Vilde Valldal Johannessen – z pochodzenia Norweżka, z wyboru Polka. Przez pięć lat była związana z gdyńskim Teatrem Muzycznym, gdzie wystąpiła w większości spektakli. Zapalona tancerka i energiczna kobieta, która nigdy nie traci sił do działania. Obecnie wraz mężem, Tomaszem Czarneckim, tworzy Teatr Komedii Valldal.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z tańcem? Co Cię inspirowało?

Zaczynałam już jako mała dziewczynka! Od zawszę się lubiłam przebierać w przeróżne stroje. Moja mama zrobiła specjalnie dla mnie różne kostiumy: Indianina, geparda, myszki, baletnicy. Regularnie podkradałam z jej szafy buty i ubrania, podpatrywałam makijaż i tworzyłam swój świat. Kiedy miałam niecałe dwa lata, już sama się ubierałam – nawet rajstopy! Kochałam wchodzić w różne role, fascynowała mnie ta magia wcielania się w różne postacie. Odkąd pamiętam, i nawet wcześniej, inspirują mnie kostiumy, ubrania, makijaże, kapelusze… No i muzyka! Muzyka, dzięki której zmienia się Twój nastrój – od złości do radości, od melancholii po dziką energię. Z muzyką możesz pokazać wszystkie emocje i „być” we wszystkich nastrojach! Dzika, myśląca, lekka, ciężka, seksowna, poważna, kobieca, radosna, delikatna… To właśnie kocham i stąd pewnie mojej interesowanie tańcem.

Gdzie zaczęłaś naukę tańca?

Kiedy miałam cztery lata, zaczęłam tańczyć balet. A już w wieku ośmiu lat uczęszczałam cztery razy w tygodniu do Państwowej Operowej Szkoły Baletowej w Oslo. Wtedy też pierwszy raz wystąpiłam na scenie w spektaklu „Dziadek do Orzechów” – zagrałam małą Śnieżynkę. To było dla mnie niesamowite doświadczenie! Strasznie się bałam, ale też ogromnie to kochałam. Dziwnie uczucie. Dość długo musiałam walczyć ze strachem, ale lubiłam to – dawało mi to energię do działania! Przede wszystkim było to jednak ciężka praca i dyscyplina. Tak naprawdę mogę powiedzieć, że już wtedy był to mój zawód. Zawsze wiedziałam, że chcę iść tą drogą – być na scenie. I cały czas nad tym pracowałam. Zabawa była w domu, z domowymi kostiumami. W sali baletowej to już była praca nad perfekcją.

Kiedy zobaczyłaś owoce swojej pracy? Pierwsze zawodowe zlecenie?

Pierwszą pracę dostałam w Teatrze Wielkim w Łodzi, później spędziłam sześć lat w Teatrze Muzycznym w Gdyni. No i teraz, razem z mężem i grupą artystów, prowadzimy Teatr Komedii Valldal. Cieszę się ze wszystkich doświadczeń, wszystkie doceniam, ponieważ ciągle się uczę czegoś nowego o sobie i o świecie.

A jeśli miałabyś coś poradzić młodym artystom – co by to było?

Nie podawać się! Czasami boli, ale dla efektów ciężkiej pracy naprawdę warto się poświęcić. Bądźcie ciekawi świata! Artysta powinien mieć otwarty umysł oraz dystans do siebie i innych. No i robić swoje. Jeśli chcesz być artystą, musisz być twórcą oryginalnym, nie kolejną kopią. Także szukajcie czegoś, co jest w Was ciekawe i używajcie tego jako plusa, czegoś wyjątkowego!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany