Farmacja jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin nauki w XXI wieku. Pomimo ogromnego postępu, jaki osiągnięto w ostatnich dziesięcioleciach, nadal istnieje zapotrzebowanie na nowe leki. Jednak łatwa dostępność tysięcy wyrobów medycznych stwarza ryzyko ich nadużywania.

 

Leczenie na wyciągnięcie ręki?

We współczesnym przekazie medialnym – opartym na reklamach, programach publicystycznych czy filmach – leczenie wielu schorzeń zostaje zredukowane do prostego schematu. Jego główną osią jest zakup (oczywiście bez recepty) odpowiedniego preparatu. Na ogół po zażyciu jednej tabletki pacjent odzyskuje siły i spokojnie może zapomnieć o chorobie.

Takie wizje – kreślone przez koncerny farmaceutyczne i agencje reklamowe – są o tyle naiwne, co i kuszące. Nikt przecież nie lubi chorować, tracić czasu na wizyty u lekarza i leżeniu w łóżku. A skoro tyle leków jest dostępnych na wyciągnięcie ręki, to dlaczego nie spróbować…? Tym bardziej, że tabletki, pastylki, syropy czy krople można wrzucić do jednego koszyka sklepowego, razem z masłem, mlekiem albo owocami. Stąd już tylko krok do nadużywania leków albo przyjmowania ich „na wszelki wypadek”.


Jak często sięgamy po leki?

Zdaniem większości lekarzy – zbyt często. Potwierdzają to również wyniki badań. Przykładem może być badanie ankietowe, które jest przeprowadzane cyklicznie przez Główny Urząd Statystyczny. Na początku 2014 roku zrealizowano badanie „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych” na reprezentatywnej grupie 12,5 tys. osób. Jego rezultaty odzwierciedlają ogólne tendencje, które można zauważyć wśród Polaków. W ostatnim kwartale 2013 roku 75 proc. respondentów przyjmowało co najmniej jeden lek bądź suplement diety. Co ciekawe, aż 67 proc. badanych oceniło swoje zdrowie jako dobre, a jedynie 8,6 proc. jako złe lub bardzo złe. Mimo że tylko 33 proc. osób miało zastrzeżenia do swojego stanu zdrowia, leki przyjmowało aż 75 proc. To może zastanawiać. Warto również zauważyć, że regularnie po farmaceutyki częściej sięgają kobiety (81,8 proc.) niż mężczyźni (68,7 proc.).

Wydatki na leki stanowiły również większość nakładów na ochronę zdrowia. Przeciętna polska rodzina wydała w 2013 roku miesięcznie na ten cel 58,21 zł na osobę. Z tej sumy 68,7 proc. przeznaczano właśnie na zakup leków i artykułów medycznych oraz medycznych dóbr trwałego użytku.

Nie da się ukryć, że zakup leków w gospodarstwach domowych jest zjawiskiem powszechnym i, jak można już się domyślać, nie zawsze w pełni uzasadnionym. W badaniu GUS czytamy: „Członkowie 98,5 proc. gospodarstw domowych kupili przynajmniej raz w 2013 r. leki lub suplementy diety, 92,3 proc. kupujących w tej grupie nabyło leki na receptę, 48,1 proc. – leki zalecane przez lekarza, ale nieprzepisane, a 90,4% gospodarstw kupowało leki z własnej inicjatywy”. Te wymowne dane mówią same za siebie: niemal wszyscy badani co najmniej raz w roku byli klientami aptek bądź punktów dystrybucji wyrobów farmaceutycznych.

 

„Nie lubimy” lekarzy…

To kolejny wniosek, który nasuwa się z analizy rezultatów badania przeprowadzonego przez GUS. Oczywiście jest to uproszczenie, ponieważ wiele osób, pochłoniętych pracą i codziennymi obowiązkami, najczęściej po prostu nie ma czasu na regularne wizyty u lekarza. Trudno więc mówić wyłącznie o antypatiach – trzeba je raczej ująć w cudzysłów. Za to wiele osób panicznie boi się wizyt w gabinetach lekarskich, w obawie przed niepomyślną diagnozą. To działanie jest całkowicie irracjonalne, choć niestety, dość powszechne. W takich postawach tkwi przyczyna nadużywania przez Polaków środków przeciwbólowych. Są one łatwo dostępne i często skuteczne. Istnieje tylko jeden problem – nie usuwają przyczyny bólu.

Warto również pamiętać, że wielu potencjalnych pacjentów zniechęca się do wizyt lekarskich za sprawą sposobu funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce, dlatego podejmują samodzielne próby leczenia. W 2013 roku niemal połowa (49,8 proc.) respondentów badania „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych” przyznała, że nie była u lekarza specjalisty (mimo wskazań ku temu) z powodu długiego czasu oczekiwania na wizytę u specjalisty. Tylko niewiele ponad 20 proc. badanych skorzystało ze specjalistycznych usług medycznych w ostatnim kwartale 2013 roku. Lepsza dostępność lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej przełożyła się na wyższy odsetek pacjentów (36,6 proc.).

 

Bez recepty, ale nie zawsze bezpiecznie

Producenci leków muszą zamieszczać informacje w materiałach reklamowych o konieczności zapoznania się z treścią ulotki dołączonej do preparatu. Jednak przyzwyczajenia konsumenckie sprawiają, że tego typu ostrzeżenia traktowane są z przymrużeniem oka, same ulotki zaś często (nieprzeczytane) lądują w koszu na śmieci. Tymczasem przeświadczenie, że każdy lek bez recepty nie zagraża zdrowiu jest całkowicie błędne. Nieprawidłowe dawkowanie czy interakcje z innymi lekami mogą mieć poważne konsekwencje dla zdrowia. Warto o tym pamiętać szczególnie w przypadku leczenia dzieci.

 

Lek nie jest zwykłym towarem

Teoretycznie wszyscy o tym wiemy, ale warto przypominać tę oczywistość. W wielu krajach dostrzeżono już problem nadużywania leków dostępnych bez recepty. Stąd ich ograniczona sprzedaż, na przykład we Francji, w Wielkiej Brytanii czy w Czechach. Zdobycze farmacji podnoszą jakość naszego życia, ale paradoksalnie mogą stać się przyczyną poważnych zaniedbań zdrowotnych. Pamiętajmy, że przyjmowanie leków na własną rękę jest postępowaniem doraźnym. Tylko odpowiednia diagnostyka medyczna może realnie pomóc nam w zwalczeniu poważnych chorób.

 

Których leków nie wolno podawać dzieciom?

  • Kwas acetylosalicylowy – nie każdy rodzic wie, że popularna aspiryna nie powinna być podawana dzieciom poniżej 12. roku życia. Jej przyjmowanie przez pacjentów w wieku do 12 lat (w przypadku nadwrażliwości na ten lek) może wywoływać zaburzenia pracy mózgu, wątroby i innych narządów. Odnotowano również występowanie u dzieci obrzęków, drgawek i duszności.
  • Metamizol sodu – jest substancją czynną w niektórych lekach przeciwbólowych i przeciwgorączkowych. Niewłaściwa dawka może wywołać u dziecka uszkodzenie szpiku kostnego, a w efekcie – zagrażający życiu wstrząs anafilaktyczny.
  • Kodeina – to popularna i skuteczna substancja stosowana w lekach przeciwkaszlowych. Warto jednak pamiętać, że jest to pochodna morfiny. U małych dzieci może wywoływać problemy z oddychaniem i inne powikłania.
  • Środki antyalergiczne – najczęściej są to leki przeciwhistaminowe. W przypadku najmłodszych pacjentów trzeba zachować szczególną ostrożność, ponieważ nasilają one senność i nudności.

 

Istnieje oczywiście wiele leków na receptę, których pod żadnym pozorem nie wolno podawać dzieciom. Tych jednak nie kupimy na stacji benzynowej czy w aptece. Niemniej warto pamiętać, że nawet relatywnie bezpieczne substancje, jak ibuprofen czy paracetamol, również mogą być groźne dla najmłodszych.

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany