie akceptowaną normę dla wszystkich. Zawsze trzeba podkreślać, że nie każdy chce nas oglądać nago; co więcej – narzucanie innym swojej nagości jest naganne. Ta sama zasada obowiązuje również wtedy, gdy do naszego domu przychodzą goście.
Dziecko powinno rozumieć, że nagość w domu, wobec swoich najbliższych, nie musi być wykroczeniem, którego za wszelką cenę trzeba unikać. Nie stanie się przecież nic złego, jeśli przez kilka sekund przypadkowo zobaczy któregoś z rodziców bez ubrania. Natomiast sytuacja, w której nie zareaguje na cudzą nagość poza domem, może być wręcz niebezpieczna. Małe dziecko nie będzie potrafiło odróżnić cudzej nagości od seksualności. Najczęściej nie będzie w stanie samodzielnie ustrzec się przed „złym dotykiem” osób postronnych. Tym większe znaczenie ma zawężenie nagości wyłącznie do obszaru własnego domu.

Szacunek do ciała

Wpajanie zasad intymności oznacza przekazywanie dziecku bardzo ważnego przesłania – nasze ciało samo w sobie jest wartością, więc zasługuje na szacunek. Na tym przecież opierają się nasze prawa do nietykalności i godności. Publiczne eksponowanie własnego ciała może być zaprzeczeniem tej zasady i warto, by dzieci miały tę świadomość. Dzięki temu mogą uniknąć w przyszłości nadmiernej fascynacji nagością na sprzedaż, którą zainteresują się w wieku dojrzewania. Takie zaciekawienie nie powinno szokować rodziców. Ważne, by dorastające dzieci miały świadomość, że przemysł pornograficzny stanowi swoiste wypaczenie seksualności, a nie esencję współczesnego świata rozrywki.
Budowanie zasad intymności warto zacząć od konsekwentnego przestrzegania prostych zasad. Gdy dziecko jest jeszcze małe, warto mu uświadamiać, że niektóre części ciała służą szczególnym celom; nie są na pokaz i nikogo nie powinny interesować, a jeśli interesują, dzieje się coś złego. Agresywne przeganianie dziecka z łazienki, bez podawania żadnych argumentów, gdy akurat wychodzimy spod prysznica, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Na drugim biegunie jest kąpanie się z dorastającymi dziećmi albo pozwalanie im na przebywanie w toalecie, podczas gdy jesteśmy zajęci czynnościami fizjologicznymi… Żadna skrajność w tym przypadku nie podziała wychowawczo. I nie przyczyni się do umocnienia przekonania o szacunku do własnego ciała. Jeśli nadmiernie będziemy epatować nagością przed dziećmi, sami damy najlepszy przykład, że nie przywiązujemy dużej uwagi do tej kwestii. Trudno wymagać od dzieci większej dojrzałości w tym względzie.

Bezcenna równowaga

Nagość jest naszym prawem, ale przecież nie obowiązkiem. W określonych granicach bywa wyborem, a niekiedy wręcz koniecznością. Na przykład, jeśli musimy szybko się przebrać, nie ma potrzeby, aby robić z tego powodu szczególny rytuał. Naturyści uważają inaczej, lecz rozsądniejsze wydaje się nienarażanie dziecka na konieczność „podziwianie” naszego nagiego ciała przez większą część dnia. W ten sposób nie tylko demonstrujemy, że nie szanujemy własnej intymności, ale i przekraczamy granicę pomiędzy pięknem nagości a pospolitością. A dziecko powinno mieć świadomość, że nagość jest również formą naturalnego i zróżnicowanego piękna. Równowaga w kontekście tak delikatnego tematu jest wręcz bezcenna.

Podobne

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany