Czy może istnieć sport bez hamulców? Jeśli myślimy o obowiązujących zasadach, to niewiele jest dyscyplin, które całkowicie je pomijają. Istnieje natomiast dyscyplina w dziedzinie sportów motorowych, w której zawodnicy faktycznie nie posługują się hamulcami w swoich maszynach. To oczywiście żużel, który cieszy się w Polsce ogromną popularnością.

Skąd ten fenomen?

Fani żużla, który jest również znany pod angielską nazwą „speedway” (dosłownie: „szybka droga”) i rodzimym określeniem „czarny sport”, przekonują, że to jedna z najbardziej widowiskowych dyscyplin na świecie. Tymczasem osoba, która nie połknęła żużlowego bakcyla i zna zmagania żużlowców jedynie z ekranu telewizora, może odnieść wrażenie, że wyścigi czterech zawodników wokół zamkniętego toru okalającego murawę boiska są dość… nudne. No cóż, należy pamiętać o tym, że każda transmisja telewizyjna, niezależnie od faktycznej widowiskowości przekazywanej imprezy, zawsze stanowi pewien wycinek rzeczywistości, który opiera się na przekazie kamer i montażu. Wiedzą to wszyscy kibice sportowi, niezależnie od dyscypliny. Z pewnością aby pojąć dynamikę żużla i ogromne emocje, nie można bazować wyłącznie na transmisjach w telewizji czy internecie. Speedway trzeba poczuć na żywo. A przecież w jego przypadku dochodzą jeszcze walory, których nie da się przekazać poprzez łącza – ryk silników i zapach spalin.

Ujarzmiona moc

Starając się zrozumieć fenomen popularności żużla, warto się odnieść do niektórych aspektów technicznych tej dyscypliny. Stosunek masy do mocy motocykla sprawia, że maszyny żużlowe są bardzo szybkie. Przy pojemności 500 cm3 silnika masa motocykla wynosi około 80 kg, co zapewnia znakomite przyspieszenie. Maszyny żużlowców nie posiadają rozruszników, skrzyni biegów ani hamulców, a prędkość wytraca się jedynie poprzez zamknięcie manetki gazu. Wbrew pozorom brak układu hamulcowego przekłada się na poprawę bezpieczeństwa zawodników, gdyż gwałtowne użycie hamulca przy prędkości przekraczającej 100 km/h mogłoby się zakończyć tragicznie. Motocykle żużlowe nie posiadają również oświetlenia zewnętrznego. Żużlowcy nie są chronieni w szczególny sposób przed skutkami upadków. Kask, gogle, rękawice, buty, kombinezon (najczęściej z kevlaru, który zastąpił skórę), ochraniacze na kręgosłup – to wszystko musi wystarczyć, aby zapewnić bezpieczeństwo zawodnika. Każdy kibic ma świadomość, że rywalizacja na żużlu wymaga nie tylko sporych umiejętności, ale i nieprzeciętej odwagi, czasami graniczącej z brawurą.

Sekundy prawdziwych emocji

Speedway łączy z emocjami z pogranicza sportowej rywalizacji i walki gladiatorów. Nie ma w takim twierdzeniu przesady, jeśli uwzględnimy ryzyko poważnej kontuzji, a niekiedy wręcz śmieci na torze. Na tym również polega specyfika tej dyscypliny, która potrafi uzależniać. Tutaj nie ma miejsca na udawanie – walka musi się toczyć na serio. Nawet gdy zawodnik celowo markuje defekt czy odpuszcza rywalizację, kibice, którzy na zamkniętym stadionie mają go niemal na wyciągnięcie ręki, bezbłędnie odczytają jego intencje.

Typowy mecz ligowy składa się z 15 biegów. W każdym z wyścigów, które liczą cztery pełne okrążenia, rywalizuje standardowo czterech zawodników ze wspólnego startu statycznego. Gdy taśma maszyny startowej wędruje w górę, emocje sięgają zenitu. Żużlowcy pokonują łuki toru w charakterystyczny sposób – składając motocykle w ślizgu kontrolowanym, co zwiększa widowiskowość. Bardzo duże znaczenie ma oczywiście odpowiednie wyczucie momentu startowego i jak najszybsze złożenie się w pierwszym łuku. Niemniej sama walka na torze – o utrzymanie pozycji bądź minięcie rywala – przysparza kolejnych emocji. Mimo że wyścig żużlowy trwa 60–70 sekund, potrafi rozpalić do białości wielotysięczną widownię, również w Gdańsku.

Krótka historia żużla w Gdańsku
Już w okresie Wolnego Miasta Gdańska istniał Moto Club Danzig, choć trudno powiedzieć, w jakiej formule startowali jego zawodnicy. Po II wojnie światowej, w 1947 roku, odbyła się w Gdańsku runda indywidualnych mistrzostw Polski na żużlu, w której brał udział zawodnik ówczesnego GKS Gdańsk. W późniejszych latach istniały nad Motławą kluby znane jako GKM, Związkowiec, Stal, wreszcie – Legia. Ta ostatnia nazwa nieprzypadkowo może się kojarzyć z piłką nożną, w 1960 roku bowiem klub z Warszawy postanowił przenieść swoją sekcję żużlową do Gdańska. Od 1962 roku istnieje tutaj klub, który jest znany w całej sportowej Polsce jako GKS Wybrzeże Gdańsk.

Ciemna strona żużla

Jeśli uwzględnić różne odmiany sportu żużlowego, od początku istnienia tej dyscypliny śmierć na torze poniosło 339 osób. W Polsce głośnym echem odbił się ubiegłoroczny śmiertelny wypadek młodego zawodnika Unii Tarnów, Krystiana Rempały, który najprawdopodobniej wyjechał do wyścigu w niezapiętym kasku i zmarł wskutek obrażeń głowy odniesionych po upadku. W przeszłości wielu zawodników odniosło poważne obrażenia, a niektórzy nawet zostali inwalidami wskutek ciężkich urazów. Ryzyko utraty zdrowia wkalkulowane jest w uprawianie tej dyscypliny. Praktycznie każdy zawodnik, który jest żużlowcem, prędzej czy później będzie miał do czynienia z mniej lub bardziej groźnymi urazami. Wystarczy wspomnieć, że niektórzy żużlowcy kilka razy w ciągu sezonu muszą korzystać ze specjalistycznej pomocy lekarskiej. Każdego roku władze światowego żużla dokładają starań, by zwiększyć bezpieczeństwo zawodników. Przykładem może być obowiązek posiadania przez poszczególne kluby pneumatycznych band na łukach. Jednak uprawianie tego sportu wiąże się z dużym ryzykiem i poważnym obciążeniem psychicznym. Zdarzają się przypadki, w których zawodnicy odreagowywali stres w alkoholu czy innych nałogach. Przypadki samobójstw wśród żużlowców również nie należały do jednostkowych.

Czasami żużlowcy bywają postrzegani jako potencjalni samobójcy. To oczywiście mocna przesada, bo żaden zawodnik, który staje pod taśmą startową, nie robi tego po to, aby się zabić. Sami żużlowcy mówią, że przed wyścigiem nie czują strachu. Jednak każda ofiara śmiertelna w żużlu zawsze wzbudzała uzasadnione kontrowersje. Wśród nich nie brakowało też opinii, które wskazywały na konieczność zdelegalizowania tej dyscypliny. Trudno jednak określić, co należałoby przyjąć jako kryterium takiej decyzji. Jeśli byłaby to liczba śmiertelnych wypadków, warto pamiętać, że istnieją dyscypliny, które pochłonęły znacznie więcej ofiar niż żużel, a jednak nikt na poważnie nie myśli o ich delegalizacji. Za przykłady mogą posłużyć choćby alpinizm, nurkowanie czy windsurfing. Kontuzje, których można nabawić się w każdej dyscyplinie sportu kontaktowego, również są nie mniej groźne niż te, którym ulegają żużlowcy.

Sport dla dzieci?

Słysząc o tym, jak wielkie ryzyko wiąże się z uprawianiem żużla, wielu rodziców nawet teoretycznie nie bierze pod uwagę możliwości, aby ich dziecko mogło trenować tę dyscyplinę. Co więcej, zdarza się, że nawet sami żużlowcy nie chcą, by ich dzieci angażowały się w czynne uprawianie tego sportu. Jednocześnie w Polsce nie brakuje całych klanów żużlowych, w których synowie z powodzeniem kontynuują tradycję sportową swoich ojców na żużlowym torze.
W poszczególnych ośrodkach, w których działają kluby żużlowe, również w Gdańsku, prowadzone są szkółki dla dzieci. Aby rozpocząć przygodę z żużlem, trzeba oczywiście legitymować się dobrym zdrowiem (konieczne są badania lekarskie). Co ciekawe, nie ma przeciwwskazań, by do szkółki zapisywały się dziewczynki, mimo że sport żużlowy jest dyscypliną wybitnie męską. Mile widziane jest za to wcześniejsze obycie dziecka z jednośladami. Najczęściej treningi rozpoczyna się od ścigania na małych motocyklach o pojemności silnika 50–80 cm3. W zawodach rozgrywanych na minitorach w całej Polsce rywalizują ze sobą dzieci z poszczególnych grup wiekowych. Kolejnym krokiem jest przesiadka na mocniejszy motocykl (125 i 250 cm3). Finalnie adept sportu żużlowego przygotowuje się pod okiem trenera do trudnego egzaminu na licencję „Ż”, która uprawnia do startów w klasycznych zawodach. Egzamin obejmuje część teoretyczną i praktyczną. Aby uzyskać tę licencję, trzeba mieć ukończone co najmniej 15 lat. Cały cykl szkoleniowy trwa kilka lat.

Zdecydowana większość rodziców traktuje przygodę dzieci z żużlem jako dobrą zabawę. I tak naprawdę jest to zdrowe podejście. Wystarczy wspomnieć, że spośród licznych adeptów czarnego sportu jedynie kilku zostanie zawodnikami, co wcale nie oznacza, że ich kariera będzie olśniewająca. Żużel jest bardzo trudnym sportem, gdzie kondycja psychofizyczna i umiejętności techniczne muszą być połączone z odpowiednim zapleczem sprzętowym. Niezbędna jest późniejsza pomoc sponsorów, aby uprawianie tej dyscypliny było opłacalne. Koszty zaczynają się już w szkółce żużlowej, o czym muszą wiedzieć rodzice. Często są oni jedynymi sponsorami swoich pociech, inwestując w ich silniki, opony czy kombinezony.

Zalety i wady uprawiania sportu żużlowego przez dzieci

+ Możliwości wszechstronnego rozwoju psychofizycznego
+ Systematyczny trening, który ułatwia późniejszą adaptację do różnych warunków
+ Uczestnictwo w turniejach, również poza granicami kraju
+ Spełnienie się w rywalizacji o wysokim poziomie zaangażowania
– Z reguły wysokie koszty
– Ryzyko odniesienia poważnej kontuzji
– Długotrwały proces szkoleniowy i możliwe trudności w uzyskaniu licencji
– Relatywnie mała liczba klubów w Polsce

Czy warto spróbować?

Biorąc pod uwagę stopień złożoności tej dyscypliny, tylko nieliczni adepci mogą liczyć na późniejsze sukcesy. Na pewno decyzja o zapisaniu dziecka do szkółki żużlowej musi wynikać z jego pasji, nie zaś z aspiracji rodziców. W czarnym sporcie naprawdę nietrudno o zniechęcenie, zwłaszcza po pierwszych upadkach czy kłopotach sprzętowych. Decyzja o początku przygody z żużlem musi być zatem starannie przemyślana.

A co jeśli dziecko się upiera, by podążyć śladami Tomasza Golloba, mimo braku entuzjazmu ze strony rodziców? Czy na siłę trzeba je odwodzić od tego pomysłu? Niekoniecznie. Najważniejsze, by miało swoją pasję, a nie można przecież wykluczyć, że jest nią właśnie speedway. Niemniej zawsze trzeba liczyć się z wszystkimi aspektami uprawiania żużla, począwszy od zdrowotnych, a skończywszy na finansowych. Dlatego ostateczna decyzja w tym względzie zawsze musi należeć do rodziców. Jest to piękny, emocjonujący, ale również niebezpieczny i kosztowny sport, na pewno nie dla każdego…

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany