Odwołać i zwolnić…

Odwołałam prawie wszystko. Odwołałam ośmiodniową trasę autorską. Miałam przemierzyć całą Polskę, spotkać się z Czytelnikami pod Gnieznem, na Śląsku, w Małopolsce, gdzieś pod Lwowem i pod Białymstokiem. Dodatkowo warsztaty ze Szkołą Żon. Projektem, na którym bardzo mi zależy. Miałam wszędzie jeździć sama, przemierzać Polskę wzdłuż i wszerz swoim samochodem.

Przede mną leży pismo z Urzędu Skarbowego, że zapomniałam dołączyć ostatniej strony deklaracji podatkowej, kilka dni temu dostałam telefon od pana, którego zapisałam w telefonie pod hasłem „Egzekutor”, że jestem winna Urzędowi Miejskiemu osiemdziesiąt złotych i pięćdziesiąt groszy. Wczoraj SMS od pani od religii, że syn nie ma zeszytu.

Nie ogarniam. Potrzebuję odpoczynku jak powietrza. Potrzebuję pobyć w domu, posprzątać w szafach, ugotować dwudaniowy obiad z deserem i upiec ciasto. Bezglutenowe oczywiście, bo córka nie może jeść pszenicy.

Powinnam odpocząć. Leżeć i pachnieć. Nawet dostałam od jednej z czytelniczek voucher na masaż. Masaż w Gdyni. Nie po drodze, nie mogę go „załatwić” w tak zwanym międzyczasie. Pomiędzy odwożeniem dzieci do szkoły, zrobieniem zakupów czy odebraniem bielizny z magla (och, kocham wymaglowaną bieliznę). Voucher czeka w komputerze. Gdyby mnie ktoś tak teleportował na ten masaż, z przyjemnością bym skorzystała. Nie chcę się umawiać, bo mam awersję przed zapisywaniem czegoś w kalendarzu.

Nie chcę się spieszyć, chciałabym leżeć na łące i patrzeć w niebo.

Aha, zapomniałam. Lato jakoś szybko przeleciało, zupełnie nie wiem kiedy. Czy zdążyłam poleżeć na łące? Uff, zdążyłam. Na Kaszubach.

Chcę na Kaszuby. Teraz, natychmiast. Tylko tam odpoczywam tak naprawdę.

Odwołałam prawie wszystkie spotkania.

Pewnego wieczoru, gdy położyłam dzieci spać, usiadłam w fotelu, głaszcząc Puszysława (mojego kota) i zaczęłam się zastanawiać, co jest w życiu dla mnie ważne. Bezapelacyjnie odpowiedziałam sobie: DZIECI.

Dzieci wygrywają ze wszystkim. To dlaczego tak gonię za wszystkim innym, a gdy jestem z dziećmi, nie umiem się zatrzymać? Jestem bombardowana mailem, fejsem, milionem informacji z telewizora czy komputera. Nie, tak dalej być nie może.

A wyobraźmy sobie ważne spotkanie biznesowe. Jesteśmy na rozmowie z kontrahentem, na którym nam bardzo zależy. Wtedy wyłączamy telefon, nie zaglądamy na Facebooka, jesteśmy skoncentrowani na rozmówcy. Jest on dla nas ważniejszy niż nasza rodzina? NIE! To dlaczego, gdy rozmawiamy z dziećmi, robimy milion innych rzeczy w tym samym czasie?

Będę koncentrować się na dzieciach, będę. Mam ochotę wyrzucić mojego smartfona, w którym mam wszystko, i kupić sobie telefon tylko do dzwonienia. Albo kupić drugi telefon, z numerem, który będzie znała tylko bliska rodzina.

Chcę być w domu. Chcę gotować, sprzątać, robić przetwory i odrabiać lekcje z dziećmi. Chcę siedzieć z nimi wspólnie pod kocem.

Dzisiaj mój syn sam poszedł do sklepu po mleko:

Mama, kupiłem bez laktozy.

O matko, on jest już taki duży! Kiedy to minęło?

Jak tak dalej będzie, wystosujemy do ciebie oficjalne pismo, że nie chcemy, byś tak często wyjeżdżała. Wszyscy się pod tym podpiszemy. Puszysław też.

Nie chcę dostać takiego pisma. Zwalniam.

Dziś niedziela. Rosół. A potem upiekę ciasto bezglutenowe z jabłkami zebranymi przez nas rodzinnie z naszej działki w Dolinie Radości.

Zwalniam. A co tam u Was?

Magdalena Witkiewicz

Podobne

O Autorze

Magdalena Witkiewicz

Pisarka. Debiutowała powieścią pt. „Milaczek”, która została wydana w 2008 roku. Autorka 15 książek. Ostatnio wydała powieść „Czereśnie zawsze muszą być dwie”. Na dużym ekranie w niedalekiej przyszłości ujrzymy adaptację jej książki „Szkoła żon” – właśnie zostały sprzedane prawa do ekranizacji tej powieści.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany