W ostatnich latach odsetek porodów metodą cesarskiego cięcia w Polsce znacząco wzrasta, a w 2014 roku przekroczył już 40-procentowy próg. To wartość wcześniej nienotowana. Czy oznacza to, że rezygnacja z porodu siłami natury jest oczywistym prawem każdej przyszłej mamy? I czy takie rozwiązanie jest bezpieczne dla matki i dziecka?

Coraz niższa umieralność noworodków

Mamy powody do radości – z roku na rok notuje się coraz niższe wskaźniki w tym zakresie. Według Głównego Urzędu Statystycznego jeszcze w połowie lat 90. XX wieku na 1000 żywych noworodków umierało 15, w 2000 roku – osiem, a w 2013 roku – już tylko pięć. Coraz niższy współczynnik umieralności okołoporodowej to w dużej mierze zasługa postępu w medycynie, między innymi doskonalszych badań obrazowych, które są rutynowo przeprowadzane u kobiet w ciąży. Na ich podstawie można dokonać kwalifikacji do porodu siłami natury lub metodą cesarskiego cięcia.

Wskazania medyczne do cesarskiego cięcia

Cesarskie cięcie przeprowadza się w procedurze planowej lub nagłej. Procedura planowa obejmuje między innymi takie sytuacje, jak: niewłaściwe ułożenie dziecka (np. poprzeczne), odklejające się łożysko czy ciąża wielopłodowa przy nieprawidłowym ułożeniu dzieci. Ze strony matki wskazania do procedury planowej mogą obejmować np.: poważne schorzenia psychiczne i neurologiczne, urazy kręgosłupa, zaburzenia okulistyczne, ciężkie choroby układu sercowo-naczyniowego. Procedurę nagłą wdraża się w przypadku stwierdzenia w KTG zaburzeń tętna dziecka – spadku lub gwałtownego podwyższenia (> 180/min) – czy długotrwałego zatrzymania akcji porodowej. Ze strony matki procedura nagła może obejmować między innymi stan przedrzucawkowy, lekooporne nadciśnienie tętnicze czy objawy infekcji.

Niekiedy lekarze decydują się na przeprowadzenie zabiegu cesarskiego cięcia przed rozpoczęciem akcji porodowej. Bywa to konieczne w przypadku stwierdzenia masywnego krwawienia z dróg rodnych bądź rzucawki ciążowej. Również gwałtowny spadek tętna dziecka może być takim wskazaniem.

Opcja dla każdego?

Mimo postępu medycyny, który osiągnięto w zakresie porodów i opieki okołoporodowej, lekarze nadal uznają poród siłami natury za preferowaną formę. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim ze względu na fakt, że każdy zabieg inwazyjny, a do takich zalicza się cesarskie cięcie, stwarza zagrożenie dla matki i dziecka. Wbrew obiegowym opiniom, „cesarka” nie jest porodem lekkim, łatwym i przyjemnym. Istnieje ryzyko powstania zaburzeń zakrzepowych czy powikłań chirurgicznych. Możliwe są również urazy dziecka. Matki, które rodziły dzieci przez cesarskie cięcie, mogą być bardziej narażone na wystąpienie ciężkiej depresji poporodowej. Dłuższy jest również czas trwania połogu. Problemem są też blizny, choć obecnie już nie tak bardzo uciążliwym jak jeszcze kilkanaście lat temu. Przy cesarskim cięciu nie ma oczywiście mowy o porodach rodzinnych.

Poród fizjologiczny sprawia, że u przyszłej mamy wzrasta stężenie prolaktyny i oksytocyny. Oksytocyna, czyli tak zwany hormon macierzyństwa, odpowiada za łagodzenie lęku i stresu, co przekłada się na lepsze samopoczucie matki, a także wzmacnianie późniejszej więzi z dzieckiem. Po porodzie fizjologicznym niemal od początku rozpoczyna się proces laktacyjny, który może być opóźniony w przypadku cesarskiego cięcia.

Cesarskie cięcie jest rozwiązaniem nienaturalnym, mimo że często po prostu koniecznym. Można zatem powiedzieć, że najważniejszym przeciwwskazaniem do porodu metodą cesarskiego cięcia jest dobry stan matki i dziecka oraz prawidłowy przebieg ciąży.

Strach przed porodem – wskazanie?

Strach przed porodem jest stanem naturalnym. Nie ma oczywiście jednego algorytmu porodu, który zawsze będzie się sprawdzał. Każdy poród jest inny oraz stanowi poważne przeżycie dla matki i dziecka. W zasadzie trudno znaleźć kobiety, które w ogóle nie boją się rodzić. Gdyby strach przed porodem był wskazaniem stricte medycznym do przeprowadzenia cesarskiego cięcia, porody fizjologiczne stanowiłyby zapewne niewielki odsetek ogółu.

Część psychologów wystawia jednak zaświadczenia, z których wynika, że pacjentka panicznie boi się porodu siłami natury i powinna rodzić metodą cesarskiego cięcia. Trudno oceniać ich zasadność, choć lekarze zwracają uwagę na narastający problem wygodnictwa części kobiet. Ustalają one dogodną datę porodu, licząc na szybki i bezproblemowy poród. Mówi się wręcz o modzie na „cesarki”. Niektóre komercyjne oddziały wykonują odpłatnie zabiegi cesarskiego cięcia, mimo braku jakichkolwiek wskazań medycznych. W państwowych szpitalach żądanie „cesarki” praktycznie nie ma sensu, choć zdarzają się sytuacje problematyczne. Przykładem może być pisemny sprzeciw przyszłej matki wobec porodu siłami natury. Oczywiście lekarze powinni przede wszystkim uwzględnić dobro matki i dziecka. Niemniej w przypadku ewentualnych powikłań poporodowych szpital naraża się w takiej sytuacji na odpowiedzialność karną, gdyby się okazało, że żądanie cesarskiego cięcia było jednak zasadne. Nie każdy dyrektor szpitala będzie chciał wziąć na siebie takie ryzyko.

Czy istnieje wybór?

W przypadku porodu metodą cesarskiego cięcia takie pytanie może się wydawać bezzasadne, skoro funkcjonują oddziały, na których wykonuje się odpłatnie tę procedurę. Nie ulega jednak wątpliwości, że naturalny poród fizjologiczny pod wieloma względami jest lepszy dla kobiety. Możliwość uniknięcia bólów porodowych i wybór terminu rozwiązania nie powinny być kluczowymi argumentami, choć często właśnie tak się dzieje. Chociaż łatwo jest potępić kobiety, które kierują się pewną wygodą, zapominamy o niedoskonałej opiece okołoporodowej i niedoborze środków, które powinny wspomagać poród siłami natury. Na przykład, nie wszędzie istnieje możliwość porodu w wodzie; problemem jest również brak powszechnej dostępności znieczulenia.

Nieczęsto mówi się o zaletach porodu fizjologicznego, za to zbyt wiele – o wygodzie, która wynika z cesarskiego cięcia, najczęściej z pominięciem aspektu późniejszych powikłań. Tak naprawdę cesarskie cięcie powinno być opcją, o której powinni pamiętać wyłącznie lekarze – w stanach wymagających ratowania życia lub zdrowia – nie zaś matki. Być może w przyszłości się to zmieni, o ile nastąpi dalsza poprawa warunków porodu siłami natury.

Tekst: Michał Mikołajczak

O Autorze

Michał Mikołajczak

Urodziłem się w 1977 roku, w Grudziądzu, ale od 25 lat mieszkam w Trójmieście – początkowo w Gdańsku, a obecnie w Sopocie. Ukończyłem filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Z zawodu i zamiłowania jestem redaktorem. Jak przystało na urodzonego humanistę, mam bardzo wszechstronne zainteresowania. Szczególnie interesują mnie: kryminalistyka, współczesna historia Polski, medycyna (zwłaszcza psychiatria), a także kultura popularna lat 80. i transport. Wolne chwile spędzam z rodziną, najczęściej na oglądaniu filmów grozy.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany