Tekst: Michał Mikołajczak

 

Szybkość, dynamika, nagłe zwroty akcji – tak jest właśnie hokej. I za to kochają go miliony ludzi na całym świecie. Jednak gdy próbujemy sobie przypomnieć najbardziej spektakularne mecze hokejowe, często na myśl przychodzą nam przede wszystkim bójki z udziałem zawodników, niekiedy bardzo brutalne. Czy na tym polega esencja ten dyscypliny sportu?

Przełamać nudę na lodzie, czyli trochę historii

Pierwszym wizualnym świadectwem rozgrywek zbliżonych do hokeja, które utrwalono w świecie sztuki, jest obraz niderlandzkiego malarza Petera Brugela „Myśliwi na lodzie”. Możemy na nim podziwiać postacie korzystające z zakrzywionych kijów. Czy faktycznie chodziło o zorganizowaną formę zawodów sportowych? Tego nie wiadomo. W każdym razie przyjęło się, że korzenie tej dyscypliny mogą sięgać końca XV wieku. Natomiast samo słowo „hokej” pochodzi dopiero z 1785 roku, a jego etymologia jest niepewna. Być może stanowi nawiązanie do francuskiego określenia hoquet (pasterski kij, zgięty kij). Tyle hipotez. A co wiemy na pewno?
Hokej w znanej nam odsłonie spopularyzowano w Ameryce Północnej, w II połowie XIX wieku. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zakładać, że u podstaw hokeja legła chęć przełamania nudy w warunkach surowego klimatu Kanady. W 1855 roku stacjonujący w Ontario angielscy żołnierze postanowili wykorzystać połacie lodu do rozgrywek zespołowych. Ponieważ warunki klimatyczne nie do końca pozwalały na inną formę aktywności, pomysł spotkał się z szerokim odzewem, stopniowo zdobywając coraz większą popularność. Pierwszy halowy mecz hokeja odbył się w 1875 roku, w Montrealu; grano przez 60 minut, używając drewnianego krążka. Od 1893 roku prowadzone są najbardziej elitarne rozgrywki w tej dyscyplinie – Puchar Stanleya. Jego nazwa pochodzi od nazwiska gubernatora generalnego Kanady, Lorda Stanleya, który ufundował to trofeum. Nic dziwnego zatem, że Kanada uznawana jest za kolebkę współczesnego hokeja. Sport, który początkowo miał być antidotum na nudę, stał się globalną dyscypliną, która budzi wiele emocji, a niekiedy wręcz ostrych kontrowersji.

Klątwa Anglików?

Trudno jednoznacznie wskazać, dlaczego akurat hokej wyzwala szczególne emocje wśród zawodników. Korzeni animozji można by się doszukiwać w ognistych temperamentach angielskich pomysłodawców tego sportu. Czy możemy mówić więc o klątwie Anglików? No cóż, chyba raczej nie… Anglicy wymyślili również piłkę nożną, gdzie każdy przejaw boiskowej przemocy (a nawet zamysł, np.: zamachnięcie się na rywala, pogrożenie pięścią, nieprzyzwoite gesty) wobec drugiego zawodnika jest surowo karany – zarówno przez kluby, jak i rodzime federacje. Przykład z rodzimego podwórka? Pomocnik Lechii Gdańsk, Flavio Paixao, podczas derbów Trójmiasta jesienią ubiegłego roku sfaulował zawodnika miejscowej Arki Gdynia, uderzając go (jak sam twierdził – przypadkowo) łokciem w twarz. Sędzia natychmiast wyrzucił piłkarza Lechii z boiska, a Komisja Ligi ukarała go dodatkowo zakazem występu w trzech kolejnych meczach.

Skąd nadmiar agresji?

Wróćmy jednak do hokeja. Co prawda, z założenia jest to sport kontaktowy, gdzie dozwolone są ataki ciałem, ale przecież jest to również domena innych dyscyplin, takich jak rugby, nie wspominając już o sportach walki, w których istotą jest zadawanie celnych ciosów przeciwnikowi albo powalenie go na ziemię. Adrenaliny zatem nie brakuje w wielu dyscyplinach, jednak widok kilkunastu rosłych mężczyzn okładających się kijami hokejowymi może skłaniać do pytania, co sprawia, że atmosfera na lodzie staje się gorąca.
A może problem nie istnieje i po prostu jest wymysłem mediów, które lubią mniejsze i większe skandale w sporcie? Chyba jednak nie do końca. Cytowany przez portal www.sport.pl dziennikarz Steve Rusin przytacza zatrważające statystyki, wedle których przeciętny Amerykanin do 18. roku życia ogląda w telewizji 200 tys. aktów przemocy, z czego większość – na meczu play-off ligi NHL. Takie dane dają do myślenia…
Abstrahując od statystyk, aby zrozumieć fenomen przemocy na lodzie – bo tak trzeba określić to zjawisko – należy pamiętać, że awantury hokejowe mają wielorakie podłoże. Po pierwsze, bójki dostarczają dodatkowych emocji kibicom, którzy często wręcz oczekują rozstrzygnięć siłowych. Po drugie, awantury bywają sposobem na odreagowanie sportowej złości, zwłaszcza po porażce, a z biegiem lat stały się niemal komponentem swoistego folkloru hokeja. Po trzecie, wynikają bezpośrednio z charakteru dyscypliny i dynamicznego rozwoju wypadków na tafli. Po czwarte, mogą być jednym z elementów przyjętej taktyki.
Nad tym ostatnim podpunktem warto zatrzymać się na dłużej. W hokeju, zwłaszcza w Ameryce Północnej, funkcjonują zawodnicy, którzy są określani jako enforcers, czyli prowokatorzy. Niekiedy poprzez swoje niekonwencjonalne zachowania starają się zmobilizować kolegów z zespołu do skuteczniejszej gry. Częściej jednak mogą po prostu szukać zaczepek i bójek, które są karane dyskwalifikacją, a więc liczyć na potencjalne osłabienie drużyny przeciwnej. Enforcers znani są również i w innych dyscyplinach. „Wymiany uprzejmości” między rywalami zdarzają się również w koszykówce czy piłce nożnej, jednak bójki należą tam do rzadkości. W hokeju jest inaczej. I tak naprawdę trudno wskazać tę jedną przyczynę, która odpowiada za nadmierną agresję właśnie u hokeistów. Raczej jest to kompilacja wymienionych powyżej podpunktów.

Wojna międzynarodowa

Nikogo nie dziwią siłowe utarczki hokeistów w rozgrywkach ligowych. Zdarza się jednak, że walczą ze sobą wręcz przedstawiciele różnych reprezentacji narodowych. Jak wspomina portal www.sport.pl, taka sytuacja miała miejsce podczas mistrzostw świata juniorów w Czechosłowacji: „Bijatyka rozgorzała w drugiej tercji, ale zanosiło się na nią od początku, bo hokeiści wzajemnie się prowokowali. Theoren Fleury, później gwiazda Calgary Flames, po golu udawał, że kij to karabin maszynowy, z którego ‚strzelał’ do ławki Rosjan. Bójka była tak zażarta, że organizatorzy musieli zgasić światło, by uspokoić hokeistów. Drużyny wyrzucono z turnieju”.

Co na to przepisy?

Skoro bójki na tafli nie należą do rzadkości, osoba niezorientowana w tematyce sportowej mogłaby przypuszczać, że przepisy regulujące zasady hokeja są zbyt liberalne. Nic podobnego, gdyż jest… wręcz odwrotnie. Sędziowie mają do dyspozycji cały wachlarz kar indywidualnych i zespołowych. Istnieją 24 rodzaje indywidualnych zachowań, które są karane, m.in.: przytrzymywanie kija przeciwnika, kłucie kijem, atak kolanem, podcinanie. Karana jest również nazbyt ostra gra, która wydaje się istotą tej dyscypliny. A skoro tak, dochodzimy do wniosku, że hokej w założeniu powinien być grą toczoną w duchu fair-play.

Dobra dyscyplina dla dzieci?

Choć niektórych może to dziwić, na takie pytanie trzeba odpowiedzieć twierdząco. To prawda, że bójki na lodzie mogą przerażać, lecz nie należy ich demonizować i nie powinny rzucać cienia na ogólny obraz samej dyscypliny. Hokej może być znakomitym wyborem dla dziecka. To świetna forma treningu ogólnorozwojowego. Mali hokeiści ćwiczą szybkość, równowagę, motorykę i refleks. Co równie ważne – uczą się współpracy, reguł zespołowości, wytrwałości, determinacji i poszanowania przeciwnika. Na pewno nikt nie będzie wpajał im na treningu zasad prowokowania rywala ani technik prowadzenia bójki… Chociaż te zachowania nie należą w zawodowym hokeju do rzadkości, stanowią naganne peryferia.

Czy to jest bezpieczne?

Niektórzy rodzice automatycznie – i dość pochopnie – wpisują ryzyko kontuzji w uprawianie hokeja. Owszem, kontuzje się zdarzają, można jednak dyskutować, czy częściej niż w lekkiej atletyce, koszykówce bądź piłce nożnej. Urazy mięśni, stawów, złamania kości – to dość częste przypadki w wymienionych dyscyplinach. Czy to oznacza, że dzieci nie powinny w ogóle ich uprawiać? Bynajmniej.
Hokeista jest dość dobrze zabezpieczony przed ewentualnymi urazami. Musi posiadać kask, ochraniacze na ramiona, łokcie i zęby, a także specjalne spodnie. Bramkarze, którzy bywają częściej narażeni na ataki, ze względu na statyczny charakter pozycji na tafli, mają dodatkowe maski i ochraniacze na nogi. Zawodnicy poniżej 18. roku życia mogą grać wyłącznie w dodatkowej osłonie na twarz (kratownica).
Na koniec warto przytoczyć cytowane przez portal www.sport.pl słowa Mariusza Czerkawskiego, jednego z najwybitniejszych polskich hokeistów i byłego zawodnika ligi NHL: „Hokej wcale nie jest bardziej kontuzjogenny niż piłka nożna […], nie mówiąc już o sportach motorowych. Pewnie, że wszystko może się zdarzyć, ale ja wolałbym, żeby mój syn grał w hokeja, niż miałby jeździć konno czy skakać na nartach jak Małysz. Wybieram dla niego lodowisko, a nie skocznię mamucią”.

Podobne

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany