Tak postawione pytanie wydaje się po prostu nie na miejscu… Wiadomo przecież, że szanujemy tradycję i atmosferę świąt jako bezcenne wartości. Dlaczego jednak od kilkunastu lat bezrefleksyjnie, jednym tchem wymawiamy hasła „zakupy świąteczne” i „atmosfera świąt”? Czy jesteśmy w stanie się oprzeć nachalnej reklamie i uniknąć świątecznej gorączki?

Wszystko jest na sprzedaż?

W latach 80. ubiegłego wieku, gdy Polacy zaczęli wyjeżdżać na Zachód, wielu z nich nie mogło wyjść z podziwu, że właściciele sieci handlowych rozpoczynają świąteczne akcje promocyjne na ponad miesiąc przed Bożym Narodzeniem. Obecnie w Polsce można zaobserwować te same trendy, które dziwią już coraz mniej osób. Ozdoby świąteczne w sklepach, specjalnie udekorowane półki czy Mikołajowie rozdający cukierki w galeriach handlowych – te wszystkie elementy stały się prawie naturalnym komponentem naszej rzeczywistości. „Prawie”, bo jednak nie wszystkim przypadają do gustu…

Atmosferę świątecznego sprzedawania i kupowania podgrzewają oczywiście dziesiątki reklam w radiu, telewizji, prasie i internecie. Okazuje się, że pospolite produkty, na które często nie zwracamy uwagi na co dzień, są właśnie „wymarzonymi prezentami” dla naszych bliskich. A przynajmniej w ten sposób przekonują nas ich wytwórcy. Okres świąt Bożego Narodzenia to oczywiście czas żniw dla producentów zabawek. Niektórzy ich sprzedawcy w grudniu notują zwiększenie obrotów nawet o kilkaset procent. Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że przedświąteczna gorączka to przede wszystkim czas wielkiego kupowania, często na kredyt, i masowej sprzedaży.

Przy suto zastawionym stole…

O ile świąteczne prezenty, nawet te kompletnie nietrafione, często mają trwałą wartość, produkty żywnościowe cieszą nas tylko przez chwilę. Jednak trudno sobie wyobrazić celebrowanie świąt bez tradycyjnych potraw czy słodyczy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego rodzina z dwójką dzieci przeznacza średnio w skali miesiąca niemal 900 zł na żywność i napoje bezalkoholowe. Oczywiście w grudniu tego typu wydatki są znacznie większe.

W wielu polskich rodzinach – nawet tych, które w ciągu roku żyją oszczędnie – okres świąt oznacza przekraczanie wszelkich norm w zakresie wydawania pieniędzy na żywność. Zdecydowanie nie lubimy wówczas oszczędzać, ale nie to jest największym problemem. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w wielu domach żywność po świętach ląduje na śmietniku. Zanim więc włożymy do sklepowego koszyka kolejną porcję mięsa lub siatkę z owocami, trzeba się zastanowić, czy nie będzie to zbyteczny wydatek. Niekiedy zapominamy również o dobrodziejstwach wynikających z posiadania zamrażarki. A przecież wiele świątecznych potraw, których nie będziemy w stanie zjeść w czasie świąt, można zamrozić i delektować się nimi choćby i po kilku miesiącach. Wyrzucanie jedzenia jest zdecydowanie najgorszym wyjściem.

Wiadomo, że w czasie świąt nikt nie powinien być głodny. Niemniej warto się pokusić o refleksję, ile jesteśmy w stanie zjeść w czasie trzech dni i czy warto ryzykować zdrowiem, objadając się ponad miarę. Kupowanie produktów żywnościowych „na zapas” w czasie świąt nie jest najlepszym pomysłem. Warto pamiętać również i o tym, że ceny w tym okresie nie należą do najniższych. Jeśli planujemy większe zakupy spożywcze z myślą o świętach, lepiej nie odkładać ich na ostatnią chwilę. Aby uniknąć zatłoczonych sklepów i parkingów oraz nie przepłacać, można odwiedzić market spożywczy 2–3 tygodnie wcześniej. Należy dokładnie kontrolować daty przydatności do spożycia poszczególnych artykułów. Przeterminowane wybory spożywcze w okresie przedświątecznym, niestety, nie są rzadkim widokiem na sklepowych półkach.

Pułapki przedświątecznej gorączki

Nawet klientom najbardziej odpornym na reklamę w okresie przedświątecznym czasami nie udaje się uniknąć nieprzemyślanych zakupów. Długo można by pisać o sztuce wabienia klientów, którą stosują zarówno wielkie sieci handlowe, jak i osiedlowe sklepiki. Mówiąc w skrócie, tak naprawdę nikt przed świętami nie może być pewien, czy nie padnie ofiarą małej manipulacji, przepłacając za towar lub usługę, których w zasadzie nie potrzebuje.

Inne niebezpieczeństwa czyhają na nas ze strony banków. Pożyczki oferowane specjalnie na święta stały się niemal powszechne. Wiadomo, że sprawianie radości bliskim, zwłaszcza dzieciom, poprzez wręczanie wymarzonych, drogich prezentów to duża przyjemność. Nieco mniej sympatyczne jest spłacanie przez cały rok, a niekiedy i dłużej, uciążliwych rat kredytu… Jeszcze bardziej niebezpieczne może się okazać obciążanie zakupami świątecznymi swoich kart kredytowych. Wygodne w użyciu „plastikowe pieniądze” kuszą, by zrobić z nich użytek. Pamiętajmy jednak, że każda transakcja z użyciem karty kredytowej jest formą pożyczki, w dodatku na ogół bardzo niekorzystnie oprocentowanej.

Choć taki postulat nie jest łatwy do spełnienia, planując świąteczne zakupy, nie można zapominać o zdrowym rozsądku. Czy to oznacza, że należy rezygnować z prezentów? Oczywiście, że nie. Natomiast korzystniejszym rozwiązaniem niż zaciąganie kosztownych kredytów będzie odłożenie określonej kwoty na święta. Poza tym warto kupować tylko te prezenty, co do których mamy pewność, że będą naprawdę użyteczne. Poświąteczne zwroty nietrafionych prezentów do sklepu to nie tylko przykrość dla wręczającego prezent, ale i zwykła rozrzutność. Warto się zastanowić, czy możemy sobie na nią pozwolić.

Trzeba też wspomnieć o bardzo nieroztropnym zachowaniu, jakim jest traktowanie zwierząt w kategoriach prezentów. Dość nadmienić, że każdego roku po świętach w schroniskach przybywa niechcianych psów czy kotów. Jeszcze bardziej haniebnym zachowaniem, niestety – nierzadkim, jest porzucanie zwierząt. O ile sama decyzja w sprawie opieki nad zwierzęciem jest godna najwyższej pochwały, o tyle nie może być podejmowana pochopnie, pod wpływem świątecznej gorączki. Przede wszystkim – zwierzę może zostać członkiem naszej rodziny, ale nigdy nie wolno traktować go w kategoriach przedmiotowych. Opieka nad domowym zwierzęciem to przejęcie dużej odpowiedzialności, której nie da się porównać z postawieniem kolejnego pluszaka na półce. Przyjmujemy przecież pod swój dach żywe stworzenie, które odczuwa radość i ból, strach i tęsknotę, potrzebuje opieki, troski i miłości. Zwierzę nie jest rzeczą i nie może być świątecznym prezentem kupowanym pod wpływem impulsu, którego w każdej chwili można się pozbyć.

To, co najważniejsze…

Zarówno hierarchowie Kościoła, jak i osoby z kręgów świeckich podkreślają, że laicyzacja świąt i wszechobecny konsumpcjonizm mogą nam przesłonić życiowe priorytety. Z założenia rodzinne święta nie powinny się ograniczać do krótkich chwil spędzonych przy wigilijnym stole. Bez względu na wyznawaną religię, święta Bożego Narodzenia to dla każdego dobry czas na refleksję nad tym, co jest w życiu najważniejsze. Materialny wymiar świąt bywa przyjemny, jednak nie powinien być celem samym w sobie, zrealizowanym wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nie zapominajmy, że największą wartością jest możliwość spędzania czasu z osobami, na których nam zależy. Dobrze mieć przy sobie ludzi, na których zawsze możemy polegać, dzielić się z nimi uczuciami, radościami i troskami. To wartości, których nie można kupić w żadnym, nawet najpiękniejszym sklepie. Czasami bycie obok drugiej osoby jest najważniejszym prezentem.

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany